30 kwietnia 2013

Kwiecień w obiektywie


Dziesięć wspólnych miesięcy już za nami, jedenasty pędzi nieubłaganie .... tak, że nie nadążamy w pamięci utrwalać tych wszystkich cennych chwil.... chwil, które przepełniają mnie radością, jakiej wcześniej nie zaznałam ... chwil, które dają mi nadzieję i wywołują uśmiech na mojej twarzy, bo życie teraz musi być już tylko lepsze ... ale i chwil, z nadejściem których w moim sercu, gdzieś w zakamarku, czai się ten strach, że dobiec nie zdążę zanim Gałązeczka orła nie wywinie, że wszystkich smutków i koszmarów nie będę potrafiła mu przepędzić, że tysiąc rzeczy mi się nie uda ... tych wszystkich ulotnych chwil.

Ufff, dobrze, że mamy zdjęcia ! Biegam codziennie jak opętana, taszczę ten ciężki aparat, żeby nic uwadze mej nie umknęło! I tak umyka ... bo ja bym chciała każdą sekundę utrwalić, by jak co dzień wieczorem, tuż przed snem, wracać do niej w myślach, cieszyć się nią raz jeszcze lub smucić, ale ją mieć w pamięci!

Dlatego comiesięczne posty „... w obiektywie” staną się naszą tradycją, tak by do tych chwil łatwiej było wracać. Tym razem z małym udoskonaleniem w postaci krótkich opisów. Po raz pierwszy też będziecie mogli zobaczyć moje pierwsze zmagania z Photoshopem. Na razie eksperymentuję, poznaję te wszystkie przyciski, ikonki, walczę z filtrami, ustawiam jak mogę, kombinuję, ale długa droga przede mną ... trzymajcie za mnie kciuki, żeby zapału mi wystarczyło .... choć do maja;)

I tak zaczynamy .... z góry .... od buźki umazanej długopisem. Przedłużająca się zima i nasza domowa niewola sprawiły, że Gałązeczce zaczęły przychodzić do głowy najróżniejsze pomysły. I choć oczami jak skanerem prześwietlam cały dom, by nawet zagubiony spinacz nie trafił w zwinne rączki Gałązeczki, to i tak zawsze coś przeoczę. 



Ulubiony punkt obserwacyjny ... parapet Gałązeczki, z którego widok jak z wieży kontroli lotów ... na ulicę, boisko, parking, sklep ...centrum dowodzenia działa od samego rana:)

Kwiecień to też miesiąc nowych kulinarnych doznań ... niezmiksowane obiadki, nowe warzywa i owoce na surowo ... nie zawsze podbijały serce Gałązeczki;)








Gałązeczka po walce ze śliweczką ...trudno stwierdzić, po czyjej stronie zwycięstwo;)


W KOŃCU .... zima odpuściła, a nasze godziny na świeżym powietrzu się wydłuuużyły. Pierwsze chwile na placu zabaw, pierwszy piasek w butach (moich również ... wrrrr!), pierwsze zaczepki między maluchami .... a zdziwienie na twarzy Gałązeczki rozbrajające!











Mój złośnik właśnie zaczyna dawać o sobie znać! Nie ma jak sterroryzować matkę przy ludziach;)


Za nami również pierwsze samodzielne próby stania, również bez podtrzymywania. Tutaj poniżej .... najlepsze miejsce zabaw, czyli wspinaczka po kaloryferze.


Z IKEI wróciliśmy z tunelem. Polecamy! Gałązeczka szaleje .... z piłką, z samochodami... pakuje się z impetem do środka.




Pierwsze krótkie gaciory by NEXT (kupione TU)



Na zajęciach dla maluszków ... zabawy z piórkiem i bańkami




I nasza codzienność, czyli harce, psoty i meeeega bałagon. Welcome to our world;)

6 komentarzy:

  1. Śliweczka? Wygląda jak czekolada z moich zdjęć z lat dziecięcych :) Ale w walce Franek-Śliweczka zdecydowanie 1:0 dla śliweczki :)
    Outfit piaskownicowy rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Zgadzam się, że kolor tego śliwkowego musu jest dość nietypowy, choć mi na myśl przywodzi takie domowe powidła mojej mamy...mniammmm!

      Usuń
  2. gałązka szaleje ! bałagan najlepszy hehehe fajne macie te zajęcia dla maluszków,Waszym tropem zaczęłam poszukiwania w moim obszarze takich i dowiedzialam się póki co ,że jest coś takiego ;)) esktra zabawa dla malucha-kontkt z innymi . A mam pytanko,u was juz większe promienie słońca,jaki krem polecasz na lato? ja właśnie jestem na etapie wyboru iczas w końcu coś zakupić . Gałązka z dnia na dzień coraz większy przystojniak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Franka smaruję kremem NIVEA dla dzieci, takim na słońce z filtrem 30 ... tzn. staram się smarować, bo czasem to graniczy z cudem, Franek się wyrywa, piszczy, oj... różne straszne rzeczy się dzieją, więc czasem nawet odpuszczam to smarowanie ....

      A co do zajęć, to byłam naprawde zadowolona. Niestety w zeszłym tygodniu odbyło się ostatnie spotkanie, ale będę szukała czegoś nowego, bo widzę, jak Franek na nich się rozwinął... wiadomo, że ja choćbym nie wiem jak chciała, wszystkich bodźców mu nie dostarczę, a rodzeństwa nie ma, więc gdzieś tych dzieci trzeba szukac:)

      Usuń
  3. Hej, tu Kasia :) ojj ta biedna śliweczka :P została zmasakrowana hehehe nie mogę się doczekać aż nasze maleństwo wyskoczy i będę mogła podziwiać jego pomysły :) Franio jak zawsze elegancki gość ;) i zauważyłam nasz dywanik łazienkowy (czyżby IKEA?) ;) Zajęcia dla maluszków to świetny pomysł, jako mama nauczycielka sama też będę się starała pracować nad rozwojem naszego gugu, ale jak tylko znajdę jakieś dodatkowe zajęcia w Trójmieście dla maluszków, to oczywiście skorzystam - czemu nie :) Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śliwka nie miała szans, choć nie poddała się bez walki:) To prawda, dzieci potrafią wymyślić takie rzeczy, że tylko patrz i płakać ze śmiechu:) Poczekaj, za jakiś czas Twój aparacik będzie psocił tak, że czasem z sentymentem powspominasz czasy, kiedy siedział w brzuszku;) A dywanik - tak tak IKEA:) Pozdrawiamy Mamę i .... (jaka decyzja w końcu?:))

      Usuń