Tak jak obiecałam, wracam do
tematu pieluszkowania. Od kilku miesięcy Gałązeczka jest szczęśliwym
posiadaczem wielorazowych pieluszek ekologicznych. Jak się sprawdzają? ....
naprawdę dobrze!
Kompletując wyprawkę dla
Gałązeczki ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, żeby „bawić się” w
wielorazowe pieluchy. Ze zgrozą słuchałam opowieści Mamy o tym, jak namaczała,
prała, gotowała, suszyła, prasowała ... jakieś 60 pieluch tetrowych na raz...to
musiała być prawdziwa katorga. Nie zamierzałam fundować sobie takiego
macierzyństwa. Cenny czas, którego i tak w dzisiejszych czasach jak na
lekarstwo, wolałam spędzić na zabawach z Gałązeczką. Aż tu nagle przyszedł
listopad i ... długie, jesienne wieczory ... szaruga, która sprawiła, że nosa z
domu wyściubić się nie chciało. Gałązeczka przesypiała jeszcze wtedy długie
godziny w ciągu dnia, a w tym czasie ja buszowałam po internecie w poszukiwaniu
dziecięcych inspiracji, ubranek, zabawek, świątecznych dekoracji ... i
trafiłam, całkiem przypadkiem, na artykuł o pieluszkach ekologicznych.
Postanowiłam wypróbować, bo te wzory..., bo idea słuszna, .... i z czystej
ciekawości, żeby się przekonać, czy to przygoda warta zachodu. Kupiłam dwie
sztuki..... i zaraz potem jeszcze 5! Okazało się, że wielorazowo może znaczyć
zdrowiej, łatwiej, taniej i przyjemniej !

Zdrowiej .... to jasne, że
pieluszki zrobione z naturalnych materiałów, głównie bawełny muszą być
delikatniejsze i bardziej przyjazne dla skóry dziecka niż sztuczne
jednorazówki. Nie wspomnę już o tym żelu, który wprawdzie świetnie trzyma „zawartość”
w środku pieluszki, ale daje okropny, ostry zapach. Kontakt z „chemią” często
kończy się odparzeniem. My nie wiemy, co to słowo znaczy juz od prawie pół
roku. Odkąd zaczęliśmy używać wielorazówek, nie potrzebne są nam nawet kremy
ani maści ... pupcia jest gładka ... jak u niemowlaka;))
Łatwiej ... zazwyczaj! Dzisiejsze
pieluszki wielorazowe tylko z nazwy przypominają tamte z dawnych lat.
Zabrudzoną pieluszkę po prostu wrzucam do pralki, czasem lekko przepłuczę w
dłoniach, ale nie przepieram. Piorę w 60 stopniach z resztą jasnego lub białego
prania, w normalnym proszku. Muszę jednak przyznać, że sama obsługa
wielorazówek jest troszkę bardziej absorbująca niż w przypadku pieluszek
jednorazowych. Te drugie lądują w koszu i tylko częściej śmieci trzeba wynosić.
Wielorazówki zmieniać trzeba trochę częściej.... zwłaszcza teraz, kiedy
Gałązeczka rośnie, a chłonność pieluszek nadal ta sama. Przy okazji wszelkich
wyjść muszę pamiętać o zabraniu dodatkowych wielorazówek i torebek foliowych na
te zużyte. Torba czasem pęka w szwach;) To jednak niewielki koszt, jeśli
pomyślimy, że jednorazówki rozkładają się w glebie 400 lat!!
Taniej .... Pieluszki wielorazowe
to spory wydatek na początku. Każda z nich (razem z wkładami), to koszt ok. 100
zł. Można znaleźć także tańsze wersje, ale nie wiem, jak z ich jakością,
wytrzymałością, chłonnością. My testujemy pieluszki Maylily i Małe Me (teraz
Milovia). Obie marki się sprawdziły, choć każda w innych warunkach. Oszczędność
widać jednak dość szybko. Już w trzecim miesiącu używania zwrócił nam sie koszt
zakupu naszych wielorazówek, czyli od tego czasu .... zarabiamy:))) Co prawda
nie pozbyliśmy sie całkowicie jednorazówek. Używamy ich w kryzysowych
sytuacjach oraz w nocy, kiedy nawet podwójne wkłady nie dają rady. Trzeba też
pamiętać o kosztach prania wielorazówek..... ja zazwyczaj dopełniam bęben
pralki z naszym normalnym praniem. Mimo wszystko oszczędnośc jest spora.
Przyjemniej ... Oko cieszą piękne
wzory, tkaniny delikatne w dotyku są przyjemne dla skóry, a Mama Gałązka ma
satysfakcję, że robi coś dobrego. Duuużo
tych plusów.
Muszę jednak przyznać, że
wielorazowych pieluszek zaczęłam używać jak Gałązeczka miała 5 miesięcy, więc
nie wiem, jak sprawdziłyby się w okresie noworodkowym, kiedy każda zmiana
pieluszki równa sie "większa sprawa". Może są tu mamusie, które mają
z tym więcej doświadczenia?
Aha, i jedyny minus, to fakt, ze objętościowo pieluszki wielorazowe są większe
i pupa jest w nich większa, przez co nie zawsze mieścimy się we wszystkie ciuszki.
Niektóre marki szyją ubranka na strasznych chudzielców. Zazwyczaj potrzebny
jest wtedy większy rozmiar ubranka i ... szafa gra:)
Maylily
Małe Me (Milovia)