18 marca 2014

Gym


Dzisiaj kilka kadrów z naszych rodzinnych chwil i całkiem spora dawka sportu. Już po raz drugi całym gałązkowym trio braliśmy udział w memoriale siatkarskim, upamiętniającym naszego licealnego kolegę, który oprócz tego, że przez wiele grał razem z Tatą Gałązką w drużynie siatkarskiej, był także podróżnikiem i autorem podróżniczego bloga. Kuby z nami już nie ma, ale grono jego przyjaciół dba o to, by pamięć o nim trwała jak najdłużej. A turniej jest też dla nas świetną okazją, by zobaczyć tych, z którymi przed laty siedzieliśmy w szkolnych ławach.

Dla małej Gałązeczki Memoriał miał oczywiście tylko wymiar sportowy. Ogrom hali i ilość sprzętów treningowych zrobiła na nim oszałamiające wrażenie. Biegał w kółko jak opętany. Przyznam, że to całkiem słodki widok. Ale przecież już mnie znacie... widok mojego syna rozczula mnie zawsze, więc bez zbędnych słów przejdźmy do naszej sportowej stylówki.

Wygoda jest u nas zawsze na pierwszym miejscu. Czasem żałuję, gdy patrzę na piękne (ale będące zaprzeczeniem wygody!!) ubranka dla małych dzieci. Ale tylko czasem ...:) Dziś bowiem wybór ubranek jest tak szeroki, a projektanci prześcigają się w pomysłach na oryginalne i całkiem stylowe modele uszyte m. in. z wygodnej dresówki. Kilka z takich firm co sezon gości w naszej szafie. Pisałam Wam o tym np. TU.

Dziś chciałam pokazać markę, do której z każdym dniem przekonuję się coraz bardziej. Zarzekałam się na początku, że w uczuciach do klasycznych, prostych i jednobarwnych ubranek jestem stała. Ale coraz częściej robię od tej miłości wyjątki, m. in. na rzecz Beau Loves czy właśnie Mini Rodini. Printy i wzory w wydaniu tych marek są bardzo dziecięce, ale nie wydają mi się infantylne ani tym bardziej kiczowate. 

Z tegorocznej kolekcji tak trochę na przekór wybrałam ... różowe słonie. Żyrafy i pandy, choć również urocze, są już wszędzie. Zazwyczaj też nie trzymam się kurczowo stereotypów: róż dla dziewczynki, a niebieski do chłopca. I tak niewiele to daje, bo nieznajomi od zawsze uznają Franka za dziewczynkę, więc tylko uśmiecham się grzecznie i wołam "Synku, idziemy" ;) Widok ich min ... bezcenny:))


Sportowe co-my-tu-mamy:
spodenki dresowe w słonie - MINI RODINI
body Złote Dziecko -  EH Parents for babies
koszula - KappAhl
trampki - H&M
kurtka z guzikami Secret Monk - Piu di ME


















7 komentarzy:

  1. osz, ale mam gardło ściśnięte i dreszcze! tylu wyjątkowych ludzi odchodzi za szybko!!!!! pięknie, że pielęgnujecie pamięć o koledze.
    a mała Gałązeczka wygląda super w "cztery słonie, różowe słonie..."! to muszą być bardzo szczęśliwe portki z taką ilością słoników :D
    u nas nawet mini&maximus ani nununu nie pomagają i J jest dla większości dziewczynką, albo czymś czego ludzie nie umięją określić. byliśmy ostatnio w restauracji i 4-5 letnia dziewczynka chciała się z Julkiem bawić i zastanawiała się czy to on czy ona, po czym zawołała go "dziecko, choć się bawić". Wyszła z sytuacji z twarzą :D Nie pomyliła się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, to małe dziecko potrafi najzgrabniej wybrnąć z sytuacji:))))) A co do uznawania Jula za dziewczynkę, to patrząć na jego włosy i oczy - nie dziwię się:)))) W naszym przypadku naprawdę nie wiem, dlaczego tak jest. Franek ma delikatną urodę, ale dziewczęcą? Może to po prostu bezpieczniejsza strategia - lepiej chłopca nazwać dziewczynką niż odwrotnie;))))

      Usuń
  2. piękne jest to co robicie

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne zdjęcia, jestem zachwycona, wyjątkowe kadry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Dzięki Kochana! Pocieszasz mnie, bo miałam wrazenie, ze z tego niewdzięcznego tła nie da się wiele zrobić;)

      Usuń