5 marca 2013

Happy little feet


Żadnych przełomów, tylko mozolnie wypracowane postępy….żadnych ważnych dat, okazji, tylko dni jak każde inne…. w naszym gałązkowym świecie zapanowała ostatnio lekka stagnacja. Nie nuda! .... w życiu....!! Przy Gałązeczce o nudzie nie ma mowy, choć czasem dałabym wszystko, żeby się trochę ponudzić...jeszcze najlepiej pod mięciutką kołdrą lub gorącym prysznicem...z pół godziny chociaż;) Echh.... Ale wracając do tej stagnacji.... nasz zegar jakby wolniej odmierza teraz czas, dni zlewają się w jedną całość, przerywaną tylko rytuałami jedzenia, kąpania, spacerów. Tkwimy w swoistym zawieszeniu między zimą a wiosną, z utęsknieniem wypatrując oczywiście tej drugiej.  Mogłabym powiedzieć, że nasz świat trochę poszarzał, ale to nie oddałoby dobrze stanu naszego ducha, bo szary to my akurat uwielbiamy i chcemy go więcej i mocniej, każdego dnia! Ale to prawda....w gałązkowym świecie ostatnimi czasy bardzo spokojnie. 

Dlatego skupiliśmy się na poszukiwaniu nowych inspiracji! Mama Gałązka nocami wertuje rodzime i zagraniczne blogi oraz pinterest z nadzieją, że coś skradnie jej serce, zachwyci oko i podsunie nowy pomysł....na dekorację, strój, plan dnia. Na pierwszy ogień poszły oczywiście zbliżające się wielkimi krokami Święta Wielkanocne...ufff, ciężko się było zdecydować, ale wizja naszych świąt jest już w pełni gotowa, w głowie na razie, realizacja trwa, a podzielimy się nią wkrótce. Do świąt jednak jeszcze trochę czasu, dlatego w międzyczasie nasze inspiracje dotyczą tematów „bardziej na czasie”.... bo my to ostatnio nic tylko wiosny poszukujemy!

To poszukiwanie ma wiele wymiarów....począwszy od tego, że Mama Gałązka codziennie rano zerka na pogodowe strony www w nadziei, że ujrzy 16 dni pięknej aury, poprzez poszukiwanie, przymierzanie i testowanie nowej wiosennej garderoby, a kończąc na prawdziwych poszukiwaniach wiosny ... na drzewach w naszym parku, w delikatnym zapachu powietrza i w coraz cieplejszych promieniach słońca. O tym, czy nasze poszukiwania zakończyły się sukcesem będziecie mogli czytać cały marzec. Postanowiłam trzymać się tradycji, a skoro w marcu jak w garncu, to w naszych marcowych postach będzie nie tylko o Gałązeczce, ale także dużo właśnie o naszych inspiracjach, wnętrzach, garderobie....o wszystkim po trochu. Dziś zaczynamy od inspiracji modowych. Nie będzie to high fashion, a raczej coś naprawdę „przyziemnego”... bohaterem dzisiejszego posta są stópki naszej Gałązeczki!

Już od jakiegoś czasu chciałam Wam napisać parę słów o obuwiu Gałązeczki! Ale do tej pory nie było za bardzo o czym! No chyba, że chcielibyście się pośmiać z tego, ile par bucików miała Gałązeczka, a które ani razu nie ujrzały światła dziennego, tylko spokojnie przeleżały na dnie szafy! O tak....przyznaje się, spora część mojej wyprawki była zdecydowanie niepotrzebna... Gałązeczka urodzona w lato pierwszy raz buty założyła na chrzest (w sierpniu). Potem długo, długo nic, bo jesień, czyli kombinezony, w których z trudem upychałam Gałązeczkę, więc stanowczo stwierdzam, że żaden but, nawet buciczek już by się tam nie zmieścił! Podczas Świąt Bożego Narodzenia sądziłam, że zła passa minie i że w końcu buty dopełnią cały obrazek....niestety, piękne trampeczki ZARY, które czekały na Gałązeczkę całe 6 miesięcy (!!!) spędziły Wigilię na półce, bo Gałązeczka nie chciała nawet słyszeć o ich założeniu. Jak wiadomo, zakładanie butów niemowlakom graniczy z cudem, bo napinają stópki i w podbiciu but jest za ciasny. Prób kilka podjęłam, ale po wrzaskach Gałązeczki zrozumiałam, że buty, a i owszem, ale nie tym razem....;)

Pełna rozpaczy (bo te trampeczki ZARY juz za małe:((( pogodziłam się z myślą, że o butach mogę zapomnieć co najmniej do wiosny, kiedy czekają nas pierwsze kroki. Ale w styczniu i lutym Gałązeczka nabrała tempa. Najpierw pełzanie, potem raczkowanie, no i przede wszystkim wspinaczka i stawanie na nóżkach. Mata do zabawy służy jako legowisko już wyłącznie naszej Kici. Gałązeczka za to swoje harce wyprawia na podłodze, co gorsza na płytkach! Brrr...jak pomyślę, że miałabym leżeć na tych zimnych kaflach, to zęby same zaczynają stukać..... Ale dzięki temu między innymi nastała u nas era „pierwszych kapciuszków”.I choć na co dzień śmigamy w grubszych skarpetkach, bo tak zdrowiej,.... to od czasu do czasu, na większe wyjścia zakładamy buciki albo właśnie papucie..... o takie! 


Śliczne skórzane kapciuszki w żyrafy dostaliśmy od Mikołaja. Przyjechały do nas prosto z UK. Ale na kilku polskich stronach widziałam bardzo podobne produkty. Na przykład tu: http://www.preshoes.pl/category.php?n=50&id_category=3
 
Inch blue to brytyjska marka kapciuszków dla niemowląt z bardzo miękkiej skóry. Dzieci mogą swobodnie ruszać stopą w buciku.  Nic nie uciska, nie ściska, nie ma tego sztywnego podbicia... sama wygoda. Skóra stopy oddycha. No i najważniejsze....kapciuszki są na gumkę i NIE SPADAJĄ!! TA DA DA DAM!!!! Zmorą każdej mamy jest chwila, w której jej dziecko jednym delikatnym muśnięciem stópki o podłoże ściąga bucika, któru uprzednio ta matka próbowała założyć przez 15 minut! Mnie tez się zdarzyło, więc znam to uczucie ulgi, kiedy na spacerze w końcu zamiast pilnować bucików, można po prostu popilnować dziecka! 



Na tej brytyjskiej stronie wzorów jest cała masa....z 20 chyba skradło mi serce i wybranie jednego było nie lada wyczynem....do teraz nie wiem, czy wybór był trafny, ale staram się o tym nie myśleć, tylko cieszyć się naszymi „żyrapciuszkami”;)) Ale pokażę Wam jeszcze kilka innych, w których się zakochałam...









I jeszcze kilka wersji dla dziewczynki:




Żyrapciuszki sprawdzają się także na spacerach. A ponieważ ostatnio zaznajamiamy się naszą parkową huśtawką, to ciepłe ochronne obuwie stało się na wagę złota.  Tu poniżej w poszukiwaniu wiosny....





 



A teraz jeszcze reszta naszej obuwniczej półki.... na pierwszym miejscu oczywiście "skary"...obecnie mamy fazę na skarpetki z grzechotkami.



I na koniec mała zapowiedź tego, co testować będziemy dopiero wiosną...tą prawdziwą i ciepłą, ale co już teraz roztapia serce Mamy Gałązki. Loafers w wersji z GAPa  po prostu mnie rozczuliły, rozłożyły na łopatki i kompletnie oczarowały. Wreszcie mam coś za czym mogę powzdychać jak za mini balerinkami, których w szafie Gałązeczki nie będzie:( Będą cudownie wyglądały na gołej stópce. Są tez bardzo miękkie i wygodne, więc o męczeniu dziecka w imię designu nie będzie mowy;)))


Ufff... dzisiaj porządnie się rozpisałam.  Godzina już mocno poranna, także idę złapać jeszcze resztki snu. A Was pozostawiam z jeszcze jednym zdjęciem, które jest lepsze niż wszystkie buty świata! Happy little feet...moje, moje, moje:)



Kapciuszki - Inch blue
Loafers - GAP
Trzewiczki - GAP
skarpetki - Rossmann
Czapka - Obaibi
Szal na szyję - Obaibi
Kurtka - NEXT
Spodenki - Kloo by Booso

8 komentarzy:

  1. O rety! Jakie boskie kapcie! Ojj będę musiała kupić takie cudeńka dla naszego szkraba ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W realu wyglądają jeszcze lepiej....ilość wzorów mnie zupełnie przytłoczyła i naprawde trudno było się zdecydować:) Ale takie dylematy to ja mogę mieć w życiu;)))) Nasze żyrapciuszki sprawdzają się codziennie, dziś nawet jak gryzak;)

      Usuń
  2. Jak ja lubię czytać teksty Mamy Gałązki:) Twój Synuś jest śliczny, a jego garderoba po prostu boska:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja lubię czytać teksty Mamy Gałązki:) Twój Synuś jest śliczny, a jego garderoba po prostu boska:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ojj widzę,że mamy podobny gust co do ubierania maluchów ;)) juz z planach mam zakup tego plaszczyka z nexta a mokasyny uwielbiam ;) na wiosnę i lato chyba najwygodniejszy butki dla dziecka no i ten design...fakt mozna sie rozczulić ;))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, właśnie odwiedziłam Waszego bloga! Oli to prawdziwy elegant:) Rzeczywiście gust ten sam! Naprawdę lubimy oglądać piękne zdjęcia dzieci. Widać, że Oli to Wasze oczko w głowie. Pozdrawiamy i trzymamy kciuki, Gałązeczki

    OdpowiedzUsuń