Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2015

Turning 3


Kiedy? Jak to? Co? Takie pytanie nasuwają mi się, gdy patrzę na mojego syna i nie mogę się nadziwić, że ma już 3 lata! Zdecydowanie za szybko to wszystko się dzieje. Ledwie zdążyłam nacieszyć się jego niemowlęctwem, a teraz wchodzimy już w pełni w fazę rozkrzyczanego i rozbieganego chłopca. Jednak ta jego "dorosłość" jest jeszcze mocno koślawa i ostatnie tygodnie były na to najlepszym dowodem. Ilość emocji, która towarzyszyła nam przez te dni niektórym wystarcza na całe życie. U nas po prostu wszystko musi być małą tragedią;) 

Łez buntu nie uniknęliśmy nawet w dzień przyjęcia. Ostatecznie świeże powietrze ostudziło nasze emocje i resztę dnia poświęciliśmy na radosne harce i wariactwa. Franek, jako wielki fan koparek i Boba Budowniczego wymarzył sobie przyjęcie na placu budowy. Więc jak każda matka zakochana w swoich dzieciach zrobiłam wszystko, żeby taki plac budowy mu wyczarować ...:)

* * *

When? How come? What??? These questions come to my mind when I look at my son and realize he has just turned 3. This is all happening way too fast. Only recently have I managed to get enought of him as a baby, and now we're entering the age of shouting and running like crazy. Nevertheless, this "adult part" in him is still a bit squeaky. It couldn't be more true than in the last few weeks. For some people the amount of emotions accompanying our family these past few days is enough to get through the entire life. Well, obviously our life is all about little tragedies :)

We even couldn't avoid the tears of revolt the day of the party. Fortunately fresh air cooled and tempered our emotions and we spent the rest of the day doing all this monkey business. Franek, as a huge fan of excavators and Bob the Builder wanted to have a party at the construction site. So, being one of the crazy moms totally in love with her kids, I simply did everything to get him a construction site of his own...:)





















1 lipca 2014

Birthday party - he is 2!!


Wracamy do Was z nową dawką energii. Mam głowę pełną pomysłów i planów, zmian i poprawek. Zapewne wprowadzenie ich w życie zajmie jakiś czas, ale to, co jest pewne - to, że teraz będziemy do Was częściej pukać:)

Zaczynamy od wyczekiwanych przez niektórych urodzin. Franek skończył w czerwcu 2 lata!! Mój duży chłopiec zmienił się nie do poznania. Przede wszystkim mówi. Buzia mu się nie zamyka:) Śpiewa piosenki, biega, skacze ... jednym słowem ... mały wariat;) Nasze urodzinowe przyjęcie było tego świetnym przykładem. Całkiem odświętny look Franka po 5 minutach (czytaj: zanim jeszcze przyszli goście) wyglądał co najwyżej jak strój roboczy. Szelki zwisały gdzieś bez ładu, koszula wyciągnięta ze spodni, spodnie osuwające się z bioder, rozczochrana fryzura i do tego ten szaleńczy wzrok.

W tym roku mam też zdecydowanie mniej zdjęć. Rok temu miałam czas na wszystkie te artystyczne ujęcia, a teraz ledwo udało mi się ogarnąć tę rozbrykaną ferajnę. Było głośno, słodko i naprawdę fajnie. 

Po raz pierwszy zdecydowałam się też na konkretną tematykę przyjęcia. Rok wcześniej bawiłam się tylko kolorami. Franek i tak nic by z tego nie pojął. W tym roku zaprosiliśmy wszystkich w podróż na księżyc. Były kosmiczne dekoracje, przekąski. Była też rakieta - chyba największa atrakcja przyjęcia:)

Zapraszam na krótką fotorelację z przygotowań i przyjęcia.

 Nocne przygotowania w toku - Franek pomaga robić girlane i pinadę. 


Pierwotnie przyjęcie miało odbyć się na dworze. Chciałam, żeby dekoracje nie zlały się z otoczeniem i dlatego zdecydowałam się na mocne akcenty kolorystyczne - biały, czerwony i niebieski. We wnętrzu ten kontrast widać jeszcze lepiej. Może nawet zbyt mocno. Bardzo amerykańsko w każdym razie, jak na kosmiczne przyjęcie przystało;))






Prezenciki dla gości. W środku trochę słodkości i magiczne notesy. Z czarnych zmieniały się we wszystkie kolory tęczy. 




 To stolik z przekąskami dla dzieci. Wszystko o prawdziwie kosmicznych nazwach. Goście raczyli się księżycowymi kamieniami, mózgami ufoludków, kosmicznym paliwem, gwiezdnymi robalami, itp.




 No i rakieta - musiała być dodatkowo wzmocniona, bo nie przetrwałaby pierwszego szturmu. Najbrzydsza, ale i najlepsza atrakcja przyjęcia. 







 Ten szał .... jest moc!!!




 Franek zaczął sprzątać mniej więcej w połowie przyjęcia, zanim wyszli pierwsi goście;))) Nie ma to jak wyczucie chwili;)

 Pinada - pomysł fajny, ale mogłam zrobić ją trochę mniej trwałą, bo dzieciaki nie poradziły sobie z jej przerwaniem. 




 Tyle zostało po naszych gościach:)