29 października 2013

Fall photo checklist




Mam dla Was (i dla siebie również) małe wyzwanie. Od jakiegoś czasu śledzę blog prowadzony przez Rebeccę. Inspirują mnie jej zdjęcia, pomysły na DIY. Podziwiam niestrudzone wysiłki włożone w organizację albumów. Sama mam dysk zapchany zdjęciami, z którymi od ponad roku nie zrobiłam nic. Ich liczba rośnie, a mnie coraz bardziej przeraża koszt ich wywołania. Tracę też głowę, zastanawiając się, czy ułożyć je chronologicznie, czy może tematycznie.... i tak rozterkom nie ma końca, a ciche "pstryk" słychać u nas w domu codziennie. 

Są jednak takie kadry, których nieuchwycenie byłoby prawie grzechem. Czas w końcu mija szybko i oprócz ulotnych wspomnień, zdjęcia to właśnie to, co nam zostanie. Rebecca ułożyła jesienną listę zdjęć, które warto zrobić, by stworzyć cudowny rodzinny album. Lista wisi u mnie nad biurkiem i codziennie na nią zerkam, przypominając sobie o ujęciach, których jeszcze nie mam. Myślę, że gdy świat pokryje biała pieżynka, ja będę miała (dzięki checkliście) komplet wspaniałych zdjęć. Was też zachęcam do udziału w tej zabawie!

Lista jest wprawdzie tylko po angielsku, ale to chyba "drugi" język naszej blogosfery, więc problemów z tym nie powinno być wiele. Jeszcze jedna mała uwaga: Rebecca pochodzi z Kanady, dlatego na jej liście znalazło się wiele nawiązań do kanadyjskich tradycji i świąt jak np. Thanksgiving. Na pewno nie wszystkie z nich uda sie przenieść na nasz polski grunt, ale warto spróbować poszukać analogicznych okazji lub zrobić zdjęcia w podobnym klimacie. 

Jeśli podoba się Wam pomysł Rebecci, to zachęcam do udziału w zabawie. Uzbrojcie się w aparaty, cykajcie, a potem przesyłajcie Wasze zdjęcia na galazki.blog@gmail.com. Opublikuję je na blogu razem z moimi zdjęciami. Zimą miło będzie powspominać jesień, szczególnie tak piękną i ciepłą jak ta obecna! 

A u góry moja pierwsza propozycja: "holding a brightly colored leaf" !




28 października 2013

Foggy


Słoneczny poranek i zalegająca w parku poranna mgła to jedno z moich ulubionych jesiennych połączeń. W Polsce zdarza się jednak rzadko, bo jesienią ranki bywają raczej szarobure i mokre. Dlatego kiedy zaledwie kilka dni temu z nocnego snu wyrwały mnie promienie słońca, sączące się przez lekko podartą roletę i z trudem przedzierające się przez wszechogarniające "mleko", zgarnęłam Gałązeczkę pod pachę i pognałam co sił w nogach do naszego parku. O tej porze alejki są jeszcze całkiem puste. Tylko tu i ówdzie przemykają przechodnie, którzy sprawiają wrażenie, jakby w tej mlecznej głuszy zgubili drogę do domu. Uwielbiam takie liryczne chwile. A jak dodamy do tego kilka głębokich wdechów wilgotnym i chłodnym porannym powietrzem, to mamy przepis na idealny poranek!

Na takie mgliste poranki mamy dla Was całkiem mglistą stylówkę:) Wszystko już wcześniej pojawiło się na naszej Ciuchosferze, ale nowe połączenie tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że rozmyte szarości i delikatne beże to mój świat!

Mgliste co-my-tu-mamy:
Czapa - no name (allegro)
szal - TATUM (własnośc Mamy)
kurtka - NEXT
spodnie - Minimu chic for kids (tu)
buty - ZARA























26 października 2013

Na szaro czy miętowo?



W ostatnim tygodniu internet aż huczał od głosów, że Polską zawładnęła zaczynająca wiać nudą i powtarzalnością moda na szarość! Zaczęło się od blogowej notki Doroty Wróblewskiej. Potem posypały się komentarze, wpisy na innych blogach (tych o dziecięcej modzie także). I tak właśnie dumam, czy to prawda, że daliśmy się zrobić na szaro? Pytanie wcale nie takie proste, bo ...

... bo szary to moja miłość.... w szafie, w domu, w biurze! Szary jest delikatny, nie rzuca się w oczy, pasuje do większości kolorów. Jest więc rozwiązaniem bardzo bezpiecznym. Na jego tle uroku nabierają ciekawe detale, dodatki. Rzadko kiedy nie jest twarzowy. W zależności od odcienia (ale i zestawienia z innymi kolorami), szary może być mroźny i chłodny, ale może być także ciepły (gdy wpada w beż - ostatnio to moje nowe odkrycie kolorystyczne, czyli kolor burzowych chmur). Ale ...

... ale przyznam, że ilości firm, które szyją obecnie ubrania z szarej dresówki zupełnie nie ogarniam. Ograniczam się tutaj do mody dziecięcej, bo ona jest mi ostatnio najbliższa. Często zdarza mi się zaglądać w blogowe kąty innych mam i odkrywać coraz to nowe linki do nowych i nieznanych mi dotąd firm... a właściwie firemek, bo zazwyczaj za takimi projektami stoją pojedyncze osoby, mamy, siostry, koleżanki, ... Oczywiście całym sercem popieram małe biznesiki i mamy, które swoją kreatywność przekuwają w czyny. Sama w końcu taką firmę tworzę, z tych samych pobudek! Nie da się jednak ukryć, że te firemki powstają jak grzyby po deszczu! Ich projekty są często łudząco podobne. Z jednej strony, nie ma się co dziwić. Mając ten sam materiał, trudno uszyć spodnie na 50 różnych sposobów, tak by nadal wyglądały jak spodnie, były wygodne i przystosowane dla dzieci. A jednak ... niektórym się to udaje. Zachowują swoją oryginalność, nadal szyjąc z popularnej dresówki. W projektach widać pomysł, brak sztampy, czasem nawet próby eksperymentowania z tkaniną, krojem, dodatkami. Taką odwagę bardzo doceniam ... i od teraz również wspieram! 

Dlatego, żeby udowodnić, że w dresówce nie zawsze zrobieni jesteśmy na szaro, chciałam Wam pokazać kolejną polską markę, wartą uwagi, która dodatkowo, dostępna jest już w naszym Gałązkowym showroomie. Ja zakochałam się zwłaszcza we wzorzystej spódniczce i dwukolorowej sukience. Mowa o Miętówce! Tutaj jest dres (choć nie tylko), ale przede wszystkim jest pomysł, a tuż za nim oczywiście jakość wykonania i wykończenia, delikatne detale, grawerowane guziczki. Całość mocno przemyślana i spójna. Nic tylko dać się zrobić na miętowo!













I jeszcze kilka zdjęć z ich katalogu: 













zdjęcia: www.mietowka.pl