Początek roku to nie tylko najlepszy czas na planowanie, postanawianie, obiecywanie sobie różnych rzeczy i wzięcie głębokiego oddechu przed kolejną rundą naszego życia. Dla mnie styczeń to również moment na domknięcie wszystkich zaległych spraw, które ciągną się za mną przez cały poprzedni rok. W zasadzie to już ostatni dzwonek, żeby mój notes nie pękał w szwach.
Jednym z takich zadań, które sobie stawiam to uporządkowanie rodzinnych zdjęć. W ciągu roku zawsze brak mi na to czasu. Blog i zdjęcia, które na nim publikuję pomagają mi wprawdzie odnaleźć się w tych tysiącach plików, nadają chronologię i ułatwiają wybór (bo są to zazwyczaj najlepsze ujęcia ... of kors;). Ale cała praca zaczyna się poniekąd od nowa. Obróbka pod wywołanie to nie tylko inny format, ale także inne filtry oraz inne ujęcia. Zdjęcia z notek ze stylizacjami w większości wypadają, bo dla babć, cioć i wujków to, jaką czapkę Franek ma na sobie ma znikome znaczenie;) Pojawiają się natomiast zdjęcia rodzinne, ze świąt, spotkań, wycieczek, odwiedzin czy zwykłych spacerów. Wiadomo .... w końcu to album rodzinny.
W tym roku podjęłam już pierwsze karkołomne próby zmierzenia się z czeluściami mojego twardego dysku. Ogrom zdjęć, które zrobiliśmy przez cały poprzedni rok trochę mnie przytłoczył. Wiedziałam, że proste wywołanie nie załatwi sprawy. Skończy się na 3 albumach z setkami zdjęć. Będą tylko zajmować miejsce i zbierać kurz, a my zajrzymy do nich może raz w nadchodzące święta. Ja pewnie przejrzę je w całości ... z sentymentu, babcie dojdą do połowy, a Tata Gałązka podda się po 3 stronie. Zupełnie bez sensu!
Postanowiłam więc skończyć z typowymi opasłymi albumami i własnoręcznie przygotować fotoksiążkę. Ilość pracy podobna, ale lista plusów jest naprawdę długa:
1. Zacznijmy od tego, że dzisiejsze fotoksiążki to już nie te tandetne albumy sprzed kilku lat. Poza nazwą różni je prawie wszystko - papier, kompozycja, wykonanie. Oglądałam już kilka takich kreacji u przyjaciół i w paru przypadkach zwyczajnie odjęło mi mowę.
2. Wygoda - nie wymaga chyba komentarza. Fotoksiążki są mniejsze, cieńsze, lżejsze niż tradycyjne albumy. Odpada wkładanie zdjęć i ryzyko ich wyciągnięcia przez dzieci. Pergamin się nie zawija, nie gniecie, nie obrywa.
3. Wykonanie - nie ukrywam, że przygotowanie fotoksiążki jest pewnym wyzwaniem. Nie dla każdego. Ale na rynku znajdziecie mnóstwo firm, które z chęcią zrobią to za Was - szybciej i lepiej w dodatku. Jeśli decydujecie się na własnoręczne wykonanie, nie musicie pojąć tajemnej wiedzy obsługi photoshopa. Wiele firm lub punktów foto oferuje swoje własne proste programy z szablonami. Ja zamierzam skorzystać z programu photoscape (również szablony).
4. Oszczędność - cena porządnej fotoksiążki zaczyna się juz od kilkudziesięciu złotych. W tej cenie dostaniemy zazwyczaj około 20 stron. Jeśli jednak planujemy przygotować pamiątkę z całego roku, te 20 stron to zdecydowanie za mało. Koszt dodatkowych stron podnosi cenę całości do ponad 100 złotych (lub nawet znacznie więcej). To sporo, ale jeśli zastanowimy się, ile wydalibyśmy na wywołanie zwykłych zdjęć przez cały rok, to ta suma już nie wydaje się taka duża. Musielibyśmy dokupić także album ....
Na oszczędność można patrzeć także wielowymiarowo. Nie chodzi tylko o cenę albumu, ale także o ilość zdjęć, które w nim zamieścimy. Wiemy, ile mamy zdjęć, spośród których możemy wybierać, ale wiemy także ile mamy miejsca. Łatwiej wtedy wybrać te naprawdę najlepsze ujęcia. Nasz album nie będzie już zawierał dwudziestu zdjęć, które różni tylko pora roku w tle;)))) Łatwiej przyjąć jakąś koncepcję, łatwiej zdjęcia uporządkować (czy to tematycznie, czy chronologicznie). W rezultacie rosną szanse na to, że fotoksiążka stworzy spójną całość, do której z chęcią będziecie zaglądać nie tylko raz w roku. Przeglądając własne zdjęcia na bieżąco, zawsze mam problem z wyborem tych najlepszych ujęć. Wszystkie wydają mi się słodkie, wszystkie chciałabym mieć w albumie. Patrząc z perspektywy roku, zyskuję pewien dystans do zdjęć, dzięki czemu łatwiej przeprowadzić mi selekcję.
Na dziś koniec już teoretyzowania;) Nie jestem żadną specjalistką w tym zakresie. Kieruję się wyłącznie własnymi doświadczeniami, rozsądkiem i kobiecą intuicją;))) Już wkrótce będzie mogli podziwiać efekty naszej pracy. Ale zanim to nastąpi jeszcze jedna krótka refleksja ...
Całe to moje amatorskie blogowanie wiąże się z jednym paradoksem. Odkąd aparat noszę ze sobą częściej niż portfel, Franek ma chyba z milion zdjęć ... na spacerze, w domu, podczas posiłku, z Babcią, Dziadkiem, jak wygląda przez okno, jak się bawi, jak bałagani, jak się kąpie, jak rysuje, jak pomaga mi w domowych pracach, .... mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. Ale wiecie, o czym mówię! Bardzo rzadko jednak na zdjęciach jesteśmy wszyscy razem, lub choćby we dwójkę.... wszędzie tylko Franek ... sam! Na blogowe notki w sam raz, ale na rodzinną pamiątkę nie bardzo. Powód jest prosty. Tata ciągle w pracy, a ja nie oszalałam jeszcze do tego stopnia, żeby non stop bawić się samowyzwalaczem. Nasza fotoksiążka 2013 będzie więc uboga w tym aspekcie. Mam jednak mocne postanowienie, że za rok, nie będę miała już tego problemu. Będziemy mieli więcej naszych wspólnych zdjęć! Ostatnio rozpoczęliśmy wcielanie tych planów w życie. Oto kilka ujęć z naszego weekendowego spaceru.
Co-my-tu-mamy:
czapka - Flawless
szal - TATUUM (własność mamy)
parka - NEXT
longsleeve - ZARA
spodnie - Marks&Spencer
buty - TKMAXX










przepiękne zdjęcia ;) ja również mam kilka postanowień na ten rok i mam nadzieję,że uda się wszystko wykonać ;)
OdpowiedzUsuńTrzymam w takim razie kciuki!:)
UsuńEch, przypomniałaś mi, że pora coś wywołać... Tylko, że kompletnie nie ma kiedy.
OdpowiedzUsuńParka cudowna!
No właśnie, odkładanie przeglądania zdjęć na później daje z jednej strony tej dystans i ułatwia decyzję, ale zajmuje znacznie więcej czasu, który i mi trudno wygospodarować. Mam też właśnie nadzieję, że ta fotoksiążka rozwiąże część moich problemów.
UsuńMam to samo, ilość zdjęć przytłacza, nie wiadomo które wywołać. Każde z niepowtarzalna miną, fragment ulotnej chwili. Kiedy mam wątpliwości czy dobrze zrobiłam, że zrezygnowałam z pracy i zostalam z dziećmi w domu wtedy przegladam takie zdjecia. Świadomość, ze pamiętam kontekst każdego zdjecia, atmosferę poprawia mi humor :-)ale nie wszyscy sa wstanie oglądnąć calego zasobu fotograficznego.
OdpowiedzUsuńPrzepiękne zdjecia, magiczne postanowienie, wspanialy blog.
Pozdrawiam Kasia
Zdjęcia z pierwszego roku życia Franka zajmują nam 4 albumy (wypchane po brzegi). Jak do nich zaglądam, to oczywiście łza się w oku kręci, bo mam do tych utrwalonych chwil duży sentyment, ale potrafię już też ocenić je na chłodno.... wszystkie zdjęcia są takie same ... zresztą przy niemowlaku nie ma dużej dowolności, bo w zasadzie ciągle leży w wózeczku, między zabawkami lub śpi;) Stad moje postanowienie! I pięknie dziękujemy za miłe słowa:) Oblewamy się pąsem;)))
UsuńDroga Mamo Gałązko, a czy znasz/możesz polecić jakieś firmy zajmujące się realizacją takich zamówień na fotoksiążki? Zainspirowałaś mnie do uchwycenia w taki sposób najpiękniejszych naszych chwil:))) Zresztą inspirujesz mnie cały czas:)
OdpowiedzUsuń:))) Jeszcze nie zdecydowałam ostatecznie, gdzie zamówię druk książki, ale rozważam: https://printu.pl/fotoksiazka/ lub lokalnie w Warszawie tu: http://cyfrowaciemnia.pl/webpage/kontakt-.html
UsuńPozdrawiam i trzymam kciuki za udany efekt! Ola
Kochana, jestem tu nie pierwszy raz, ale pierwszy raz piszę komentarz.
OdpowiedzUsuńCudowny blog, cudowne zdjęcia, cudowna rodzina!!! Życzę Ci pękającego w szwach dysku z zdjęciami rodzinnymi :)! Łączę się z Tobą w bólu bo u nas też brak rodzinnych zdjęć...
Jesteście świetni!
Dziękuję:) i oby Twoje słowa była prorocze. Marzy mi się taki prawdziwy album, któr pokazuje rodzinną historię. Do tego oprócz zdjęć wszystkich nas, potrzebne są jeszcze ujęcia naszej codzienności: stołu po śniadaniu, balaganu na dywanie .... z tym mam jeszcze problem i choć się staram, zdjęcia nie wychodzą tak, jak mi się marzy....
Usuń