30 listopada 2014

Goodbye November


Znowu trochę nas blogowo mało ostatnio, ale to wszystko za sprawą zmian ... tych na lepsze mam nadzieję:)

Pomimo szybkiego tempa i nawału spraw, które wszystkim chyba spędzają sen z powiek przed Świętami, łapczywie chwytam rodzinne momenty codzienności - nawet jeśli są krótkie i ulotne jak mrugnięcie oka. Niełatwo mi na co dzień odłożyć wszystkie sprawy, bo ciągle mam wrażenie, że zrobię jeszcze tylko jedną małą rzecz i zamykam, a potem ze smutkiem patrzę na nieubłagany zegar, który wybił kolejną godzinę .... godzinę, którą mogłam spędzić na zabawie z Gałązeczką. Mój grafik i jego przedszkolny start oraz krótkie jesienno-zimowe dni sprawiły, że wspólnego czasu na wygłupy, zabawy i spacery jest ostatnio jak na lekarstwo. Odbieram go po popołudniowej drzemce, potem szybki obiad, kilka chwil na sprzątanie i gdy już myślę, że moglibyśmy zająć się sobą, to z lekkim niedowierzaniem próbuję zrozumieć, gdzie uciekł nam ten dzień. Za oknem "carna noc", a przy braku światła całym ciałem czuję, że w zasadzie czas już na kąpiel i sen. I tak codziennie .... gdyby nie magia świąt i ten wyjątkowy klimat, który bardzo lubię i chcę, by trwał jak najdłużej, to chętnie wymieniłabym grudzień na wiosnę i dłuższe, cieplejsze dni.

A w międzyczasie, w oczekiwaniu na tę wiosnę, piorę rzeczy Malutkiej, pakuję walizkę, wybieram szafę i z tej codzienności próbuję wykrzesać jak najwięcej. Dziś więc na blogu kilka listopadowych kadrów. Jeszcze całkiem jesiennych, ale to forma pożegnania. Jutro wreszcie przed domem zabłysną świąteczne światełka.


Franek:
płaszcz - Minim
czapki - wszystkie Minim
jeansy i buty - ZARA
sweter - GAP

Mama Gałązka:
koszula jeansowa - H&M
spódnica - Risk made in Warsaw





























14 listopada 2014

All the colours of the fall


W pochmurne i ponure dni lubię wracać do wcześniejszych zdjęć, szczególnie takich, z których promienieje słońce, nawet takie jesienne. A jeśli dodatkowo mam chandrę, to całość służy mi jak dobra terapia. 

Te zdjęcia czekały właśnie na taki dzień. Dzień, w którym nie ma się ochoty wyściubić nosa spod kołdry, albo wręcz przeciwnie, uciec gdzieś daleko, gdzie jesienna szaruga nas nie dosięgnie. Terapia kolorami działa na mnie zawsze. Nawet jeśli to tylko zdjęcia, jakieś mgliste wspomnienie migoczących w słońcu barw.

I choć jesień była dla nas w tym roku bardzo łaskawa, to tej złocistości zaczyna mi już brakować. A jako że na dysku trochę jeszcze mam tych październikowych zdjęć, to w najbliższym czasie będzie u nas jeszcze bardzo jesiennie (choć płyta ze świątecznymi przebojami już w pogotowiu;)))

A Wy czekacie na święta i śnieg czy myślami jesteście jeszcze w jesieni?


Franek
spodnie - Mon Chou
kurtka i buty - ZARA
czapka - Kloo by Booso