25 czerwca 2013

O tatusiach w piaskownicy

Upał męczy nas niemiłosiernie i jakoś na niższych obrotach żyjemy ostatnio....stąd notka lekko opóźniona. Tatusiów wszystkich, a najbardziej naszego bardzo przepraszamy.  

Tata Gałązka swój DZIEŃ świętuje już po raz drugi.   Zdrowia, szczęścia i innych takich tam życzymy mu codziennie, także bez okazji. Poza tym pompatycznie, nadmuchanie i sztywno to nie w naszym stylu.  Prawdziwe życzenia wyszeptaliśmy mu na ucho, a i tak codzienna mantra Gałązeczki ... „Tata tata tata...” tym cudnym, cieniutkim głosikiem jest najlepszym prezentem. Tak więc zainteresowany wie co i jak:) Dziś  za to kilka śmiesznych (ale i strasznych jednocześnie) tatusiowych historii.

Tego, że po narodzinach dziecka życie zmienia się diametralnie nie trzeba tłumaczyć żadnej mamie. U nas nie inaczej....zmian wiele. Jedna z nich, taka prozaiczna, to zmiana otoczenia. Mama Gałązka porzuciła eleganckie kiecki, koszule i marynary, czyli biurowy dress code na rzecz dresowych spodni i spódnic, a swój korporacyjny kąt na 12 piętrze z wielkim drewnianym biurkiem, klimatyzacją i full opcją wyposażenia zamieniła na plac zabaw. Drewniana to jest tam tylko piaskownica. O klimatyzacji mogę tylko pomarzyć! Ale nasłuchać się tam można.... oj można...o tym, jak tatusiów widzą ich dzieci.

Piaskownicowe rozmowy cz.1
W piachu bawią się trzej chłopcy i dziewczynka.... z określaniem wieku zawsze miałam problem;)) ale mówią, i to całymi zdaniami, wzrost taki do łokci, mniemam, że początek podstawówki... rozmowa „o wszystkim i o niczym”, Mama Gałązka dyskretnie podsłuchuje, kopiąc kolejny dół i robiąc kolejną babę dla Gałązeczki. Nagle pada pytanie ...

Chłopiec 1 (do dziewczynki): A ty to chyba nie masz taty...
Chłopcy 2 i 3: Ha ha ha...nie ma taty, hahaha
Mimo protestów dziewczynki śmiechy rozbrzmiewają jeszcze przez chwilę...
Dziewczynka: Mam! A wcale, że mam tatę!
Chłopiec 1: To gdzie teraz jest...?
Dziewczynka: W pracy. 

Lekko zawstydzona oczywistością swojej odpowiedzi dziewczynka zaczyna się tłumaczyć...a właściwie tłumaczyć swojego tatę...

Dziewczynka: Teraz jest w pracy, ale raz zrobił mi taką niespodziankę, że przyszedł po mnie do szkoły...

I tu Mama Gałązka padła, a właściwie szczęka jej opadła, a w sercu trochę żal się zrobiło...ale niespodzianka, no mega po prostu....tatusiowi gratulujemy inwencji! Ale wiemy też, że lajf bywa brutal, więc tylko mamy nadzieję, że ten tatuś będzie miał dla swojej córeczki więcej czasu i że niespodzianką będzie niezapowiedziana wycieczka do zoo albo na lody...

Ale takie niespodzianki to nic, w porównaniu z takim hardcorem...

Piaskownicowe rozmowy cz.2
W piachu bawią się dwie dziewczynki...jedna jak się później okazało Zuzia, druga imienia nie zdradziła, choć Mama Gałązka nasłuchiwała bacznie...

Dziewczynka 1: A ty to chyba nie jesteś z Polski...? Jesteś z zagranicy?
Zuzia: yyy..? Jestem z Polski!
Dziewczynka 1: Ale to twoja mama jest z zagranicy, czy twój tata?

Dla wyjaśnienia, Zuzia to mulatka....

Zuzia: Jak to?
Dziewczynka 1: No bo ty jesteś mulatką, więc musisz być z zagranicy...
Zuzia: Nie, jestem z Polski. Moja mama też jest z Polski, a tata....taty nie pamiętam, bo sobie kiedyś dawno pojechał i juz nie wrócił, i już go nie pamiętam...
Mamie Gałązce znowu serce się kraja....
Zuzia: A co to w ogóle znaczy „mulatka”..?

I rozmowa potoczyła się dalej...zupełnie normalnie, fakt przyjęty i tylko Mamie Gałązce żal się zrobiło okropnie...niby wiem, jak to jest, ale jak już człowiek się styka z takimi problemami w prawdziwym życiu i patrzy na to prawdziwe dziecko, którego tatuś nie chce znać, to jakoś ciężej...

Piaskownicowe podsłuchane rozmowy naprawdę potrafią być jak zimny prysznic. Zero selekcji, nikt rekrutacji nie przeprowadzał, nikt na bramce nie stoi, co by tych porządnych tylko wpuszczał...nie! na placyku są wszyscy, cały przekrój społeczeństwa...jest babcia, co tylko gazetę czyta i bransoletki nawleka, gdy wnuczka na drugim końcu, nie pilnowana, z każdym mogłaby pójść....jest tata, co lata z aparatem i pstryka fotki, są mamy, co ławki okupują i plotkują bez opamiętania, czasem tylko krzykną na dziecko, żeby się nie brudziło (w piaskownicy... heloł...to jak dać dziecku ciasto i powiedzieć, że nie może zjeść)...i każdy z jakaś historią, trudną....

a Mama Gałązka, lepiąc te baby, tak słucha i słucha i ... dziękuje naszemu Tacie Gałązce, ze czas ma dla Gałązeczki, że czasem daje postukać w klawiaturę, że z piłką po salonie ma czas poszaleć i życzy mu, żeby pomysłów na prawdziwe niespodzianki też nigdy nie zabrakło...



2 komentarze:

  1. Smutne te historyjki :( Zawsze serce mnie boli, jak słyszę, że jakiemuś dziecku jest źle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie. Teraz jak widzę cierpienie dzieci, to łzy się same cisną do oczu. Ale cóż zrobić....życie nie zawsze jest takie, jakbyśmy chcieli...

      Usuń