Dzisiaj obalamy kilka mitów!
Często w komentarzach albo mailach słyszę Wasze głosy zdziwienia .... jak to się dzieje, że Gałązeczka tak ładnie pozuje, jak udaje mi się utrzymać porządek w domu (tło i kadr zdjęć zawsze prawie nienaganne). Dostaję te i wiele innych pytań o naszą codzienność, której obraz, pokazywany tu na blogu nie zawsze odpowiada temu, co znajdziemy w przeciętnym domu, w którym mieszka dwulatek. Otóż prostuję! W gałązkowym domu mamy PERMANENTNY bałagan w zabawkach, które "zdobią" prawie każdy kąt naszego salonu ... tfu... każdego pomieszczenia! W kuchni zlew pełen naczyń, a pod nogami zazwyczaj plącze mi się wiadro i mop, które Gałązeczka ciągnie po całym mieszkaniu (najlepsza zabawa!). W pokoju Franka często suszy się pranie. W sypialni łóżko nigdy nie pościelone..... Czasem chciałabym tak zwyczajnie zamknąć oczy, zasnąć i obudzić się w pięknym, umeblowanym nowojorskim apartamencie, gdzie nie ma miejsca na przypadkowość, gdzie wszystkie dekoracje do siebie pasują, gdzie na szklanych stolikach nie dojrzymy ani grama kurzu. I choć typowo nowojorski design to nie mój styl, to jednak kojarzy mi się z ładem i nieskazitelną czystością, czyli tym, czego w naszym gałązkowym domu próżno szukać.
A te zdjęcia .... to tylko urywek, fragment naszej rzeczywistości. Nigdy się z tym nie kryłam, że czasem wystarczy przesunąć się o 10 cm w jedną stronę, by z kadru wypadła góra brudnego prania lub sterta porozrzucanych zabawek. Zdarza mi się też na szybko ogarnąć jakiś kąt, jeśli widzę okazję na ładne zdjęcia. Nie widzę sensu w pokazywaniu Wam bałaganu, który tylko rozprasza i odwraca uwagę od tego, co chcę przekazać .... od emocji, które niosą ze sobą zdjęcia, od gadżetów, ubranek, od tego wszystkiego, czym chciałabym inspirować innych. Poza tym, zdjęcia traktuję także jako formę sztuki. Chcę żeby były ładne, dopracowane, żeby pokazywały uczucia i budziły emocje w oglądających. Żeby miały temat, jakiś motyw. Bałagan do wielu z nich nic by nie wniósł, oprócz zaburzenia estetycznego wrażenia.
Oprócz pewnej kontroli nad kadrem, zdjęcia, które możecie oglądać na blogu podlegają także delikatnej obróbce. Nie chcę się rozpisywać szczegółowo na temat fotografii, bo nie jestem żadnym ekspertem. Wszystkiego uczę się metodą prób i błędów. Wielu rzeczy nie wiem, nie umiem i nawet nie podejmuję próby ich nauczenia. Zdjęcia obrabiam w darmowym programie photoscape. Nie ślęczę godzinę nad jednym ujęciem. Zazwyczaj szybko zmieniam tylko rozmiar, zwiększam ostrość i kontrast, często rozjaśniam (chyba w sumie zawsze!;), czasem zmienię tez nasycenie barw i zastosuję jakiś filtr. Nie tuszuję pryszczy i siniaków ani plam po zupie.
Ale nawet z tak niewielkimi zabiegami nasze zdjęcia zakrzywiają trochę rzeczywistość. Na lepsze oczywiście ... Dzisiaj mam dla Was kilka zdjęć z ostatniego spaceru i próbkę tego, jak nasze zdjęcia wyglądają "przed" i "po". Według mnie takie "podtuningowane" zdjęcia budzą większe emocje i silniej działają na nasz zmysł estetyczny... budzą większy zachwyt nad soczystością trawy i pięknem przyrody, uwypuklają dziecięcy uśmiech na jasnej (a nie przyszarzałej) twarzy, a barwy wpuszczają w obraz więcej życia. A według Was?
PS. Gorąco zachęcam do zostawiania komentarzy w kwestii techniki fotografowania i obróbki. Tak jak pisałam, ekspertem nie jestem i chętnie nauczę się czegoś nowego. Nie uzurpuję sobie pozycji wyroczni w tym zakresie, więc uprzejmie proszę o konstruktywną krytykę;))
na zdjęciach:
jeansy, bluza, kurtka, buty - ZARA / czapka - Piu di Me / szal - z szafy Mamy (Tatuum)

















Mnie się kiedyś zdarzyło wielką suszarkę pełną prania przeciągnąć na przedpokój, bo mi w zdjęciach przeszkadzała. Spoko. ;)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o poprawianie zdjęć, wygląda to bardzo dobrze i estetycznie. Twoje zdjęcia same w sobie są dobre, więc wystarczy im tylko dodać odrobinę więcej koloru i kontrastu i wyglądają bajecznie. Niczego nie zmieniaj. Nie ma po co. :)
Dziękuję:)))) Choć czasem patrzę na odbrobione zdjęcia i się zastanawiam, czy ta trawa nie za zielona wyszła..??;))) A suszarka z praniem u nas też wędruje po domu:) Wędrują też ciuchy pozostawione tu i ówdzie, zabawki, które kolą mnie w oczy (jak chińskie plastiki), także wiadomo..:)
UsuńFotki świetne nic nie zmieniaj a to że nie pokazuje sie na zdjeciach bałaganu to raczej oczywistość :)
OdpowiedzUsuńHaha skąd ja to znam :) kiedyś miałam nawet pomysł żeby pokazać na blogu mały backstage :) póki co, wstrzymuje się z realizacją :) a trawa jest idealna, zresztą tak jak wszystkie zdjęcia ,)
OdpowiedzUsuńPomysł rzeczywiście świetny, choć niektórzy mają taki dar, że nawet jak zrobią zdjęcia bałaganu, to jakoś całość wygląda artystycznie. U nas to by nie przeszło;))
UsuńA wiesz, że w tym wypadku wolę te przed obróbką? Nie chodzi o kolorystykę, po prostu te z prawej są nieco przeostrzone. Sama mam z tym problem, czasem przedobrzę chcąc ulepszyć ;)
OdpowiedzUsuńNo właśnie z tą ostrością mam największy problem. Podobają mi się takie zdjęcia z ostrością jak żyleta, ale taką, która wychodzi naturalnie (przez zmianę ISO, itp) Te zdjęcia ostrzyłam w photoscape i rzeczywiście czasami w niektórych częściach zdjęcia wychodzi kasza....:(
UsuńOlu, nic nie zmieniaj. Uwielbiam Wasze zdjęcia. Mnie ten Photoscape denerwuje. Jak coś poprawiam, to w Picasie.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tego, że Franek daje się jeszcze przewieźć w wózku. :)