18 sierpnia 2013

Szal



Jak szal to szał!! Stylówkom z szalem mówimy zdecydowane TAK! A jak widać szalowo nosimy się nawet w letnie chłodne wieczory. Niektórzy pewnie uznają, że szal jako dodatek w chłopięcej garderobie nadaje małym mężczyznom zniewieściałego wyglądu. Może i tak.... choć kiedyś szal lub tzw. fulary były kwintesencją męskiej elegancji.. 

Szale pasują do wielu stylizacji....zarówno sportowych jak i eleganckich. My nosimy je zarówno do grubych swetrów, koszul, jak i zwykłych t-shirtów... do jeansów, streetowych spodni dresowych, legginsów, ale przede wszystkim do płaszczyków i kurtek. Jako dodatek szal jest jak kropka nad i, albo wisienka na torcie... jak kto woli:) Ale jedno jest pewne.... mamy go zawsze przy sobie!

Lubię, gdy szal jest pokaźnych rozmiarów i skręcony otula całą szyję Gałązeczki. Dziecięce szale dostępne w sklepach są z reguły niewielkie, dlatego Gałązeczka nosi zazwyczaj szale wyszukane w szafie Mamy lub Taty (jak choćby ten szary na zdjęciu).

Dziś dosłownie kilka zdjęć (bo siły pochłonęła mi notka o naszej pszczole.... która juz jutro na blogu). Na końcu zamieściłam też moje jesienne typy. Na szale polujemy zazwyczaj w ZARZE (nie tylko na dziale dla chłopców) i OKAIDI lub w zwykłych sklepach z odzieżą i dodatkami dla dorosłych.

Co-my-tu-mamy:
szal - TATUUM (kolekcja damska)
koszula w granatową kratę - H&M
jeansy - Reserved
koszula w beżową kratę, buty - ZARA







A to nasze jesienne typy.... 

ZARA


 OKAIDI


16 sierpnia 2013

On se lache a Saint Trop!


Francuska moda jest bardzo szykowna i wyrafinowana. Francuzi lubią bowiem błyszczeć....i to w każdej sferze. Przykład: Mama Gałązka jako au-pair girl podróżowała kiedyś z francuską rodzinką po Francji. Tata Francuz, mocno wczuł się w rolę przewodnika i co i rusz z dumą prezentował kulturowe dziedzictwo Francji mniej więcej tak: "... a to jest największy zamek w Europie...", :" ... a to jest najstarszy kościół ....", "... a to jest najpięknieszy przykład architektury gotyckiej...". " ... a to jest ...." ... i tak w kółko przez 12 godzin podróży;) Mamie Gałązce udało się zaskoczyć Tatę Francuza tylko w jednej kwestii.....w czasie poobiedniego deseru podczas toastu wznoszonego Żubrówką, Mama Gałązka jednym haustem pochłonęła setkę (w dodatku bez popity!!! brrr.....fuj!), podczas gdy całe towarzystwo (dwie babcie, Mama Francuzka, Tata Francuz, Wujek i Ciocia - wszyscy co najmniej 2 razy starsi od MG) sączyło palącą w gardło wódkę małymi łykami.. W zasadzie zdążyli wypić tylko jeden mały łyczek, bo potem rozdziawili buzie z wrażenia, patrząc jak ledwo 22-letnia MG w tej dyscyplinie nie ma sobie równych:) MG także z miną trochę nietęgą (w końcu miała opiekować się ich 4-miesięcznych dzieckiem!!!!) zaczęła się tłumaczyć, że w Polsce to inaczej ...., że ta wódka to byle szybko i nie dla smaku .... nic to nie dało... "polski sposób na wódkę" stał się tematem nr 1 przy każdym obiedzie przez następne 2 miesiące!!! 

Po roku od tego wyjazdu, ponownie na Lazurowym Wybrzeżu, padło hasło, które jest ze mną zawsze, kiedy myślę o południowej Francji. "On se lache a Saint Trop!", czyli w wolnym tłumaczeniu let's go wild in Saint Tropez. Nonszalancja, ale w bardzo wyrafinowym wydaniu to dla mnie właśnie kwintesencja francuskiej mody. Sportowe mokasyny, którym daleko jednak do typowo sportowego obuwia. Wygodne lniane spodnie, na których widac jednak zaprasowany kancik. Koszula rozpięta na zbyt wiele guzików.... Letnia pogoda sprzyja francuskim stylizacjom. Wykrzesaliśmy z siebie zatem i my trochę szaleństwa i 14-stą miesięcznicę Gałązeczki świętowaliśmy w iście francuskim wydaniu.

Co-my-tu-mamy:
sweterek - Okaidi (%)
body - H&M
spodnie - NEXT
mokasyny - ZARA (%)

Mama Gałązka
baleriny - Reserved (%)




















To jeszcze lekko spóźnione rocznicowe podsumowanie!:)

14 sierpnia 2013

Wakacyjny niezbędnik


Z wakacji wróciliśmy bogatsi nie tylko o doświadczenia w kwestii organizacji podróży..... o naszych tragikomicznych przygodach pisałam już tu. Pięć sztuk bagażu podręcznego dało mi też sporo do myślenia w kwestii tego, co na wakacje z dzieckiem zabrać. Dzisiaj otwieramy przed Wami nasze torby, pokazujemy co się w nich znalazło, czego zabrakło, co się sprawdziło, a co było tylko zbędnym ciężarem...

1. Ręcznik bambusowy Maylilly - wielkie TAK! Sprawdził się więcej niz bardzo:) Jest tak miły w dotyku, że nawet dla Mamy i Taty okazał się niezastąpioną poduszką podczas plażowania. Ma wygodny kapturek na głowę i jest naprawdę spory. Dla takiego roczniaka jak Gałązeczka w zupełności wystarczy. Do kupienia TU.

2. Havaianas - marki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Mama Gałązka uwielbia! I zawsze chciała, żeby Gałązeczka też nosiła japonki. Na małej stopce wyglądają mego słodko. Jedyny znak zapytania, który się pojawiał to kwestia wygody.... miałam wątpliwości, czy nie będzie uwierać w paluszki, czy klapki nie będą spadać.... Na szczęście Gałązeczka radzi sobie z nim świetnie. Paluszki nie bolą. Jeden klapek lekko ześlizguje sie z pięty, ale to dlatego, że naciągnęliśmy trochę gumkę. Nie bójcie się kupowac ich maluchom! My kupiliśmy nasze TU.

3. EKO torba śniadaniowa - kupiona TU. To kolejny strzał w dziesiątkę. W zasadzie zabieramy ją teraz wszędzie. Wreszcie nie mam chrupek w torebce, rozmazanego banana na portfelu, zabrudzonego smoczka... torba mieści spokojnie dwie butelki i jedzonko. Od środka wyłożona nieprzemakalnym materiałem, więc może się lać, babrać...

4. Wiaderko na kółkach z akcesoriami Haba - gdybyście tylko widzieli te zazdrosne spojrzenia innych dzieci. Nasze wiaderko wymiatało na plaży i basenie. Wszystkie dzieci chciały się nim bawić. Cały fun w tych kółkach. My nasze dostaliśmy, ale można je kupić TU.

5. Piłka plażowa - mamy taką jak na zdjęciu, kupioną gdzieś w pobliskim sklepie. Idealna na wakacje... złożona zajmuje mało miejsca w walizce. Jest lekka, więc taszczenie jej na plażę też nie jest dużym problemem. Nie niszczy sie od wody. Ogólnie wakacyjny must have!

6. Namiot Quechua - chroni przed słońcem i promieniowaniem UV. Kupiśmy na Allegro. Wprawdzie my naszego nie wykorzystaliśmy ani razu (bo na plaży i na basenie mieliśmy leżaki z parasolami), ale nad Bałtyk byłby w sam raz. Chroni też przed wiatrem. Rozkłada się w 2 sekundy. Nie wymaga łaczenia kijków. Wszystkie elementy są połączone na stałe. Wystarczy "strząsnąć" namiotem i gotowe. Rozmiarowo (choć lekki) jednak trochę miejsca zajmuje. Nam nie zmieścił się w walizce, więc nieśliśmy w ręku (jako n-ta sztuka bagażu podręcznego).

I jeszcze kilka własnych fotek....

7. Kąpielówki CUBUS - przyznaję są śliczne, ale raczej zbędne na tym etapie, na którym jesteśmy. Czasem zakładałam je po prostu jako spodenki. I tak zawsze z pieluszką, więc pewnie czas na próbowanie i testowanie przyjdzie dopiero za rok. Mamy jednak większy rozmiar, więc możemy czekać:)

8. Koc plażowy piracka mapa-minky. Koc jest handmade by Mama Gałązka. Spodobał mi się materiał w piracką mapę. Kupiłam. Potem dobrałam polar minky, żeby z jednej strony był milutki. Do tego kilka krawieckich chwil i koc gotowy. Oba materiały - Allegro.



9. Bugaboo bee - nasza nowa spacerówka. Będę o niej jeszcze pisać oddzielną notkę, bo kilka kwestii wymaga komentarza, ale teraz tak na szybko powiem tylko, że to był dobry wybór. Wózek jest bardzo lekki i zwinny. Dosłownie "sunie" po podłożu. Nasz kupowaliśmy bezpośrednio u dystrybutora, ale jest dostępny w kilku sklepach online.
No i oczywiście...to co najważniejsze i o czym nie możemy zapomnieć na wakacjach to spokój ducha i pozytywne nastawienie!:)