Upał męczy nas niemiłosiernie i
jakoś na niższych obrotach żyjemy ostatnio....stąd notka lekko opóźniona.
Tatusiów wszystkich, a najbardziej naszego bardzo przepraszamy.
Tata Gałązka swój DZIEŃ świętuje
już po raz drugi. Zdrowia, szczęścia i innych takich tam życzymy
mu codziennie, także bez okazji. Poza tym pompatycznie, nadmuchanie i sztywno
to nie w naszym stylu. Prawdziwe życzenia
wyszeptaliśmy mu na ucho, a i tak codzienna mantra Gałązeczki ... „Tata tata
tata...” tym cudnym, cieniutkim głosikiem jest najlepszym prezentem. Tak więc zainteresowany
wie co i jak:) Dziś za to kilka śmiesznych
(ale i strasznych jednocześnie) tatusiowych historii.
Tego, że po narodzinach dziecka
życie zmienia się diametralnie nie trzeba tłumaczyć żadnej mamie. U nas nie
inaczej....zmian wiele. Jedna z nich, taka prozaiczna, to zmiana otoczenia.
Mama Gałązka porzuciła eleganckie kiecki, koszule i marynary, czyli biurowy dress
code na rzecz dresowych spodni i spódnic, a swój korporacyjny kąt na 12 piętrze
z wielkim drewnianym biurkiem, klimatyzacją i full opcją wyposażenia zamieniła
na plac zabaw. Drewniana to jest tam tylko piaskownica. O klimatyzacji mogę
tylko pomarzyć! Ale nasłuchać się tam można.... oj można...o tym, jak tatusiów
widzą ich dzieci.
Piaskownicowe rozmowy cz.1
W piachu bawią się trzej chłopcy
i dziewczynka.... z określaniem wieku zawsze miałam problem;)) ale mówią, i to
całymi zdaniami, wzrost taki do łokci, mniemam, że początek podstawówki...
rozmowa „o wszystkim i o niczym”, Mama Gałązka dyskretnie podsłuchuje, kopiąc
kolejny dół i robiąc kolejną babę dla Gałązeczki. Nagle pada pytanie ...
Chłopiec 1 (do dziewczynki): A ty
to chyba nie masz taty...
Chłopcy 2 i 3: Ha ha ha...nie ma
taty, hahaha
Mimo protestów dziewczynki
śmiechy rozbrzmiewają jeszcze przez chwilę...
Dziewczynka: Mam! A wcale, że mam
tatę!
Chłopiec 1: To gdzie teraz
jest...?
Dziewczynka: W pracy.
Lekko zawstydzona oczywistością
swojej odpowiedzi dziewczynka zaczyna się tłumaczyć...a właściwie tłumaczyć
swojego tatę...
Dziewczynka: Teraz jest w pracy,
ale raz zrobił mi taką niespodziankę, że przyszedł po mnie do szkoły...
I tu Mama Gałązka padła, a
właściwie szczęka jej opadła, a w sercu trochę żal się zrobiło...ale
niespodzianka, no mega po prostu....tatusiowi gratulujemy inwencji! Ale wiemy
też, że lajf bywa brutal, więc tylko mamy nadzieję, że ten tatuś będzie miał
dla swojej córeczki więcej czasu i że niespodzianką będzie niezapowiedziana
wycieczka do zoo albo na lody...
Ale takie niespodzianki to nic, w
porównaniu z takim hardcorem...
Piaskownicowe rozmowy cz.2
W piachu bawią się dwie
dziewczynki...jedna jak się później okazało Zuzia, druga imienia nie zdradziła,
choć Mama Gałązka nasłuchiwała bacznie...
Dziewczynka 1: A ty to chyba nie
jesteś z Polski...? Jesteś z zagranicy?
Zuzia: yyy..? Jestem z Polski!
Dziewczynka 1: Ale to twoja mama
jest z zagranicy, czy twój tata?
Dla wyjaśnienia, Zuzia to
mulatka....
Zuzia: Jak to?
Dziewczynka 1: No bo ty jesteś
mulatką, więc musisz być z zagranicy...
Zuzia: Nie, jestem z Polski. Moja
mama też jest z Polski, a tata....taty nie pamiętam, bo sobie kiedyś dawno
pojechał i juz nie wrócił, i już go nie pamiętam...
Mamie Gałązce znowu serce się
kraja....
Zuzia: A co to w ogóle znaczy „mulatka”..?
I rozmowa potoczyła się
dalej...zupełnie normalnie, fakt przyjęty i tylko Mamie Gałązce żal się zrobiło
okropnie...niby wiem, jak to jest, ale jak już człowiek się styka z takimi
problemami w prawdziwym życiu i patrzy na to prawdziwe dziecko, którego tatuś
nie chce znać, to jakoś ciężej...
Piaskownicowe podsłuchane rozmowy
naprawdę potrafią być jak zimny prysznic. Zero selekcji, nikt rekrutacji nie
przeprowadzał, nikt na bramce nie stoi, co by tych porządnych tylko
wpuszczał...nie! na placyku są wszyscy, cały przekrój społeczeństwa...jest
babcia, co tylko gazetę czyta i bransoletki nawleka, gdy wnuczka na drugim
końcu, nie pilnowana, z każdym mogłaby pójść....jest tata, co lata z aparatem i
pstryka fotki, są mamy, co ławki okupują i plotkują bez opamiętania, czasem
tylko krzykną na dziecko, żeby się nie brudziło (w piaskownicy... heloł...to
jak dać dziecku ciasto i powiedzieć, że nie może zjeść)...i każdy z jakaś
historią, trudną....
a Mama Gałązka, lepiąc te baby,
tak słucha i słucha i ... dziękuje naszemu Tacie Gałązce, ze czas ma dla
Gałązeczki, że czasem daje postukać w klawiaturę, że z piłką po salonie ma czas
poszaleć i życzy mu, żeby pomysłów na prawdziwe niespodzianki też nigdy nie
zabrakło...



Smutne te historyjki :( Zawsze serce mnie boli, jak słyszę, że jakiemuś dziecku jest źle...
OdpowiedzUsuńJa mam podobnie. Teraz jak widzę cierpienie dzieci, to łzy się same cisną do oczu. Ale cóż zrobić....życie nie zawsze jest takie, jakbyśmy chcieli...
Usuń