Na
ten moment czekałam naprawdę długo. Ponad rok temu zabrakło mi nie tylko czasu,
ale przede wszystkim motywacji i sił, by rozwijać to moje blogowe alter ego. Czasami
kładąc Franka spać, marzyłam, by przezwyciężyć moją senność i znaleźć w sobie
siłę, by wstać jak tylko usłyszę miarowe tempo jego oddechu. Parę razy nawet mi
się to udało, ale w kolejce czekały inne obowiązki i gdy już w końcu mogłam
spokojnie usiąść przed ekranem komputera, rozsądek podpowiadał, że trzy godziny
snu, które mi zostały to i tak zbyt mało ...., tym bardziej, że pod moim sercem
rosło nowe życie.
Muszę
przyznać, że na chwilę straciłam też poczucie sensu tego, co robię. Nie byłam
zadowolona z jakości zdjęć i tematyki niektórych wpisów. Nie chciałam pisać
tylko o modzie. Ale nie widziałam siebie również w roli eksperta od pieluch, metod
wychowania czy gadżetów. Nie chciałam robić nic na siłę. Chciałam tworzyć w
zgodzie ze sobą, ze swoim poczuciem estetyki, zainteresowaniami i pasjami.
Ten
rok przerwy naprawdę dobrze mi zrobił. Pozwolił wziąć głęboki oddech, spojrzeć
na wiele spraw trochę z innej perspektywy, dał czas na przemyślenie kierunku, w
którym chcę podążać ... rodzinnie, zawodowo i blogowo. Zmierzyłam się z moimi
słabościami, zaakceptowałam to, czego zmienić nie mogę i wymyśliłam listę wyzwań,
które jeszcze przede mną.
W
styczniu w naszym życiu pojawiła się Liwka i jej także chciałam dać trochę
swojego czasu, już i tak dzielonego na dwoje. Cieszę się, że na te chwile
odsunęłam od siebie wszystko, co nie było ważne. Pod jednym ze zdjęć na naszym instagramowym
koncie napisałam, że uwielbiam na nią patrzeć, gdy rano razem leżymy jeszcze w
łóżku. Wydaje się wtedy taka mała w tej wielkiej pościeli. Mruczy sobie do snu.
Jest taka cieplutka, mięciutka i cudownie pachnie. Patrzę w takich chwilach w
te niebieskie oczy i nie wiem, czy można wieść szczęśliwsze życie niż to, które
mam teraz.
Nie
będę Wam nic obiecywać. Żadnych planów, żadnych trzech wpisów w tygodniu i
innych „sztywnych ram”. Blog powoli znowu staje się częścią mojej codzienności,
a tej nie chcę narzucać żadnych ograniczeń, bo życie zaskakuje mnie tak często,
że planowanie na dłuższą metę mija się z celem. Jest tylko źródłem frustracji.
W życiu przyjmuję to, co mnie spotyka. Na bieżąco staram się ustalać priorytety
i patrzeć na wszystko „out of the box”, żeby nie zapomnieć o tym, co w danej
chwili dla mnie najważniejsze.
Postanowiłam także, że blog musi trochę
zmienić swoją formułę. Zaczynając od zmiany wyglądu po otwarcie na nowe tematy.
Chciałabym też publikować wpisy w dwóch językach. Z oczywistych powodów po
polsku, ale i po angielsku. Pozwoli mi to nie tylko rozruszać moje skostniałe
szare komórki, ale przede wszystkim poszerzyć zasięg. Mamy coraz więcej obcojęzycznych
obserwatorów na ig, coraz więcej gałązkowych klientów z zagranicy, którzy będą
mogli dzięki temu lepiej poznać nasz świat. Sama jestem ciekawa, co ta zmiana
nam przyniesie.
Mam
nadzieję, że w końcu wybrałam dobrą drogę. Jeśli tak, to o moją motywację i
siły już się nie boję.
Witajcie
z powrotem!
* * *
I have been
waiting for this moment for a really long time. More than a year ago I ran not
only out of time, but above all of motivation and energy to pursue my blogger’s
alter ego. I used to dream to be able to overcome my sleepiness and find the strength
that would let me get up from bed once I hear the steady rhythm of my son’s
heartbeat. I even managed to do it a few times, but my other duties kept me
away from my computer long enough for me to realize that three hours of sleep
is not enough … considering that I had a new life growing under my heart.
I also have to admit
that for a little while all this blogging adventure became totally meaningless
to me. I was neither satisfied with the quality of my pictures nor with the
topics of my posts. I didn’t want to focus solely on fashion. But neither did I
imagine myself as an expert in diapers, parenting methods or kids stuff. I didn’t
want to force myself to anything. I wished I could create in harmony with
myself, my esthetics, my interests and passions.
This break was
nothing but good for me. It helped me take a deep breath, look at certain things
from a different perspective and gave me time to think about the way I want to
follow … in terms of my family life, professional path and my blog as well. I
faced my weaknesses, accepted what cannot be changed and came up with a list of
challenges that are still ahead of me.
And most importantly,
in January I gave birth to a little baby girl. I also wanted to give her some
of my time, already shared between the two of them. I feel happy that I decided
to put aside everything that was not important. Some time ago I wrote under one
of my Instagram feeds that I love looking at my little Livia when we are still in
bed in the mornings. She then seems to me so tiny among all those pillows. She
murmurs as if she was singing a lullaby to herself. She is so warm, soft and
she smells wonderfully. I look deep into her blue eyes and I wonder if a person
can lead a happier life than the one I have right now.
I will not make
any promises to you. No plans, no schedules and other “strict rules”. My blog
is slowly becoming again a part of my everyday life and I don’t want to put any
restraints on this. My life has already surprised me so many times that I
simply think that planning is something that doesn’t work for me that well. It only brings about frustration. In return, I
learnt to accept what is coming. I set up my priorities on everyday basis and I
try to look at my life from “out of the box” in order not to forget what really
matters.
I also decided
that my blog would soon undergo several changes. Starting from the layout
modifications to the opening to new topics. I
also want to publish bilingual posts. For obvious reasons – in Polish, and
in English. It will not only help me animate my stiff mind, but most
importantly reach further. I have more and more foreign ig followers, more
customers in the online shop coming from abroad. They would finally be able to
get more of us than just a glimpse at the pictures. I wonder myself where that will lead
me.
I truly hope
that I finally chose the right way. If yes, I am sure I won’t have to worry
again about my motivation and strength.
Welcome again!








































































