28 czerwca 2013

We love you to the moon and back




Trochę na fali mojego zaangażowania w porządkowanie i zmianę wyglądu naszych czterech kątów, będzie kolejna notka “domowa” .... tym razem pod lupę biorę pokój Gałązeczki. 

Te zdjęcia chciałam pokazać na blogu już jakiś czas temu, ale jakoś nigdy nie było na to dobrej okazji. W kolejce zawsze czekało kilka bieżących wpisów i tak odkładałam i odkładałam, aż przyszły chłodniejsze, deszczowe dni, w które z mniejszym zapałem sięgam po aparat (bo światło nie to... bo deszcz go zmoczy.... bo kisimy się w domowym zaciszu...). A dziś jeszcze u Kredki przeczytałam smutną historię. Nie będę jej powtarzać, bo wierzcie mi, bardzo jest smutna. Na samo wspomnienie o niej łzy się cisną do oczu. Kto chce, to ją odszuka. 

Zawsze, gdy czytam smutne historie, zaciskam powieki, jakby próbując odgonić złe myśli, że coś złego może się przydarzyć, że przez życie idę ścieżką, która zakrętów kryje sporo, a ja ich nie znam. Na siłę chcę zamknąć swoje myśli, żeby przypadkiem nic smutnego się do nich nie dostalo. Nie da się. Niestety. A może i dobrze. Bo jak tak czasem serduchem swym wstrząśniemy, to rozbiegane myśli wracają na właściwy tor. Na bok odchodzą sprawy codzienne, tak mało ważne. Zaczynamy doceniać to, co najważniejsze...naszych bliskich. Szczególnie tych kruchych, małych i bezbronnych. Tak jak Kredkę, w takich momentach nachodzi mnie ochota, by Gałązeczkę objąć mocno i nie puszczać. Jakby od trzymania zależała ilość mojej do niego miłości. Jakby to był jedyny sposób, żeby mu pokazać, jaki jest dla mnie ważny. Ale nie zawsze się da....bo Franek zaczyna się robić całkiem charakterny i jak mu to nie w smak, to on się przytulał nie będzie i już! I trzeba szukać wtedy innych sposobów na okazywanie uczuć. 

Z myślą o takich momentach właśnie powstał w mojej głowie pomysł na wystrój pokoju Gałązeczki. Oprócz urokliwych mebelków, bujanego fotela i pastelowych barw, chciałam, by znalazło się w nim COŚ, co codziennie będzie nam wszystkim przypominało o tym, jaki jest dla nas ważny. Szukałam, dumałam i znalazłam motto idealne. Kupiłam literki i przykleiłam do ściany, tak by codziennie przypominały Gałązeczce, że jest największym skarbem Mamy i Taty! Codziennie! W przyszłości, kiedy sam będzie umiał czytać. I teraz, kiedy czytam mu ja. 

                        We love you to the moon and back, to eternity and beyond, forever and ever.














litery ze sklejki - Allegro
mebelki - Bellamy Fino oraz Ikea
fotel - Ikea
poduszki - handmade, Zara Home
zasłony - Ikea
dywan - Ikea




2 komentarze:

  1. ale piękny pokoik ! napis również,nie martw się mój też miewa swoje humorki i nie zawsze lubi się tulić :) z tą miłością też tak mam,chciałabym ciągle tulić i nie wypuszczać z ramion byle nic złego się nie stało,ale nie można tak całe życie.niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie dopiero teraz poczułam, jak trudno jest dać ukochanemu dziecku przestrzeń...zawsze wiedziałam, że będę mamą, która da swoim dzieciom wolność, pozwoli samemu podejmować decyzje, ale w praktyce akceptowanie innych wyborów to trudne...Franek jest na razie mały i przytulanie to banał, ale z wiekiem skala będzie rosła!

      Usuń