Trochę zwlekałam z napisaniem tej notki. Biłam się z myślami, czy jest sens wbijać kij w mrowisko i drążyć sprawę, której niektórzy nawet nie zauważyli..... Pomyślałam jednak, że milczenie zakrzywi jednak nasz świat w oczach szczególnie tych, którzy zajrzęli do nas po raz pierwszy. A wiarygodność i prawdziwość to dwie cechy, którymi chciałabym, by wyróżniał się nasz blog. Nie przybieram masek ani nie usiłuję stworzyć idealnego wizerunku naszej rodziny, naszego czasu, naszych pasji, obowiązków ani ubrań. I choć możecie obserwować tylko ułamek naszego życia, to tacy właśnie jesteśmy. Każde zdjęcie, każdy, nawet najkrótszy wpis jest w 100% przesiąknięty nami! I ten "nieszczęsny" szal też nie jest na pokaz ....
Kiedy wybierałam ubranka, w których Franek wystąpił w Pytaniu na Śniadanie (więcej o naszym występie
TU), przez myśl mi nie przeszło, że ten szal może wzbudzić tyle kontrowersji. Nie chciałam Franka wystroić ani przebrać. Chciałam pokazać, co zakładamy na co dzień, na spacer, do sklepu, na placyk. A ten szal jest chyba najczęściej używaną częścią garderoby Gałązeczki. Delikatna szarość pasuje prawie do wszystkiego. Materiał jest cieniutki i przewiewny, bardzo miękki i lekki. Lubię też jego rozmiar. Nie uważam, że wizualnie nie pasuje proporcjami do wzrostu Franka. Jest większy, to prawda. Ale nie jest według mnie za duży. Ma być po prostu
oversize. I jest naprawdę wygodny. Choć Franek jest jeszcze mały, to potrafi całkiem stanowczo zaprotestować, gdy ubieram mu coś, co nie jest wygodne. Krzyczy, próbuje to ściągać lub w inny sposób pokazuje, że czegoś nie chce nosić. Szanuję jego wybory, nawet jeśli umyka mi szansa na ciekawy zestaw, który chętnie bym Wam pokazała. Wybierając ubranka dla Gałązeczki, postępuję dokładnie tak, jak mówiłam w programie. Na pierwszym miejscu stawiam wygodę. Potem zastanawiam się, co będziemy danego dnia robić, jaka jest pogoda, itp. A na końcu przepuszczam to wszystko przez filtr moich upodobań estetycznych. Musi mi się podobać. Musi do siebie pasować. Lubię też, gdy się wyróżnia i ma pazur.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie próbuję się bronić przed negatywnymi komentarzami, które pojawiły się na fb, blogach i instagramie. Tylko jeden z nich mnie poruszył. Pisałam już o tym w poprzedniej notce. Musiałam na niego odpowiedzieć, bo nie lubię, gdy ktoś inny próbuje "wejść w moje buty" i decydować o tym, w czym MOJEMU dziecku jest wygodniej. Ale szanuję wypowiedzi pozostałych, którym szal się zwyczajnie nie podobał lub według których nie pasował Frankowi. Pisałam już wielokrotnie, że każdy ma prawo do swojego zdania. Pokazując publicznie zdjęcia Franka liczę się z tym, że komuś nie przypadną do gustu. Mam w tej kwestii naprawdę duży dystans do siebie. Nie przeszkadza mi, gdy ktoś ma inne zdanie, dopóki nie twierdzi, że wie lepiej, co jest dla mojego dziecka dobre, wygodne i odpowiednie.
Tym wpisem chciałam pokazać Wam, że ten szal nie był na pokaz, że to nie była żadna stylizacja. Zapewne Ci z Was, którzy śledzą nasze losy od jakiegoś czasu, dobrze to wiedzą, bo niejednokrotnie widzieli ten szary szal na naszych zdjęciach na blogu i instagramie. Dzisiejsze zdjęcia też są na to dowodem. Zrobione w biegu, podczas spaceru. Franek puszczał bańki, biegał za piłką, przekopytał piaskownicę... jak każde dziecko szalał, świetnie się przy tym bawiąc. Czy było mu za gorąco lub niewygodnie? Spójrzcie na zdjęcia i oceńcie sami!
Zresztą miłośników szali noszonych przez dzieci jest znacznie więcej. Z ciekawości zainicjowałam na instagramie akcję, w ramach której wszystkie szalkoholiczki mogą pokazać zdjęcia swoich dzieci w szalach. Nasza galeria liczy już prawie 100 zdjęć! Większość z pokazanych tam dzieci nosi właśnie szale typu oversize. Zapraszam Wam do obejrzenia naszej galerii, a także do dodawania do niej swoich zdjęć. Wystarczy wpisać hash tag #kidsinscarfs
A dziś Franek nosi:
szal - własność Mamy (TATUUM)
sweter - nasza wiekowa miłość NEXT
trampki - H&M
czapka - no name (allegro)