Wiosna rozkręciła się nam na
dobre, a pogoda jest idealna na sporty różnorakie. Gałązeczka jednak jeszcze nie chodzi, więc na
prawdziwą aktywność fizyczną na świeżym powietrzu będziemy musieli jeszcze
poczekać .... choć już chyba nie tak długo:) Nasza Pani Pediatra mówi, że do
maja, ale Mama Gałązka myśli, że pierwsze kroczki zobaczyć możemy juz lada
dzień. Gałązeczka bowiem rwie się do chodzenia straszliwie. Niestrudzenie
palcuje wszystkie ściany i meble, chodząc przy nich (na razie) bokiem:) I choć
niczego na siłę nie przyspieszamy, to aby ułatwić nieco sprawę z tym chodzeniem
do przodu, kupiliśmy Gałązeczce pchacz. Od
kilku dni jest już w fazie testów, a my z całą pewnością dołączamy do grona
fanów duńskiej marki Moover.
To jeden z naszych najbardziej
trafionych prezentów dla Gałązeczki. Większość zabawek po 5 minutach ląduje w
kącie, a Gałązeczka powraca namiętnie do swoich stałych zajęć przy ...
majstrowaniu przy kablach i komputerze, kręceniu pokrętłem od wieży i
mikrofalówki, stukaniu w zmywarkę, trzaskaniu pokrywkami, czy wysypywaniu ziemi
z doniczek! A tymczasem Moover zawładnął uwagą Gałązeczki na całe, długie,
prawdziwe 10 minut!!! Sesja treningowa z nim to już nas stały punkt codziennego
programu.
Widok tego jeszcze mocno
nieporadnego, kaczego chodu jest przeuroczy. Obijamy się jeszcze o kąty, meble,
zabawki, ale w końcu to ćwiczenie czyni mistrza. Tak więc ćwiczyć będziemy
dalej ... aż do tego maja:) A dzisiaj możecie zobaczyć jak to nam wychodzi.
Co-my-tu-mamy:
pchacz - Moover (kupiony TU)
















Śliczny ten pchacz! Jednak nie tylko wielokolorowe i plastikowe rzeczy wpadają naszym maluchom w oko:) To pocieszjące:)
OdpowiedzUsuńTo prawda! W całym tym zalewie kolorowej chińszczyzny, od której oczy juz bolą, ale którą ciężko całkowicie wyeliminować z dziecięcych zbiorów, taki zwykły drewniany pchacz to rarytas:)
OdpowiedzUsuń