Jutro wreszcie żegnamy szpitalne mury. Z niecierpliwością czekam na pierwszą noc we własnym łóżku, bez nocnych pobudek na inhalacje, bez hałasów pielęgniarek czy bez skurczy od niewygodnej szpitalnej pryczy. I choć muszę przyznać, że zżyliśmy się z naszymi współlokatorami (ślemy uściski i życzymy zdrówka dwóm Kubusiom i ich mamom Kasiom oraz Bartusiowi i Dorocie:), to jednak perspektywa domowego spokoju i wygody jest nie do przebicia. Mam nadzieję, że równie szybko wrócą nam siły, a nasze wieczory będą wyglądały tak jak wcześniej - pełne harców, bezstroskiego śmiechu i dywanowych akrobacji.
Przy tej okazji chciałam Wam pokazać markę, której przypatruję się już od jakiegoś czasu - Bobo choses. Na dziecięcych blogach aż huczy od zachwytów nad nią. Ja przymierzałam się do zakupu dość długo. Dotrwałam aż do wyprzedaży i upolowałam cudny rampers. Na zimowe noce jest trochę za cienki, ale na wiosnę i lato będzie idealną piżamką. I te cudne parasole .... rzeczywiście to jedna z ciekawszych kolekcji, które dotąd widziałam.
rampers - Scandinavian Minimall (60% off)
Niektóre rozmiary są nadal dostępne!
skarpetki - KappAhl
i nasz smonio-weteran ("soka" w języku Franka)
PS. Niektóre zdjęcia może i są nieostre, ale te pozycje i miny mnie rozczulają, więc nie mogłam ich pominąć:)





















Franiu nawet w piżamce wygląda czadowo! ale mnie rozbraja jego smoczuś :-) życzymy dużo zdrówka i ślemy gorące buziaki :-* ciocia Kasia i Staś!
OdpowiedzUsuńDziękujemy!:)
UsuńAleż Franio jest Słodki!
OdpowiedzUsuńHaha ... chyba tylko na zdjęciu... rośnie i zaczyna wychodzić z niego mały zadzior:)
Usuń