13 marca 2013

Newbie by KappAhl



Dzisiaj garstka inspiracji, fajnej dziecięcej mody i kilka słów Mamie Gałązce:)

Taka trochę ze mnie dusza pełna sprzeczności... szalona i spontaniczna, czasem jednak nad wyraz spokojna i zdecydowanie zbyt twardo stąpająca po ziemi, ale zawsze lekko romantyczna. Kiedy myślę o sobie i próbuję się rozgryźć, znaleźć słowo czy hasło, które opisze mnie najlepiej, to zawsze kończę na tym samym....milionie słów, przelatujących przez głowę, kłębiących się i obijających jedno o drugie, a wszystkie do mnie pasują. Ale tego jednego jakoś znaleźć nie mogę. Pewnie to ułomność języka (ha! jako lingwistka coś o tym powinnam wiedzieć), ale żadne to pocieszenie.... 

Jednak, kiedy patrzę na świat, który mnie otacza, na rzeczy, wśród których żyję (te oczywiście, na wybór których mam wpływ), to myślę, że nie trzeba słów, żeby mnie zrozumieć. Moje otoczenie w 100% oddaje to, kim jestem, kim chciałabym być, mój klimat, moje marzenia, pasje....o! i tutaj słów mi nie brakuje;) Lubię rzeczy, które zachwycają swoją prostotą, ale mają duszę, która czyni je wyjątkowymi. Duszę, która objawia się w szczegółach, niespotykanych połączeniach, zaskakujących rozwiązaniach, które nie zaburzają jednak harmonijnego wyglądu całości. Czasem w moje progi wkrada się trochę szaleństwa, koloru, dynamiki, ale przeważa spokój, stonowane barwy. I zawsze, kiedy mam ochotę na zmianę, ta zmiana nigdy nie jest dramatyczna, choćbym nie wiem, jak się starała......wracam ciągle do tych samych korzeni:) Chyba taka właśnie jestem....

....a widać to bardzo dobrze nie tylko w naszym domu (tu zmiany są zazwyczaj trudniejsze, bo wiecie ..... [pocieranie kciukiem o palec wskazujący – przyp. Autora;))))], ale także w naszej gałązkowej garderobie. A ponieważ, tak jak zapowiedziałam, miało być dzisiaj o modzie, to chciałam Wam pokazać markę, którą po prostu uwielbiam!!!! I mimo, że to marka dziecięca, z chęcią sama nosiłabym takie rzeczy, bo gdzieś w sercu czuję, że są właśnie takie jak ja.... Newbie by KappAhl.

Newbie to marka ubranek dla najmłodszych dzieci, uszytych z naturalnych materiałów (głównie z miękkiej, ekologicznej bawełny), w neutralnych pastelowych kolorach, o prostym designie, choć z nutką romantyzmu (szczególnie w liniach dla dziewczynek).  Uwielbiam te proste wzory, paski, delikatne kwiatowe motywy na sukienkach, dziewczęce falbanki (ale zawsze z umiarem), zaczepne hasła, ... No po prostu oczy mi się świecą na widok takich cudeniek! 

Pierwsze perełki Newbie pojawiły się w naszej szafie na długo przed samą Gałązeczką:) Nawet ciężki ciążowy brzuszek nie powstrzymywał mnie przed buszowaniem pomiędzy regałami z tą kolekcją. Pełen zachwyt, pusty portfel... taki był tego efekt. Do tej pory marka szyła ubranka do rozmiaru 74, więc już od grudnia ubolewałam, że nasza przygoda z Newbie powoli dobiega końca, bo Gałązeczka rośnie jak na drożdzach. Ale ostatnio, całkiem przypadkiem natknęłam się na informację, że od marca Newbie powiększa się o nowe rozmiary .... 80-92. Jupiii...!!! Rozstania jeszcze nie czas!

                                                                                        Najnowsza kolekcja



 


























Potem były .... wiadomo co....pominę szczegóły, bo czyta nas Tata Gałązka, a on zawsze jest zdania, że szafa Gałązeczki zdecydowanie za duuuuża;) 

To po prostu zobaczcie jak Gałązeczka świętuje swoje skończone 9 miesięcy z Newbie.










































Co-my-tu-mamy:
NEWBIE: granatowy sweterek z kapturem, bluzeczka w beżowo-białe pasy, beżowy bodziak w gwiazdki i biały sweterek z brązowo-granatowym motywem

brazowe chinos: NEXT
granatowe spodnie dresowe: KappAhl


11 marca 2013

Mistrzowie sportu



Dwaj zawodnicy.... pozycje startowe zajęte.... delikatne wschodzące słońce muska im twarze, jakby ich zaczepiało i zachęcało do rozpoczęcia rywalizacji....czekają na gwizdek przed pierwszą konkurecją. Przed nimi dzień pełen emocji sportowych. Stają w szranki w kilku dyscyplinach. A o co walczą? Puchar? Medal? Nieeee..... o przetrwanie!

Jest piątek, godzina 7:00 .....gwizdka nie było, ale jest falstart. Zawodnik nr 1, lekko zniecierpliwiony oczekiwaniem na rozkręcenie się akcji, rzuca wyzwanie Zawodnikowi nr 2. Najpierw nieśmiało spogląda z ukrycia, żeby sprawdzić, na jakim etapie przygotowań jest "Dwójka"..... jak zwykle na marnym....przewaga druzgocąca. Potem mała rozgrzewka, kilka obrotów, skłonów, podnoszenie nóg, a przy tym okrzyki iście wojenne..... wszystko to prawdziwy pokaz siły. Zawodnik nr 2 jakby niewzruszony, nie patrzy, nie przeraża się (jeszcze...), zmysły w całkowitym uśpieniu. Czyżby się poddał...? Nie.... niestety nie może! W tych zawodach obowiązują szczególne zasady.... BEZLITOSNE.... każdy MUSI brać udział!

W końcu Zawodnik nr 1 rusza do walki.... pierwsza konkurencja...WSPINACZKA. Od rana ciężko rozruszać mięśnie nawet jemu, ale kilka żwawych ruchów i ... po chwili jest juz na szczycie....równych sobie nie ma. W tym czasie Zawodnik nr 2 nadal niewzruszony nawet nie drgnął!Na co on (a właściwie ona) czeka??? .... na zbawienie....na przerwę w zawodach....na pomocników...na piątek....na te wszystkie rzeczy lub na którąkolwiek z nich, byle nie musieć jeszcze startować.... jeszcze nie!

Płonne to nadzieje.... a juz na pewno w tych zawodach. Reguły są twarde. Trza się ruszyć i koniec! Tym bardziej, że od tego zależy los dalszej rywalizacji. Bo choć Zawodnik nr 1 we wspinaczce jest niepokonany, i choć triumfuje tak hałaśliwie, że nawet zmarłego by obudził, i choć chęci ma szczerze, to bez małej pomocy Zawodnika nr 2 dalej sam nie da rady. Ot... i światełko w tunelu dla Dwójki... bez niej turniej nie może się toczyć....kilka chwil na przetrzymanie, ale „Jedynka” ma ukrytą broń.... sędziemu syrenę skradła!!!!! Bije na alarm!!!! KONTYNUOWAĆ ZAWODY!!!! ..... zrezygnowana Dwójka poddaje ię a koło fortuny zaczyna się kręcić od początku....w miarę upływu czasu kolejne pojedynki, kolejne dyscypliny i walka o miano „mistrza sportu”!

Takie poranne sportowe zmagania to codzienność Zawodnika nr 1 (w tej roli oczywiście Gałązeczka) i Zawodnika nr 2 (czyli Mamy Gałązki ma się rozumieć;). Pierwsza konkurencja, opisana powyżej wspinaczka (po szczebelkach;)))) to dopiero zapowiedź wszystkich sportowych emocji, które towarzyszą tej dwójce przez cały dzień. Dalej już jest tylko .... gorzej...ciężej....

..... rozpoczyna się runda ZAPASÓW. Nasza Jedynka - Gałązeczka po jednej stronie, a Mama Gałązka z numerem dwa naprzeciw...tym razem myśląca juz całkiem trzeźwo i odpowiednio wyposażona...w świeżą pieluchę i nowe ubranko.... nie dla siebie oczywiście! (Dwójka do późnych godzin porannych nie ma czasu przyodziać odpowiedniego stroju!) W naszych gałązkowych zapasach reguły są troszkę inne....wszak powalić na ziemię przeciwnika trzeba, ale to nie koniec....trzeba go jeszcze rozebrać i ubrać!! Ha!! Poziom trudności zadania szybuje do góry! Zawodnicy gotowi, choć tym razem to nr 2  jako pierwsza przypuszcza atak. Hop siup!!.... dwa szybkie ruchy....Jedynka juz na łopatkach....jeszcze walczy...wygina się, wierzga nogami, macha rękami, ale ostatecznie tę rundę przegrywa.....o nie, nie z Dwójką... raczej z własną ciekawością....Dwójka bowiem znana jest ze swojego sprytu i odwraca uwagę Zawodnika nr 1 zabawką. Na krótką chwilę.... pikosekundę dosłownie Jedynka leży w bezruchu, jakby planując dalszą taktykę. W tym czasie kilka zwinnych ruchów Dwójki i „meta” coraz bliżej....piżama zdjęta i czysta pielucha na miejscu (stara wala się gdzieś obok, ale... uwaga!...może stać się groźną bronią w rękach Jedynki...taka ciężka, że zabić nią można;). Jedynka nie daje jednak za wygraną....szybki obrót, jest już na czworakach...zaczyna w popłochu uciekać....bez skutku....Dwójka łapią Jedynkę za biodra, przyciąga do siebie i przytrzymując w lekkich uchwycie....zakłada body, rajtki, skarpetki..... ufff i tak sporo jak na jedno podejście! Potem jeszcze kilka uników Jedynki, ale w tej konkurencji jest bez szans....dość szybko spodenki i sweterek też znajdują się na swoim miejscu...Dwójka triumfuje, choć pot z czoła ociera!

Chwila przerwy....oboje z Zawodników zbierają siły....Zawodnik nr 1 nawet chwile drzemie.... Dwójka nie ma na to szans....jest w tyle ze wszystkim...biegając w popłochu i usiłując oszukać czas nadrabia zaległości w przygotowaniach...najpierw posiłek, w biegu wprawdzie, ale siły trzeba mieć, .... potem jeszcze szykowanie zapasów żywieniowych na dalszą część dnia, przegląd garderoby, porządki na ringu (trzeba go w końcu uprzątnąć przed kolejnymi dyscyplinami) i milion innych małych spraw, które trzeba załatwić, by mistrzostwa trwać mogły... i kiedy już w końcu kieruje swe kroki ku kanapie, by spocząć chwilę, sił nabrać, taktykę obmyślić.... wstaje Jedynka, pełni sił i zapału....a więc czas na MARATON...

...i choć gałązkowy maraton nie ma 42 kilometrów, to Dwójka i tak ma wrażenie, że przebiegła z setkę....świeże powietrze robi swoje! Nawet ciężko określić, czy to bardziej maraton, czy BIEG PRZEZ PŁOTKI....a ostatnio ŁYŻWIARSTWO... jedno jest pewne...szanse nie są równe, bo Dwójka pcha jeszcze wózek, w którym beztrosko wyleguje się Jedynka...wynik codziennie ten sam....Jedynka zawsze o jeden krok z przodu;) Nie ważne jak szybko Dwójka by biegła, z jęzorem na wierzchu, czy bez....z potem spływającym po plecach lub nie.... Jedynka i tak zawsze na przedzie! Wracają ... na „domową” halę....

... a tam... GALA BOKSU! Na ringu Jedynka, Dwójka i porcja zupy! Nie będę wchodzić w szczegóły przebiegu tej konkurencji....zupa znokautowana, lata wszędzie, rozbryzgana na ścianach, krzesełku, telewizorze, Dwójka juz mroczki przed oczami, ale walczy jeszcze ostatkiem sił....czasem się udaje...cudem!!! ... czasem nie.... wynik inny każdego dnia.

I tak mijają godziny....na AKROBATYCE (bo jak inaczej nazwać mycie zębów z dzieckiem na ręku!), PODNOSZENIU CIĘŻARÓW (10kg żywej wagi do uniesienia jedną ręką...pfff...pikuś!...gorzej, gdy do tego dochodzi 3 kg fotelika, ze sto kilo torby, 5 kg torebki, 2 kg zakupów... i klucze...ale to już GIMNASTYKA ARTYSTYCZNA.....jak wyciągnąć klucze z torebki, gdy na ręku trzyma się dziecko, torbę i zakupy, w drugiej fotelik, szalik, listy ze skrzynki.... a i jeszcze worek ze śmieciami (do wyrzucenia przy okazji). Medal się należy za samo podejście.

Po południu przybywają nowi zawodnicy i odbywa się SZTAFETA. Zamiast pałeczki, z rąk do rąk wędruje Gałązeczka....Mama podaje do Taty, Tata do Babci, Babcia do Dziadka, Dziadek do Mamy.... i tak w kółko...wyścig ukończony, ale siły juz mocno na wyczerpaniu. 

Wieczorem konkurencje PŁYWACKIE. Prawdziwa AKROBATYKA W WODZIE...bo jak inaczej nazwać próby podejmowane przez Jedynkę...stanie w wannie, podtrzymując się tylko jedną ręką, obroty, skłony, nurkowanie....cała gama pozycji, do wyboru, do koloru, potem jeszcze kilka układów ze słuchawką od prysznica, parę wodnych gadżetów w użyciu.... i Jedynka zdobywa serca sędziów....Dwójka dodatkowo dorabia jako serwis sprzątający...

Gdy zapada noc, Zawodnicy udają się na odpoczynek (nie wszyscy jednak !!!!). Trzeba nabrać sił przed kolejnym sportowym dniem. I choć mówi się, że sport to zdrowie, to nie jestem pewna, czy ta reguła ma zastosowanie do wszystkich przypadków....

W takim sportowym klimacie mijają nam wszystkie dni. W ostatni weekend dodatkowo całą gałązkową rodzinką udaliśmy sie na prawdziwą halę, hasaliśmy na prawdziwym materacu (parcour był że hej!!), gralismy prawdziwą piłką do siatkówki i ... medale też były prawdziwe. 




































 Gałązeczka zachwycona, choć trochę przytłoczona ogromem miejsca. Najlepsza zabawa oczywiście na drabinkach, a w konkurencji „zjadania własnego buta” nie mieliśmy równych...







 












 







....sportowych emocji nie zabrakło. Wszystko w duchu rywalizacji, ale w dobrym celu... wspominalismy Kubę...


Nasze małe "co-my-tu-mamy":
koszula - KappAhl
spodnie dresowe - ZARA
body - CUBUS
trampki - H&M
smoczek - Mam Baby
sweterek (na jednym zdjęciu tylko) - KappAhl Newbie