Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat małej Gałązki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat małej Gałązki. Pokaż wszystkie posty

29 czerwca 2015

The two of them


Tym postem nie odkryję Ameryki, na Nobla nie zasłużę i rewolucji nie dokonam. Wyjdzie na jaw tylko stara prawda, że jak większość matek szaleje na punkcie swoich dzieci. A teraz, gdy mam ich dwoje i patrzę jak zaczyna się tworzyć między nimi więź, to jedyne, co mam ochotę zrobić, to złapać szybko za aparat, żeby im to kiedyś wszystko pokazać. Jak się razem bawili, przytulali, całowali, okładali poduszkami, wyrywali sobie zabawki i wspólnie knuli spiski przeciwko rodzicom. Czasem łapię się na tym, że zazdroszczę im tej relacji. Chciałabym być częścią tych małych intryg, podsłuchiwać te ich dziecięce szepty i tajemnice. Potem pukam się w głowę, bo przecież nie wiem, czy jest coś lepszego od bycia ich mamą. Także teges .... średni ze mnie Kolumb, za miernie na Nobla i zbyt słodko jak na rewolucję. Pozostaje mi tylko liczyć, że może te zdjęcia chociaż uśmiech na twarzy wywołają u niektórych z Was!

With this post I will not reinvent the wheel. Nor will anyone award me the Nobel prize. No plans of a revolution either. The only thing that will come out of it is the old truth that as most mothers I am totally crazy about my kids. And now that there is two of them and that I start to notice the relationship slowly growing between them, the only thing that pops into my mind is to get a camera and take as many photographs of them as possible, so that one day I could show it all to them..... how they played together, how they hugged, kissed, had pillow fights, snatched the toys from each other and conspired against the parents. I sometimes catch myself thinking that in a way I envy them this relationship. I would love to be part of their small intrigues, eavesdrop their whispers and secrets. And then I realize that after all there is nothing more rewarding than being their mom! Soooo..... too poorly for the Nobel and too sweet for a revolution. Maybe at least some of you smile when looking at these pictures!

Franek:
koszulka i legginsy - Nosweet

Liwka:
koszulka - Organic ZOO, spodenki - GAP

koc i poduszka w gwiazdki - IB Laursen
mata w piórka - Szafa Tosi
biały kosz wiklinowy - ZARA Home











21 czerwca 2015

Long gone but not lost, czyli słów kilka o naszym powrocie!




Na ten moment czekałam naprawdę długo. Ponad rok temu zabrakło mi nie tylko czasu, ale przede wszystkim motywacji i sił, by rozwijać to moje blogowe alter ego. Czasami kładąc Franka spać, marzyłam, by przezwyciężyć moją senność i znaleźć w sobie siłę, by wstać jak tylko usłyszę miarowe tempo jego oddechu. Parę razy nawet mi się to udało, ale w kolejce czekały inne obowiązki i gdy już w końcu mogłam spokojnie usiąść przed ekranem komputera, rozsądek podpowiadał, że trzy godziny snu, które mi zostały to i tak zbyt mało ...., tym bardziej, że pod moim sercem rosło nowe życie.
Muszę przyznać, że na chwilę straciłam też poczucie sensu tego, co robię. Nie byłam zadowolona z jakości zdjęć i tematyki niektórych wpisów. Nie chciałam pisać tylko o modzie. Ale nie widziałam siebie również w roli eksperta od pieluch, metod wychowania czy gadżetów. Nie chciałam robić nic na siłę. Chciałam tworzyć w zgodzie ze sobą, ze swoim poczuciem estetyki, zainteresowaniami i pasjami.
Ten rok przerwy naprawdę dobrze mi zrobił. Pozwolił wziąć głęboki oddech, spojrzeć na wiele spraw trochę z innej perspektywy, dał czas na przemyślenie kierunku, w którym chcę podążać ... rodzinnie, zawodowo i blogowo. Zmierzyłam się z moimi słabościami, zaakceptowałam to, czego zmienić nie mogę i wymyśliłam listę wyzwań, które jeszcze przede mną.
W styczniu w naszym życiu pojawiła się Liwka i jej także chciałam dać trochę swojego czasu, już i tak dzielonego na dwoje. Cieszę się, że na te chwile odsunęłam od siebie wszystko, co nie było ważne. Pod jednym ze zdjęć na naszym instagramowym koncie napisałam, że uwielbiam na nią patrzeć, gdy rano razem leżymy jeszcze w łóżku. Wydaje się wtedy taka mała w tej wielkiej pościeli. Mruczy sobie do snu. Jest taka cieplutka, mięciutka i cudownie pachnie. Patrzę w takich chwilach w te niebieskie oczy i nie wiem, czy można wieść szczęśliwsze życie niż to, które mam teraz.
Nie będę Wam nic obiecywać. Żadnych planów, żadnych trzech wpisów w tygodniu i innych „sztywnych ram”. Blog powoli znowu staje się częścią mojej codzienności, a tej nie chcę narzucać żadnych ograniczeń, bo życie zaskakuje mnie tak często, że planowanie na dłuższą metę mija się z celem. Jest tylko źródłem frustracji. W życiu przyjmuję to, co mnie spotyka. Na bieżąco staram się ustalać priorytety i patrzeć na wszystko „out of the box”, żeby nie zapomnieć o tym, co w danej chwili dla mnie najważniejsze.
 Postanowiłam także, że blog musi trochę zmienić swoją formułę. Zaczynając od zmiany wyglądu po otwarcie na nowe tematy. Chciałabym też publikować wpisy w dwóch językach. Z oczywistych powodów po polsku, ale i po angielsku. Pozwoli mi to nie tylko rozruszać moje skostniałe szare komórki, ale przede wszystkim poszerzyć zasięg. Mamy coraz więcej obcojęzycznych obserwatorów na ig, coraz więcej gałązkowych klientów z zagranicy, którzy będą mogli dzięki temu lepiej poznać nasz świat. Sama jestem ciekawa, co ta zmiana nam przyniesie.
Mam nadzieję, że w końcu wybrałam dobrą drogę. Jeśli tak, to o moją motywację i siły już się nie boję.
Witajcie z powrotem!

* * *

I have been waiting for this moment for a really long time. More than a year ago I ran not only out of time, but above all of motivation and energy to pursue my blogger’s alter ego. I used to dream to be able to overcome my sleepiness and find the strength that would let me get up from bed once I hear the steady rhythm of my son’s heartbeat. I even managed to do it a few times, but my other duties kept me away from my computer long enough for me to realize that three hours of sleep is not enough … considering that I had a new life growing under my heart.
I also have to admit that for a little while all this blogging adventure became totally meaningless to me. I was neither satisfied with the quality of my pictures nor with the topics of my posts. I didn’t want to focus solely on fashion. But neither did I imagine myself as an expert in diapers, parenting methods or kids stuff. I didn’t want to force myself to anything. I wished I could create in harmony with myself, my esthetics, my interests and passions.
This break was nothing but good for me. It helped me take a deep breath, look at certain things from a different perspective and gave me time to think about the way I want to follow … in terms of my family life, professional path and my blog as well. I faced my weaknesses, accepted what cannot be changed and came up with a list of challenges that are still ahead of me.
And most importantly, in January I gave birth to a little baby girl. I also wanted to give her some of my time, already shared between the two of them. I feel happy that I decided to put aside everything that was not important. Some time ago I wrote under one of my Instagram feeds that I love looking at my little Livia when we are still in bed in the mornings. She then seems to me so tiny among all those pillows. She murmurs as if she was singing a lullaby to herself. She is so warm, soft and she smells wonderfully. I look deep into her blue eyes and I wonder if a person can lead a happier life than the one I have right now.
I will not make any promises to you. No plans, no schedules and other “strict rules”. My blog is slowly becoming again a part of my everyday life and I don’t want to put any restraints on this. My life has already surprised me so many times that I simply think that planning is something that doesn’t work for me that well. It only brings about frustration. In return, I learnt to accept what is coming. I set up my priorities on everyday basis and I try to look at my life from “out of the box” in order not to forget what really matters.
I also decided that my blog would soon undergo several changes. Starting from the layout modifications to the opening to new topics. I also want to publish bilingual posts. For obvious reasons – in Polish, and in English. It will not only help me animate my stiff mind, but most importantly reach further. I have more and more foreign ig followers, more customers in the online shop coming from abroad. They would finally be able to get more of us than just a glimpse at the pictures. I wonder myself where that will lead me.
I truly hope that I finally chose the right way. If yes, I am sure I won’t have to worry again about my motivation and strength. 
Welcome again!























www.instagram.com/galazki

30 listopada 2014

Goodbye November


Znowu trochę nas blogowo mało ostatnio, ale to wszystko za sprawą zmian ... tych na lepsze mam nadzieję:)

Pomimo szybkiego tempa i nawału spraw, które wszystkim chyba spędzają sen z powiek przed Świętami, łapczywie chwytam rodzinne momenty codzienności - nawet jeśli są krótkie i ulotne jak mrugnięcie oka. Niełatwo mi na co dzień odłożyć wszystkie sprawy, bo ciągle mam wrażenie, że zrobię jeszcze tylko jedną małą rzecz i zamykam, a potem ze smutkiem patrzę na nieubłagany zegar, który wybił kolejną godzinę .... godzinę, którą mogłam spędzić na zabawie z Gałązeczką. Mój grafik i jego przedszkolny start oraz krótkie jesienno-zimowe dni sprawiły, że wspólnego czasu na wygłupy, zabawy i spacery jest ostatnio jak na lekarstwo. Odbieram go po popołudniowej drzemce, potem szybki obiad, kilka chwil na sprzątanie i gdy już myślę, że moglibyśmy zająć się sobą, to z lekkim niedowierzaniem próbuję zrozumieć, gdzie uciekł nam ten dzień. Za oknem "carna noc", a przy braku światła całym ciałem czuję, że w zasadzie czas już na kąpiel i sen. I tak codziennie .... gdyby nie magia świąt i ten wyjątkowy klimat, który bardzo lubię i chcę, by trwał jak najdłużej, to chętnie wymieniłabym grudzień na wiosnę i dłuższe, cieplejsze dni.

A w międzyczasie, w oczekiwaniu na tę wiosnę, piorę rzeczy Malutkiej, pakuję walizkę, wybieram szafę i z tej codzienności próbuję wykrzesać jak najwięcej. Dziś więc na blogu kilka listopadowych kadrów. Jeszcze całkiem jesiennych, ale to forma pożegnania. Jutro wreszcie przed domem zabłysną świąteczne światełka.


Franek:
płaszcz - Minim
czapki - wszystkie Minim
jeansy i buty - ZARA
sweter - GAP

Mama Gałązka:
koszula jeansowa - H&M
spódnica - Risk made in Warsaw





























14 listopada 2014

All the colours of the fall


W pochmurne i ponure dni lubię wracać do wcześniejszych zdjęć, szczególnie takich, z których promienieje słońce, nawet takie jesienne. A jeśli dodatkowo mam chandrę, to całość służy mi jak dobra terapia. 

Te zdjęcia czekały właśnie na taki dzień. Dzień, w którym nie ma się ochoty wyściubić nosa spod kołdry, albo wręcz przeciwnie, uciec gdzieś daleko, gdzie jesienna szaruga nas nie dosięgnie. Terapia kolorami działa na mnie zawsze. Nawet jeśli to tylko zdjęcia, jakieś mgliste wspomnienie migoczących w słońcu barw.

I choć jesień była dla nas w tym roku bardzo łaskawa, to tej złocistości zaczyna mi już brakować. A jako że na dysku trochę jeszcze mam tych październikowych zdjęć, to w najbliższym czasie będzie u nas jeszcze bardzo jesiennie (choć płyta ze świątecznymi przebojami już w pogotowiu;)))

A Wy czekacie na święta i śnieg czy myślami jesteście jeszcze w jesieni?


Franek
spodnie - Mon Chou
kurtka i buty - ZARA
czapka - Kloo by Booso