
Na początku przepraszam Was za
dłuższą przerwę w pisaniu. Kilka pomysłów na posty siedziało i kwitło mi w
głowie już od ubiegłego tygodnia, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie...w
piątek .... „trochę odpocznę, zrelaksuję się i popiszę w sobotę...”; w sobotę
rano.... „ to tylko obiad zrobię, potem to przyjęcie rodzinne i wieczorem
przysiąde...”; w sobotę wieczorem „nie no, padam ze zmęczenia, wstanę rano i
napiszę....”; w niedzielę „ ooo ranyyy, nic nie porobione, a tu juz koniec
weekendu....”. I tak dni minęły zdecydowanie za szybko. Teoretycznie na hobby
powinno się zawsze mieć czas, ale spać w końcu kiedyś trzeba. Koniec jednak z wymówkami....może i dobrze
się stało, bo kilka rzeczy w głowie mi się poukładało i pomysł na lepszy post
się narodził. O księżeczkach, przyjęciach, ubrankach zawsze będzie czas
napisać, ale dzisiaj chciałam się z Wami podzielić tym, co jest powodem tych
wszystkich moich modowo-lifestylowych wynurzeń....o tym, co mi w duszy gra i
myśli ostatnio zaprząta, po prostu o tym, czy mniej znaczy więcej.... w naszym
gałązkowym świecie tak!
Przeczytałam ostatnio na jednym z blogów pewien
wpis....trudny, zaskakujący, dający do myślenia... Co prawda blogi to właśnie
miejsce, gdzie ludzie piszą o swoim życiu, trudnych wyborach, ale to, co
przeczytałam było tak szczere do bólu, że rozwaliło mnie na łopatki....i poruszyło
coś w moim sercu. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto z taką otwartością pisałby
o tym, że .... życie nie układa mu się tak, jakby chciał. My Polacy mamy
tendencję do narzekania, ale te nasze narodowe smęty są raczej
powierzchowne.... że pogoda kiepska, że rząd nie ten, że praca koszmarna.
Marudzenie o bardziej osobistych sprawach
odbywa się raczej w kręgu bliskich znajomych. A tam na blogu.... zupełnie
odwrotnie...tak szczerze o problemach z firmą, o rozterkach życiowych, o
zawodach, o zawalaniu terminów... „szacun” za odwagę (czytajcie
tu). Nawet przed samym sobą
nie łatwo coś takiego przyznać, a co dopiero przez milionową rzeszą
czytelników... jednak w całym tym wpisie było coś pocieszającego, coś dającego
nadzieję, motywację i pokazującego, że trudne decyzje warto podejmować, że
warto zaryzykować utratę wszystkiego, żeby wygrać coś lepszego, że nie należy
rezygnować z troski o piękno, jakość, że trzeba realizować swoje marzenia,
nawet jeśli wydają się nam nieosiągalne, że nie wolno zgadzać się na „pół-środki”,
że warto „uciąć w życiu przeciętność”.
Te ostatnie słowa autorki bloga brzęczą mi w uszach jeszcze do dziś. To
brzęczenie nie daje mi spokoju, bo porusza jakąś nutę w moim sercu, bliską mi
bardzo. W naszym gałązkowym świecie myślimy właśnie tak, jak Autorka tego
wpisu. Chcemy piękniej, lepiej, choć może to oznaczać mniej. Ale u nas mniej,
znaczy więcej. Więcej radości, satysfakcji, więcej pięknych rzeczy, więcej tego
wszystkiego, co sprawia, że kochamy nasze życie!
A teraz parę konkretów. Już jakiś
czas nosiłam się z zamiarem napisania posta o naszych modowych stylizacjach i
inspiracjach. Ale nie kolejnego posta w stylu „co Gałązeczka ma na sobie i
gdzie to kupiliśmy”. Raczej słów kilka o stylizacjach jako takich, których tak
naprawdę u nas brak. Bo my żadnych stylizacji nigdy nie przygotowujemy. Pokazuję Wam różne zdjęcia Gałązeczki, ale
bardziej z zamiarem wpuszczenia Was w świat naszej estetyki. Nie ubieramy się
według modowych trendów, choć czerpiemy z nich inspiracje. Nosimy to, co nam
się podoba, w czym jest nam wygodnie. Tak, to prawda....Mama Gałązka uwielbia
ubrania....ale tak jak inne piękne rzeczy. Chcemy otaczać się ładnymi rzeczami,
wśród których dobrze się czujemy.... nic w tym złego według nas. Wiadomo, że
nie to jest w życiu najważniejsze, by mieć super ekstra modny sweter, drogi
samochód czy odpicowane mieszkanie. Bez tego da się żyć. Ale taki nowy sweter może często poprawić
humor, sprawić, że poczujemy się dobrze w naszej skórze, a ładne wnętrze będzie
zachęcało do spędzenia w nim czasu. Tak jak Autorka wyżej wspomnianego wpisu,
chcemy uciąć przeciętność! Chcemy szukać wciąż nowych inspiracji, rozwijać się
i dzielić się tym z Wami. Nie chcemy, żeby nasz blog był stricte modowym
blogiem o dzieciach i dziecięcych gadżetach. Takich blogów jest już trochę ....
zresztą całkiem fajnych (może o nich kiedyś...). Na Gałązkach będziecie mogli
po prostu podejrzeć naszą codzienność, a jeśli przy okazji natkniecie się na
piękne rzeczy, które Was zainspirują, to będziemy ... dumni i bladzi!
Ale tak to jest z tym kreowaniem
ładnej przestrzeni wokół siebie, że często nie należy do najtańszych
zainteresowań i hobby. Portfel Mamy Gałązki coś o tym wie.... dziurawy jest
okropnie. Do tego torebka u nas zawsze na ziemi.... ech, zły przesąd. Pozory
czasem jednak mylą. Mimo, iż w naszym postach ZARA przeplata się z NEXTem,
H&M i innymi markami, które ogólnie do najtańszych nie należą, to my
mamy na te portfelowe problemy sposób: kupujemy mniej, ale lepiej i ładniej. Na pierwszy rzut oka w szafie Gałązeczki
jest sporo ubranek, ale .... dużą część dostaliśmy w prezencie, część
pożyczyliśmy, część upolowaliśmy w sh lub na wyprzedażach, część odsprzedamy,
część zachowamy dla (miejmy nadzieję) przyszłego rodzeństwa Gałązeczki, a część
wykonaliśmy sami! Wolę mieć trzy naprawdę ładne swetry, pieknie wykonane, o
ciekawym designie i dobrej jakości niż 6 przeciętnych. Rachunek jest często
bardzo prosty....te trzy lepsze kosztują tyle, co 6 zwyczajnych. Tak jest zresztą ze wszystkim.... ubrankami, wyposażeniem domu, no i ze zdjęciami oczywiście:)
I choć Mamie Gałązce trudno
czasem znaleźć umiar, to jej porfel cierpni nie z powodu wysokich cen
poszczególnych rzeczy, ale raczej z tego zauroczenia, bo jak coś ładnego już
wypatrzy, to oczy się świecą, spać nie może, a myśli wracają ciągle do tej
perełki. Wtedy gdzieś w głowie znowu zaczyna brzęczeć ta myśl, że mniej znaczy
więcej.... i rozterek od razu jakby mniej:) Zupełnie jak we tym wpisie, co nas
tak zaskoczył, my też chcemy lepiej, chcemy wiedzieć, że każde 10 zł jest u nas
wydane na coś pięknego, niepowtarzalnego, nie masowego, coś co zachwyca, w pamięci zostaje,
co pomaga tworzyć nasze wspomnienia, co pomaga w szukania szczęścia, choć
wiemy, że tego szczęścia nie zastąpi!
A skoro o pięknych rzeczach było,
to jeden gadżet, który mnie ostatnio zachwycił, no i musiał wrócić ze mną do
domu...śliczna malutka turkusowa klatka .... i krótka zapowiedź naszych
wiosenno-świątecznych dekoracji.
Klatka – Home&You