24 kwietnia 2013

On the move




Wiosna rozkręciła się nam na dobre, a pogoda jest idealna na sporty różnorakie.  Gałązeczka jednak jeszcze nie chodzi, więc na prawdziwą aktywność fizyczną na świeżym powietrzu będziemy musieli jeszcze poczekać .... choć już chyba nie tak długo:) Nasza Pani Pediatra mówi, że do maja, ale Mama Gałązka myśli, że pierwsze kroczki zobaczyć możemy juz lada dzień. Gałązeczka bowiem rwie się do chodzenia straszliwie. Niestrudzenie palcuje wszystkie ściany i meble, chodząc przy nich (na razie) bokiem:) I choć niczego na siłę nie przyspieszamy, to aby ułatwić nieco sprawę z tym chodzeniem do przodu, kupiliśmy Gałązeczce pchacz.  Od kilku dni jest już w fazie testów, a my z całą pewnością dołączamy do grona fanów duńskiej marki Moover.

To jeden z naszych najbardziej trafionych prezentów dla Gałązeczki. Większość zabawek po 5 minutach ląduje w kącie, a Gałązeczka powraca namiętnie do swoich stałych zajęć przy ... majstrowaniu przy kablach i komputerze, kręceniu pokrętłem od wieży i mikrofalówki, stukaniu w zmywarkę, trzaskaniu pokrywkami, czy wysypywaniu ziemi z doniczek! A tymczasem Moover zawładnął uwagą Gałązeczki na całe, długie, prawdziwe 10 minut!!! Sesja treningowa z nim to już nas stały punkt codziennego programu. 

Widok tego jeszcze mocno nieporadnego, kaczego chodu jest przeuroczy. Obijamy się jeszcze o kąty, meble, zabawki, ale w końcu to ćwiczenie czyni mistrza. Tak więc ćwiczyć będziemy dalej ... aż do tego maja:) A dzisiaj możecie zobaczyć jak to nam wychodzi. 
















Co-my-tu-mamy:
pchacz - Moover (kupiony TU)

2 komentarze:

  1. Śliczny ten pchacz! Jednak nie tylko wielokolorowe i plastikowe rzeczy wpadają naszym maluchom w oko:) To pocieszjące:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda! W całym tym zalewie kolorowej chińszczyzny, od której oczy juz bolą, ale którą ciężko całkowicie wyeliminować z dziecięcych zbiorów, taki zwykły drewniany pchacz to rarytas:)

    OdpowiedzUsuń