11 października 2014

Family


Często zdarza mi się patrzeć na Franka w jakiejś konkretnej sytuacji, miejscu czy momencie i od razu widzieć kadr zdjęcia. Zawsze wtedy żałuję, że nie mam pod ręką aparatu. Czasem zdążę uchwycić daną chwilę telefonem, ale efekt rzadko w pełni mnie zadawala. Zdjęcia często wychodzą niedoświetlone, brak im ostrości i głębi. A jeszcze częściej zwyczajnie mój syn jest szybszy niż migawka iphonowego aparatu. Zanim zdjęcie rzeczywiście się zrobi, w kadrze widać już tylko jego rozmytą nogę lub rękę. 

Wściekam się zawsze, że umknęła mi okazja na fajną pamiątkę. Często więc tacham ten mój aparat na zwykły spacer po parku lub nawet krótką wycieczkę do sklepu, licząc że nic nie umknie mojej uwadze i refleksowi. Zdecydowanie należę do tych mam, które z aparatem najchętniej nie rozstawałyby się wcale. Cierpię jednak na jedną "przypadłość" bardzo charakterystyczną dla rodziców w ogóle - własnych zdjęć z ostatniego roku mam może z 10 sztuk, podczas gdy Franek ma ich dosłownie tysiące! Mało mamy więc wspólnych zdjęć z Gałązeczką. Tata Gałązka jest w trochę lepszej sytuacji, bo gdy tylko jesteśmy w trójkę, to zawsze ja szaleńczo gonię za nimi z aparatem. Ale większość czasu spędzamy z F. tylko we dwoje, więc siłą rzeczy bohater kadrów może być tylko jeden.

Ostatnio postanowiłam to zmienić i wyciągnęłam moich Chłopaków na jesienny spacer połączony z mini rodzinną sesją. To była też ostatnia chwila na zrobienie zdjęć z brzuszkiem. Za chwilę zdecydowanie nie będę mieściła się już w kadrze;))

Przy Franku koncepcja "ustawianej" sesji oczywiście odpada. Ale mimo wszystko udało nam się zrobić kilka zdjęć. Ten sukces zawdzięczamy w dużej części koparce, z którą Gałązeczka nie rozstaje się prawie wcale;) Wielkie brawa także dla Taty Gałązki, który zazwyczaj ma problem ze znalezieniem nas w kadrze, a ostrość łapie na stojące obok drzewo;))

PS. A tak poza tematem to jak Tata Gałązka zobaczy te swoje zdjęcia tu na blogu, to na pewno będzie chciał mnie obedrzeć żywcem ze skóry, więc jeśli możecie, to zostawcie proszę komentarz i wstawcie się za mną, żeby mnie ocalić;)))

I jeszcze dla ciekawskich nasze Frankowe co-my-tu-mamy:
kurtka i buty - ZARA
spodnie - Reserved
koszulka - KappAhl


























5 października 2014

Mamy rok!


W ostatnią sobotę świętowaliśmy pierwsze urodziny showroomu. Aż samej trudno mi uwierzyć, że minął już rok! Przez ten czas wydarzyło się całkiem sporo: w grudniu ruszył sklep internetowy, mamy nowe marki i w głowie cały czas pomysły i chęci na więcej!:)

Dziękuję za miłe słowa, które spływały do mnie przez cały ostatni tydzień! Dziękuję tym, którym udało się być z nami w sobotę! Dziękuję za każdy kolejny dzień tej mojej drogi. Choć trudnej czasami, to najlepszej, jaką mogłam dla siebie wybrać. 

A teraz już bez zbędnych słów zapraszam na fotorelację. Było bardzo jesiennie, wesoło i głośno! 

Do zobaczenia na 2. urodzinach za rok:)



































30 września 2014

Byle do przodu


Byle do przodu ... to powtarzam sobie jak mantrę w ostatnich tygodniach. Czas pędzi mi nieubłaganie i nadzwyczaj szybko. Pamiętam jak w pierwszej ciąży odliczałam nie tygodnie, lecz dni. W portfelu nosiłam obdrapaną karteczkę z podziałem na tygodnie ciąży, by w każdej chwili móc na nią zerknąć i pomyśleć, że "O! Już 24 tydzień i 3 dzień". Śmieję się na samą myśl o tym. A teraz nawet nie wiem, który to aktualnie tydzień. Znam tylko (przewidywany) dzień 0 (16 stycznia) i moje jedyne odliczanie wygląda tak: "O! Już tylko 3,5 miesięca, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik - przygotowania, wyprawkę, itp". 

Ta lista jest długa i z każdym dniem przeraża mnie trochę bardziej. Chciałabym poczuć taki spokój oczekiwania, poleżeć czasem dłużej w łóżku, by na chwilę zatopić się w myślach, tak po prostu ....  Ale nie mogę. I nie dlatego, że mam już jedno dziecko, które jest moim porannym budzikiem. To nie te śniadania, które trzeba rano przygotować. Nie opieka, której Franek wymaga w ciągu dnia. Za tą listą stoją obowiązki, które na siebie wzięłam. I choć bardzo to lubię, to czasem marzy mi się taki dzień przerwy, beż telefonu i codziennego pędu. 

Na razie tylko czasem pozwalam sobie na takie chwile, jeszcze nie dni. Mam nadzieję, że jak na świecie pojawi się nasza Kruszynka nr 2, to i te dni się znajdą. Wierzę, że gdy rodzi się dziecko, to na rodzinę spływa jakiś magiczny spokój. Wszystko trochę zwalnia. A chwilowo czerpię radość z krótkich spacerów i coraz dłuższych wieczorów. I dziś na zdjęciach taki właśnie spacer.

Dla zgłodniałych wiedzy;)
spodenki - Organic ZOO
sweterek i longsleeve - KappAhl Newbie
trampy - ZARA
czapka - nosweet
rowerek - Wishbone