A w głowie mi kipi, wyobraźnia się
wylewa, i wizji tysiąc jest, i pomysłów nie mniej... od zawsze. Tylko od
zawsze gdzieś ten czas umyka, ciągle go za mało (albo to tylko
wymówka...). Tak mi się zawsze marzyło, żeby mieć czas i dać upust tej
mojej wyobraźni i wyżyć się na tym papierze, na cieście, na czymkolwiek,
co wpadnie mi w ręce. Jeszcze w szkole, czyli dawno, dawno temu, za
górami, za lasami... udawało mi się a to w Święta kartki własnoręcznie
powyklejać, a to domek z piernika upiec i udekorować, ale z czasem tych
momentów coraz mniej, a niektóre z nich to dziś jak przez mgłę pamiętam!
Ale nagle się coś zmieniło! Taki nowy „punkt 0” mam w życiu... 12 czerwca 2012....niby mówi się, że życie nabiera wtedy tempa i zawsze czasu brak na wszystko...na codzienny makijaż, na te skarpetki wystające z kosza, na ten kurz za kanapą. O dziwo moje życie zwolniło. Teraz każdą minutę rozkładam na sekundy , by każdą dobrze zapamiętać, teraz poranną herbatę piję mniejszymi łykami, żeby dłużej się delektować tym czasem porannych wygłupów, teraz częściej biorę głęboki oddech, żeby myślami uciec od tych skarpetek i kurzy... i teraz w końcu mam czas! Czas na moje ukochane, długo wyczekiwane, różnorakie DIY! Już mi się ręcę wyrywają same i znowu pomysłów tysiąc. Na początek te najpilniejsze... zdjęcia.
Odkąd zdjęcia liczymy w setkach folderów (a nie w kliszach!) i odkąd grzęzną gdzieś w czeluściach naszych twardych dysków, tak trudno o porządek w nich i tak trudno o chwilę nad albumem pełną wspomnień minionych przeżyć. Ale nie w naszym gałązkowych świecie...o nie! Już nie!! Wzięłam się w końcu do tego mojego pierwszego DIY i choć to wszystko nieporadne, nierówne, źle przycięte, może nawet do końca nieprzemyślane..., to jednak jest. Nasza Gałązeczka ma swój pierwszy album. W sklepach można dostać wiele „pierwszych albumów naszego dziecka”. Ale Gałązeczka ma swój, i choć trochę koślawy, to całkiem wyjątkowy.
Ale nagle się coś zmieniło! Taki nowy „punkt 0” mam w życiu... 12 czerwca 2012....niby mówi się, że życie nabiera wtedy tempa i zawsze czasu brak na wszystko...na codzienny makijaż, na te skarpetki wystające z kosza, na ten kurz za kanapą. O dziwo moje życie zwolniło. Teraz każdą minutę rozkładam na sekundy , by każdą dobrze zapamiętać, teraz poranną herbatę piję mniejszymi łykami, żeby dłużej się delektować tym czasem porannych wygłupów, teraz częściej biorę głęboki oddech, żeby myślami uciec od tych skarpetek i kurzy... i teraz w końcu mam czas! Czas na moje ukochane, długo wyczekiwane, różnorakie DIY! Już mi się ręcę wyrywają same i znowu pomysłów tysiąc. Na początek te najpilniejsze... zdjęcia.
Odkąd zdjęcia liczymy w setkach folderów (a nie w kliszach!) i odkąd grzęzną gdzieś w czeluściach naszych twardych dysków, tak trudno o porządek w nich i tak trudno o chwilę nad albumem pełną wspomnień minionych przeżyć. Ale nie w naszym gałązkowych świecie...o nie! Już nie!! Wzięłam się w końcu do tego mojego pierwszego DIY i choć to wszystko nieporadne, nierówne, źle przycięte, może nawet do końca nieprzemyślane..., to jednak jest. Nasza Gałązeczka ma swój pierwszy album. W sklepach można dostać wiele „pierwszych albumów naszego dziecka”. Ale Gałązeczka ma swój, i choć trochę koślawy, to całkiem wyjątkowy.
I przeglądałam go już z tysiąc razy, a jeszcze wiele tysięcy przede mną....i w leniwą niedzielę po obiedzie, i wieczorem tuż przed snem i jak goście wpadną... A to przecież tylko zwykły album, kilka zdjęć i pamiątek, parę podpisów i ... dusza! No właśnie o tę duszę chodzi! Więc teraz jak już w końcu mam czas, to te kartki świąteczne, wszystkie laurki, te dekoracje na przyjęcia, te domki z piernika wszystkie duszę będą miały. Dzięki Gałązeczce wszystko....i w głowie już kipieć tak nie będzie:)















Mam pytanie o ten album...czy on dużo zdjęć pomieści?
OdpowiedzUsuńJestem w tyle z wywoływaniem zdjęć, kilka dni temu postanowiłam się za to zabrać i tak siedzę nocami i segreguję foty do wywołania.
Z samych 3 m-cy, które wywołałam wcześniej mam ponad 400 zdjęć! Wiem, szaleństwo! Ale te wszystkie miny są takie słodkieeee :D
Teraz tylko trzeba znaleźć na nie album! :D
Mamy 2 takie albumy... w tym na zdjęciach jest więcej pamiątek, podpisów, zdjęć USG, więc samych fotek zmieniściło się nie wiele...koło 60, ale w kolejnym, zmiescilo sie juz 170 zdjęc....niektore w formacie 15x21. To jednak zdecydowanie za duzo, bo niektore strony mamy naćkane zdjęciami...niektóre musiałam przycinać, zeby się zmieściły te wszystkie minki....teraz jak wywoływuję kolejne zdjęcia, to już staram się z umiarem to robić, bo z torbami można pojsc:)Ustaliłam sobie limit max. 100 zdjęc na miesiąc...to i tak sporo, ale czasem się udaje wybrać nawet mniej.
OdpowiedzUsuńAlbum kupowałam na allegro. CZasem można tam znaleźć jakies dobre oferty, choć ten akurat nie był najtańszy:( Powodzenia ze zdjęciami!