8 lutego 2014

Playtime favourites: GAP


Dzisiaj startujemy na blogu z nową serią postów, które w głowie siedziały mi już od dawna. Jakoś nie mogłam znaleźć dobrego pomysłu na ich pokazanie ... w jednej notce, w kilku niezwiązanych ze sobą... aż gdzieś przypadkiem przy okazji paryskich targów wpadło mi w oko hasło "playtime favourites". I choć tam użyto go w zupełnie innych kontekście (playtime jako odnośnik do nazwy imprezy), to uznałam, że będzie idealnie nadawać się na ogólną nazwę całej serii notek o tym, co najbardziej lubimy nosić na co dzień. 

Nasze "ciuchy po domu" podobnie jak zestawy wyjściowe muszą spełniać szereg cech. Jedną z nich jest na pewno wygoda. Ale nawet w domowych pieleszach liczy się dla nas także jakość (pod tym kątem szczególnie oceniamy gatki, które niszczą się najszybciej) i wygląd. Choć uwielbiam widok chudych nóżek i wielkiej pampersowej pupki w rajtkach, to jednak to u nas rzadko spotykana kombinacja. Mam nadzieję, że nie staję się właśnie obiektem nienawiści rzeszy polskich matek, których dzieci biegają w rajstopach oraz że nie posądzicie mnie o próżność. Kwestia estetyczna to jedno. O gustach się nie dyskutuje, więc nie będę nikogo przekonywała do swoich racji. Po prostu podobnie jak ja nie chodzę po domu w samych rajstopach, tak i moje dziecko rajstopy zakłada tylko pod spodnie w chłodniejsze dni. Ale są także względy praktyczne. Pomimo utartej opinii o ich wygodzie, moim zdaniem rajstopy są zazwyczaj bardzo obcisłe, przez co mogą krępować ruchy dziecka znacznie bardziej niż luźniejsze dresowe spodenki. Wciśnięcie rajtek na zapieluchowaną pupkę malucha graniczy często z cudem, a nawet jeśli ta magiczna sztuczka nam się uda, to gumka w pasie wpija się w wystający brzuszek. Co więcej, rajstopy są śliskie i w naszym przypadku rozpędzony Franek na zakręcie vs. rajstopy oznacza zawsze wynik 1:0.

Z tych powodów nasza codzienna garderoba opiera się głównie na luźniejszych dresowych spodenkach lub legginsach. Do tego w zależności od temperatury zakładamy koszulki z krótkim lub długim rękawem albo bluzy. To nasz najprostszy przepis na wygodę. Chcemy się nim podzielić i dlatego od dziś co jakiś czas będziemy pokazywać Wam marki, z których najczęściej wybieramy nasze "ciuchy po domu". Zaczynamy od Gapa. 

Gapa chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Wizyta w sklepach tej kultowej amerykańskiej marki od zawsze była chyba stałym punktem programu wycieczek do Europy Zachodniej lub do USA. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Z charakterystyczną granatową torebką wracałam z każdych zagranicznych wakacji. Gapa wyszukiwałam w rodzimych lumpeksach. Czaiłam się na nowe dostawy w sklepach z końcówkami kolekcji. Zamawiałam ze Stanów przez znajomych znajomych. Polubiłam za wygodę, niezmienną prostotę projektów i oczywiście bluzę z kapturem z ich logo:)

Niestety z dostępnością Gapa w Polsce bywa różnie. W warszawskim butiku pojawiają się tylko wybrane modele, które znikają z półek szybciej niż jestem w stanie tam dojechać. Do zamówień przez internet też jakoś nigdy nie miałam szczęścia. Na amerykańskiej stronie można wprawdzie płacić kartą kredytową, ale tylko zarejestrowaną na terytorium USA. Stąd chyba popularność tej marki nie osiągnęła jeszcze w Polsce apogeum. A szkoda .... bo jej wielbicieli z pewnością nad Wisła nie brakuje. 

Zatem, Gap otwiera naszą top listę "ciuchów po domu". Dajemy plusa głównie za jakość i styl. Jak pewnie zdążyliście się już zorientować lubię proste formy, paski w przeróżnej postaci, stonowane kolory i klasyczne kroje. A jak do tego dołożyć wygodę, to mamy połączenie idealne:)

Dzisiejsze co-my-tu-mamy:
bluza - Gap (używana na allegro za 8 zł!)
spodenki - Gap (bieżąca kolekcja)
skarpetki - KappAhl














5 lutego 2014

Bedtime with Bobochoses


Jutro wreszcie żegnamy szpitalne mury. Z niecierpliwością czekam na pierwszą noc we własnym łóżku, bez nocnych pobudek na inhalacje, bez hałasów pielęgniarek czy bez skurczy od niewygodnej szpitalnej pryczy. I choć muszę przyznać, że zżyliśmy się z naszymi współlokatorami (ślemy uściski i życzymy zdrówka dwóm Kubusiom i ich mamom Kasiom oraz Bartusiowi i Dorocie:), to jednak perspektywa domowego spokoju i wygody jest nie do przebicia. Mam nadzieję, że równie szybko wrócą nam siły, a nasze wieczory będą wyglądały tak jak wcześniej - pełne harców, bezstroskiego śmiechu i dywanowych akrobacji. 

Przy tej okazji chciałam Wam pokazać markę, której przypatruję się już od jakiegoś czasu - Bobo choses. Na dziecięcych blogach aż huczy od zachwytów nad nią. Ja przymierzałam się do zakupu dość długo. Dotrwałam aż do wyprzedaży i upolowałam cudny rampers. Na zimowe noce jest trochę za cienki, ale na wiosnę i lato będzie idealną piżamką. I te cudne parasole .... rzeczywiście to jedna z ciekawszych kolekcji, które dotąd widziałam.

rampers - Scandinavian Minimall (60% off)
Niektóre rozmiary są nadal dostępne!

skarpetki - KappAhl
i nasz smonio-weteran ("soka" w języku Franka)

PS. Niektóre zdjęcia może i są nieostre, ale te pozycje i miny mnie rozczulają, więc nie mogłam ich pominąć:)






















2 lutego 2014

Styczniowe instakadry


Ze szpitalnego łóżka wysyłamy w świat nasze styczniowe kadry. Lekko opóźnione, ale choroba nie ominęła nawet mnie:( Kolejny raz sprawdza się stara prawda, że podczas choroby szpital najlepiej omijać szerokim łukiem....

Aha, no i jeszcze dodam, że instagramujemy od niedawna, ale rozkręcamy się ... możecie nas śledzić tu:
http://instagram.com/galazki

NEW IN



GAŁĄZKOWY PRIV;)















GAŁĄZKI.PL I SHOWROOM