20 lutego 2013

O nocnych bitwach, waleczności Gałązeczki i upragnionym śnie Mamy

W końcu! Po trzech nieudanych podejściach wreszcie udało mi się wygospodarować trochę czasu na napisanie tego posta. A ostatnimi czasy w gałązkowym świecie z tym czasem coraz bardziej krucho... nasza Gałązeczka weszła właśnie w fazę „sekunda w bezruchu, to sekunda... stracona”;) Co za tym idzie weekend przeleciał nam pod hasłem „Jak wykończyć własną matkę...?”;). Uwaga, z góry uprzedzam, że korepetycji w tym zakresie nie udzielamy, choć pewnie chętni by sie znaleźli;)

Gałązeczka ma ostatnio spore problemy z wieczornym zasypianiem. Odkąd nasz mały brzdąc nauczył sie pełzać z prędkością światła, siadać, a dziś w końcu raczkować (!), szkoda mu czasu na sen! I choć ostatecznie co wieczór całą wojnę wygrywa Mama Gałązka (Gałązeczka odpływa słodko w objęcia Morfeusza), to poszczególne bitwy bez wątpienia trzeba zapisać na konto Gałązeczki....a tych bitew jest całkiem sporo...na początku „bitwa pokarmowa”. Mama Gałązka naiwnie wierzy, że jak dawniej ciepłe mleczko uśpi jej maluszka...nic bardziej mylnego. Potem nasza wojenna ścieżka przenosi się do łóżeczka. Tak zwana „bitwa łóżeczkowa” również kończy się porażką Mamy. Odkąd Gałązeczka nauczyła się wspinać po szczebelkach, łóżeczko tylko w wyjątkowych sytuacjach służy do spania. Zdeterminowana Mama Gałązka przypuszcza atak ze wsparciem nowej broni...wózka! W „bitwie wózkowej” także przegrywa z kretesem, bo kto to widział, żeby w wózku spać! Przecież znacznie fajniej jest leżeć na brzuchu i wymachiwać nogą, która i tak już niebezpiecznie wystaje poza siedzisko. Ten nadmiar energii nie wróży szybkiego nadejścia tej kojącej domowej ciszy. Żeby zmęczyć naszego małego rycerza i tę chwilę ciszy przyspieszyć, Mama Gałązka przenosi pole walki do salonu, gdzie w kąciku zabaw toczy się kolejna bitwa...”salonowa”. Mama Gałązka strategiem jednak nie jest, bo mata wyzwala z Gałązeczce tylko nowe pokłady siły i chęci na psoty. Kolejne starcie i nowa sceneria...łóżkowa. Wielkie łóżko rodziców nie onieśmiela jednak naszej Gałązeczki. A wręcz przeciwnie! Jest świetnym poligonem, placem zabaw i sama nie wiem, czym jeszcze, ale na pewno nie miejscem do spania... Tak więc w „bitwie łóżkowej” po raz kolejny 1:0 dla Gałązeczki. Umordowana Mama Gałązka staje w końcu do walki z ciężką artylerią...lulaniem na rękach. Ale i tym razem szala zwycięstwa po stronie Gałązeczki!

A jak już wszystkie bitwy za nami, i już wszystkie znane kołysanki wyśpiewane, a Gałązeczka wygłaskana, nakarmiona, ululana, ukołysana, utulona i Bóg wie, co jeszcze, to w przypływie bezradności i rozpaczy Mama Gałązka odkłada Gałązeczkę do łóżeczka....żeby chwile odpocząć i powrócić do walki z nową energią. I właśnie wtedy, w tej chwili największej rozpaczy przychodzi sen.... A wtedy wszystkie nasze codziennie bitwy są juz tylko wspomnieniem. Wojnę wygrywa Mama, dla której i tak nie to zwycięstwo liczy się najbardziej, ale możliwość patrzenia na cudowny widok wtulonej w kołderkę twarzy i słuchania miarowego oddechu małej Gałązeczki. Z tym cudownym widokiem przed oczami dla Mamy Gałązki rozpoczyna się nowe odliczanie do kolejnego porannego spotkania i kolejnego dnia pełnego nowych przegranych bitew!

A na zdjęciu dzisiejsza "bitwa salonowa". Jak widać opadających powiek, ziewów i innych oznak senności brak!:)



I jeszcze tak, żeby tradycji stało się juz za dość, nasza "bitewna" stylizacja:
piżamka - Next
czapeczka - no name

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz