29 marca 2013

Easter bunny


W gałązkowym świecie zrobiło się już całkiem świątecznie. I choć pogoda płata nam figle, to w sercach czujemy się bardzo wiosennie. Nasz dom wypełniły świąteczne dekoracje, które jeszcze Wam pokażemy. W przypływie inspiracji i twórczej weny postanowiłam także wprowadzić trochę świątecznego nastroju do naszej garderoby. Dzisiaj Gałązeczka jako "Easter bunny by Mama Gałązka".



 Kształt króliczka wyciełam z filcu i naszyłam ręcznie na białe bodziaki. Ogonek powstał z włóczki jako pomponik.... nie wytrzymał jednak długo, bo Gałązeczka szybko go zmaltretowała;)















28 marca 2013

Perfekcyjny Pan Domu




Podłoga w okruszkach, kurz zalegający na półkach, skarpetki wystające z kosza na pranie, porozrzucane śliniaki, zabawki ubabrane w zupce ... ot, nasza codzienność! Bardzo łatwo rozpoznać dom, w którym mieszka małe dziecko.  Czasem marzy mi się takie mieszkanie z katalogu...piękne meble, wysmakowane dodatki, wszystko w najlepszym porządku, dobrane i dopasowane, żadnego zagięcia na zasłonach, krzesła stojące równo przy stole jak żołnierze w wojsku, zawsze świeże kwiaty w wazonie, poduszki na kanapie ułożone z pewną nonszalancją (acz przemyślaną i zaplanowaną) i rzędy równiutko ułożonych ubrań w garderobie. Marzenia marzeniami, a bałagan jak był, tak jest. Na co dzień już z tym nie walczę, tylko grzecznie chylę głowę, bo wiem, że tak wygląda dom, w którym toczy się życie. To pranie, co wiecznie się suszy i nijak nie pasuje do wystroju wnętrz, ten zalew chińszczyzny i plastików wszelakich, który jest królestwem Gałązeczki, te okruchy na podłodze....wszystko jest przecież częścią naszego świata. Ten zlew pełen naczyń jakby opowiadał, że rano czasu na zmywanie nie było, bo graliśmy w piłkę. Na te okruchy na podłodze patrzę i przypomina mi się zadowolona minka Gałązeczki, pożerającej pierwszą bułeczkę. Porozrzucane zabawki .. to niezaspokojona ciekawość świata naszego brzdąca. Właśnie tak patrzę na ten nasz domowy rozgardiasz. Bez niego nie byłoby tych wszystkich pięknych chwil, śmiesznych momentów, spojrzeń pełnych zdziwienia, kwaśnych minek...domu by nie było!

Są jednak takie chwile, że warto temu bałaganowi stawić czoła. Wielkanocne porządki to już niemal element tradycji. Ścierki, mopy, miotły...wszystko idzie w ruch. Dzieki temu świąteczny czas spędzony w domu nabiera wyjątkowego charakteru. I nas te porządki nie ominęły. W tym roku miałam jednak małą pomoc. Na co dzień mogę oczywiście liczyć na darmowe odkurzanie...Gałązeczka zamiata kolanami całą podłagę, jak nasze mieszkanie duże wszerz i wzdłuż;) Ale świąteczne porządki to juz grubsza sprawa....czas na cięższy sprzęt;)

Bo Gałązeczce oczy świecą się na widok wszystkiego, co typową zabawką nie jest. Na topie oczywiście piloty, kable, płyty, komputer. Więc jak na środek salonu wjechał odkurzacz, za nim miotła, to nic nie było juz w stanie im dorównać.

Teraz wszystko lśni, a nasz mały Perfekcyjny Pan Domu może ze spokojem wrócić do kabli, pilotów i sprzętu wszelakiego:)

 Polerowanie podłogi ...

 Czas na cięższy sprzęt ...


 W międzyczasie szybkie gotowanie ...






 Perfekcyjny Pan Domu potrafi nie tylko sprzątać, ale i gotować....mniam, smak mazurków czuję już na języku...

A na koniec sprzątania można przysiąść spokojnie i podelektować się efektami swojej pracy;)
 


"Robocze" ciuchy:
granatowa bluza - GAP
granatowe spodenki - Newbie by KappAhl
beżowa bluza - ZARA
kremowe spodenki - H&M
skarpetki - KappAhl

25 marca 2013

Musztarda po obiedzie

Ta nasza wiosenna zima to taka właśnie musztarda po obiedzie. Cały listopad, grudzień czekaliśmy na piękny biały puch, żeby świat zrobił się ładniejszy, żeby wypróbować nowe sanki, żeby poczuć klimat Świąt....a tam lipa! Za to teraz, kiedy nasze serca łakną już wiosny, a twarze łapią pierwsze wiosenne promienie słońca, prawdziwa zima rozgościła się na dobre. Brrr....aż szkoda słów! Czas coś z tym zrobić. I wprawdzie żeby pomóc wiośnie my śniegu jeść nie będziemy (jak wielu sugerowało na fb;), to przepędzamy zimę naszą nową wiosenną garderobą. A skoro miało być o musztardzie, to o musztardzie będzie:)

"Musztarda" święci swoje triumfy w modzie już od jesieni....ostatnio w przecudnej kolekcji GAPa. Pooglądaliśmy ją jednak tylko w necie, bo na miejscu zastaliśmy juz mocno przetrzebione półki. Ale pogrzebaliśmy w naszej szafie i .... dogrzebaliśmy się do musztardowego cudeńka.




Sweterek - NEXT
Spodnie - Carters

Skarpetki - H&M

21 marca 2013

Biblioteka małego człowieka




Taka pogoda za oknem, że spacery nam teraz zupełnie nie w głowie! Mama Gałązka najchętniej zaszyłaby się pod ciepłą kołdrą z kubkiem gorącej czekolady, jakaś dobrą książką, ... mmmmm... marzenie;) Z Gałązeczką taka wizja nie jest na razie realna, no może z wyjątkiem tej części o książkach.  Bo książki wszyscy bardzo lubimy, a nasz najmłodszy mol książkowy - Gałązeczka je wprost uwielbia.... jeść!;) Ale kto by tam się czepiał szczegółów....
 
Naszą biblioteczkę kompletujemy już od samego początku. Pierwsze pozycje pojawiły się w niej jeszcze przed porodem. W pierwszych tygodniach życia Gałązeczki uzupełniliśmy naszą kolekcję o kilka nowych egzemplarzy, i tak miesiąc po miesiącu przybywa nam tych perełek. Te pierwsze zakupione oraz otrzymane książeczki są dla nas najcenniejsze, bo niosą ze sobą mnóstwo wspomnień....Gałązeczka śpiąca w ramionach dziadka, który głosem pełnym przejęcia opowiada, jak to Prosiaczek szukał Puchatka... albo... pierwsze zdziwione spojrzenia (i zezy;)) Gałązeczki, która jeszcze w szpitalu oglądała czarno-białe rysunki serii „Oczami maluszka”. Do dzisiaj te pierwsze książeczki lubimy przeglądać najbardziej. Udaje nam się nawet przewertować i przeczytać je w całości, co w przypadku Gałązeczki jest sporym wyczynem... zazwyczaj jak mały króliczek z Duracellem nie usiedzi ani chwili!

Ostatnio nasza domowa biblioteczka urosła o trzy nowe pozycje. Jedna jest jeszcze trochę na wyrost, ale dzieci tak szybko rosną.... 

Andrzej Owsiński "Zwierzęta - Animals"
Spośród wszystkich książeczek obrazkowych chyba najbardziej znana jest seria "Oczami maluszka"... którą zresztą mamy, a którą "maltretowaliśmy" Gałązeczkę już od narodzin. Ostatnio jednak zachwyciła mnie inna pozycja, graficznie nawiązująca do polskiej sztuki folklorystycznej, a zwłaszcza do znanych wycinanek. Ilustracje są naprawdę wyjątkowe....mnóstwo szczegółów, ciekawe interpretacje (na przykład ogon wiewiórki), a i sam dobór zwierzątek jest niespotykany. Wszędzie tylko krówki, kurki, kaczuszki i koniki, a tu wiewiórki, indyki, jelenie.... w dodatku w wersji dwujęzycznej. Dzięki temu za jakiś czas książeczka spełni pewnie dodatkową rolę jako pomoc przy nauce języka.



"Stary niedźwiedź"
 Są takie księżki dla dzieci, które rodzice czytają z wielkim sentymentem. Dla każdego coś dobrego...dziecko chłonie historię, podziwia ilustracje, a rodzic wraca pamięcią do chwil, kiedy te same słowa słyszał z ust swoich rodziców, czy dziadków... niektóre książki czy wierszyki są po prostu kultowe:)

Właśnie z tego powodu zdecydowałam się na naszą kolejną księgarnianą zdobycz. O tym, że stary niedźwiedź mocno śpi ja sama dowiedziałam się juz ho ho... dawno temu od moich rodziców.




"Jaka to epoka"
 Ta lektura przezimuje jeszcze pewnie dobrych kilka sezonów, zanim Gałązeczka w pełni ją doceni.... głównie ze względu na ilustracje i masę szczegółow... To coś w stylu miasteczka Mamoko. A przy okazji można liznąć nieco historii...








 I nasz mały czytelnik, który "pożera" wszystkie książki;)







19 marca 2013

O wyborach, pięknych rzeczach, pustym portfelu oraz o tym, czy mniej znaczy więcej...



Na początku przepraszam Was za dłuższą przerwę w pisaniu. Kilka pomysłów na posty siedziało i kwitło mi w głowie już od ubiegłego tygodnia, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie...w piątek .... „trochę odpocznę, zrelaksuję się i popiszę w sobotę...”; w sobotę rano.... „ to tylko obiad zrobię, potem to przyjęcie rodzinne i wieczorem przysiąde...”; w sobotę wieczorem „nie no, padam ze zmęczenia, wstanę rano i napiszę....”; w niedzielę „ ooo ranyyy, nic nie porobione, a tu juz koniec weekendu....”. I tak dni minęły zdecydowanie za szybko. Teoretycznie na hobby powinno się zawsze mieć czas, ale spać w końcu kiedyś trzeba.  Koniec jednak z wymówkami....może i dobrze się stało, bo kilka rzeczy w głowie mi się poukładało i pomysł na lepszy post się narodził. O księżeczkach, przyjęciach, ubrankach zawsze będzie czas napisać, ale dzisiaj chciałam się z Wami podzielić tym, co jest powodem tych wszystkich moich modowo-lifestylowych wynurzeń....o tym, co mi w duszy gra i myśli ostatnio zaprząta, po prostu o tym, czy mniej znaczy więcej.... w naszym gałązkowym świecie tak!

Przeczytałam ostatnio na jednym z blogów pewien wpis....trudny, zaskakujący, dający do myślenia... Co prawda blogi to właśnie miejsce, gdzie ludzie piszą o swoim życiu, trudnych wyborach, ale to, co przeczytałam było tak szczere do bólu, że rozwaliło mnie na łopatki....i poruszyło coś w moim sercu. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto z taką otwartością pisałby o tym, że .... życie nie układa mu się tak, jakby chciał. My Polacy mamy tendencję do narzekania, ale te nasze narodowe smęty są raczej powierzchowne.... że pogoda kiepska, że rząd nie ten, że praca koszmarna.  Marudzenie o bardziej osobistych sprawach odbywa się raczej w kręgu bliskich znajomych. A tam na blogu.... zupełnie odwrotnie...tak szczerze o problemach z firmą, o rozterkach życiowych, o zawodach, o zawalaniu terminów... „szacun” za odwagę (czytajcie tu). Nawet przed samym sobą nie łatwo coś takiego przyznać, a co dopiero przez milionową rzeszą czytelników... jednak w całym tym wpisie było coś pocieszającego, coś dającego nadzieję, motywację i pokazującego, że trudne decyzje warto podejmować, że warto zaryzykować utratę wszystkiego, żeby wygrać coś lepszego, że nie należy rezygnować z troski o piękno, jakość, że trzeba realizować swoje marzenia, nawet jeśli wydają się nam nieosiągalne, że nie wolno zgadzać się na „pół-środki”, że warto „uciąć w życiu przeciętność”.  Te ostatnie słowa autorki bloga brzęczą mi w uszach jeszcze do dziś. To brzęczenie nie daje mi spokoju, bo porusza jakąś nutę w moim sercu, bliską mi bardzo. W naszym gałązkowym świecie myślimy właśnie tak, jak Autorka tego wpisu. Chcemy piękniej, lepiej, choć może to oznaczać mniej. Ale u nas mniej, znaczy więcej. Więcej radości, satysfakcji, więcej pięknych rzeczy, więcej tego wszystkiego, co sprawia, że kochamy nasze życie!

A teraz parę konkretów. Już jakiś czas nosiłam się z zamiarem napisania posta o naszych modowych stylizacjach i inspiracjach. Ale nie kolejnego posta w stylu „co Gałązeczka ma na sobie i gdzie to kupiliśmy”. Raczej słów kilka o stylizacjach jako takich, których tak naprawdę u nas brak. Bo my żadnych stylizacji nigdy nie przygotowujemy.  Pokazuję Wam różne zdjęcia Gałązeczki, ale bardziej z zamiarem wpuszczenia Was w świat naszej estetyki. Nie ubieramy się według modowych trendów, choć czerpiemy z nich inspiracje. Nosimy to, co nam się podoba, w czym jest nam wygodnie. Tak, to prawda....Mama Gałązka uwielbia ubrania....ale tak jak inne piękne rzeczy. Chcemy otaczać się ładnymi rzeczami, wśród których dobrze się czujemy.... nic w tym złego według nas. Wiadomo, że nie to jest w życiu najważniejsze, by mieć super ekstra modny sweter, drogi samochód czy odpicowane mieszkanie. Bez tego da się żyć. Ale taki nowy sweter może często poprawić humor, sprawić, że poczujemy się dobrze w naszej skórze, a ładne wnętrze będzie zachęcało do spędzenia w nim czasu. Tak jak Autorka wyżej wspomnianego wpisu, chcemy uciąć przeciętność! Chcemy szukać wciąż nowych inspiracji, rozwijać się i dzielić się tym z Wami. Nie chcemy, żeby nasz blog był stricte modowym blogiem o dzieciach i dziecięcych gadżetach. Takich blogów jest już trochę .... zresztą całkiem fajnych (może o nich kiedyś...). Na Gałązkach będziecie mogli po prostu podejrzeć naszą codzienność, a jeśli przy okazji natkniecie się na piękne rzeczy, które Was zainspirują, to będziemy ... dumni i bladzi!

Ale tak to jest z tym kreowaniem ładnej przestrzeni wokół siebie, że często nie należy do najtańszych zainteresowań i hobby. Portfel Mamy Gałązki coś o tym wie.... dziurawy jest okropnie. Do tego torebka u nas zawsze na ziemi.... ech, zły przesąd. Pozory czasem jednak mylą. Mimo, iż w naszym postach ZARA przeplata się z NEXTem, H&M i innymi markami, które ogólnie do najtańszych nie należą, to my mamy na te portfelowe problemy sposób: kupujemy mniej, ale lepiej i ładniej. Na pierwszy rzut oka w szafie Gałązeczki jest sporo ubranek, ale .... dużą część dostaliśmy w prezencie, część pożyczyliśmy, część upolowaliśmy w sh lub na wyprzedażach, część odsprzedamy, część zachowamy dla (miejmy nadzieję) przyszłego rodzeństwa Gałązeczki, a część wykonaliśmy sami! Wolę mieć trzy naprawdę ładne swetry, pieknie wykonane, o ciekawym designie i dobrej jakości niż 6 przeciętnych. Rachunek jest często bardzo prosty....te trzy lepsze kosztują tyle, co 6 zwyczajnych. Tak jest zresztą ze wszystkim.... ubrankami, wyposażeniem domu, no i ze zdjęciami oczywiście:)

I choć Mamie Gałązce trudno czasem znaleźć umiar, to jej porfel cierpni nie z powodu wysokich cen poszczególnych rzeczy, ale raczej z tego zauroczenia, bo jak coś ładnego już wypatrzy, to oczy się świecą, spać nie może, a myśli wracają ciągle do tej perełki. Wtedy gdzieś w głowie znowu zaczyna brzęczeć ta myśl, że mniej znaczy więcej.... i rozterek od razu jakby mniej:) Zupełnie jak we tym wpisie, co nas tak zaskoczył, my też chcemy lepiej, chcemy wiedzieć, że każde 10 zł jest u nas wydane na coś pięknego, niepowtarzalnego, nie masowego, coś co zachwyca, w pamięci zostaje, co pomaga tworzyć nasze wspomnienia, co pomaga w szukania szczęścia, choć wiemy, że tego szczęścia nie zastąpi!

A skoro o pięknych rzeczach było, to jeden gadżet, który mnie ostatnio zachwycił, no i musiał wrócić ze mną do domu...śliczna malutka turkusowa klatka .... i krótka zapowiedź naszych wiosenno-świątecznych dekoracji.

Klatka – Home&You