12 stycznia 2014

It's a question of trust ...


Rozmawiałam ostatnio ze znajomym, który prowadzi bloga w imieniu jednej z firm. Blog z kategorii uroda i kosmetyki, choć mechanizm, który chcę Wam dzisiaj pokazać funkcjonuje niezależnie od tematyki. Owa firma, rzecz jasna, zajmuje się m. in. sprzedażą tych kosmetyków. Blog prowadzony jest naprawdę rzetelnie. Co najmniej 3 wpisy w tygodniu. Żadna grafomania, lecz porządnie i zrozumiale po polsku. Profesjonalne zdjęcia, rzadko na białym lub przypadkowym tle, ale zazwyczaj w formie, jak to lubię nazywać, "martwej natury", czyli entourage, który nadaje odpowiedni klimat i kieruje czytelnika ku myśli wiodącej notki. Widać, że ktoś włożył wysiłek w ich przygotowanie, zrobienie i zretuszowanie. Sama treść też nie budzi zastrzeżeń, a raczej zainteresowanie. Wpisy poruszają tematy mocno na czasie. Opisują ciekawostki. Rzetelnie przedstawiają zagadnienia teoretyczne. I wisienka na torcie: testy kosmetyków. Na potrzeby bloga kilka (!) testerek sprawdza działanie produktów i opisuje ich plusy i minusy (wszelakie ... począwszy od opakowania i zapachu, poprzez skuteczność, a kończąc na ogólnym wrażeniu). Poziom bloga ... zupełnie bez porównania (graficznie i merytorycznie) z trylionem innych blogów kosmetycznych, na których dziewczyny (choć spotkałam także męskie blogi kosmetyczne .... (sic!)), marząc o wielkiej sławie i występie w reklamie, opisują próbki (!), które dostały od różnych firm, do których wcześniej rozesłały zylion maili z propozycją współpracy. Niektóre firmy, naiwnie licząc na nagły wzrost obrotów, łapią haczyk. Efekt: na blogu pojawia się recenzja, w 99% przypadków pozytywna (bo jak można zjechać firmę, która coś wysłała w gratisie), okraszona zdjęciami z telefonu, ze znakiem graficznym w postaci dającego po oczach różówo-żarówiastego adresu www. Najlepiej jeszcze jak na zdjęciach pojawia się ręka autorki trzymająca dany produkt. Wtedy mamy dowód, że produkt na pewno testowała. Milczeniem pomijam poziom języka, podstawowe błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Ogólny zamysł bloga: testuję wszystko, co popadnie. Brak jakiegoś pomysłu na jego strukturę i tematykę. Jednym słowem: mydło i powidło. Ale .... pod mierną notką ... 30 komentarzy, liczne grono obserwatorów, rozbuchany fan page. Tymczasem, wspomniany wyżej blog firmowy, pomimo naprawdę pokaźnej liczby czytelników (statystyki raczej nie kłamią), nie zaskakuje licznym gronem fejsbukowych fanów i nie może się pochwalić dziesiątkami komentarzy. Moje pytanie: 'O co kaman?'

Ów znajomy szybko rozwiał moje wątpliwości. Blog jako firmowy budzi mniejsze zaufanie czytelników. Zaglądają, ale nie lajkują, nie komentują i z przymrużeniem oka czytają wszystkie peany na temat danego produktu. Traktują go raczej jak źródło informacji. Czytają tak jak onet czy codzienną prasę. W ich rozumieniu głównym celem firmy jest przecież sprzedaż produktów. To zatem oczywiste, że recenzje będą w większości pozytywne, a ich dobór nie jest przypadkowy, itp itd.

A ja się pytam, czym to się różni od zwykłej dziewczyny, która dostaje produkty w gratisie. Jeśli napisze negatywną opinię, to przecież więcej nic jej nie przyślą. Inne firmy też odmówią współpracy. Tylko, że w przypadku takiego osobistego bloga, to często kwestia wirtualnego życia i śmierci, a dla owej firmy, to wyłącznie jedna z form promocji siebie i swoich produktów. Jeśli opis produktu nie zostanie przygotowany rzetelnie, a na jego podstawie x klientek kupi produkt, a potem z przerażeniem będą patrzeć w lustro na swoje włosy bądź to, co z nich zostało, to nie dość, że więcej produktu nie kupią, ale z pewnością sam sklep będą omijać szerokim łukiem. Gdzie więc miejsce na brak rzetelności i stronniczość?

Nie zrozumcie mnie źle. Nie potępiam nikogo, a zwłaszcza tego miliona dziewczyn, które prowadzą swoje małe urodowe blogi. To ich pomysł, ich decyzja, ich wizja i w końcu ich blogi. Przecież nikt nie każe mi na nie zaglądać. Zastanawiał mnie raczej sam mechanizm opisany powyżej i ten brak zaufania do firmowego bloga. Moje myśli powędrowały od razu do mojego gałązkowego wirtualnego kąta. Czy czeka mnie to samo? Czy czytelnicy przestaną zaglądać? Czy uwierzą w nasze historie? Czy zainteresują się stylizacjami? A może pomyślą: "No tak, ma teraz sklep, to pewnie będzie promowała to, co ma w ofercie" .... Strach mnie wprawdzie nie obleciał, ale zrobiło mi się trochę smutno na myśl o tym, że blog mógłby budzić takie negatywne emocje. I choć od samego początku miał być i nadal pozostaje formą pamiątki, zapisu dzieciństwa Gałązeczki, to w zamyśle chciałam również uczynić go źródłem inspiracji dla innych. Nie tylko modowych, choć to u nas przeważa. Także wnętrzarskich, zabawkowo-edukacyjnych, wycieczkowych. Pomysłów na wpisy nigdy mi nie brakuje, ale czas działa zawsze na moją niekorzyść. Stąd nie jestem w stanie pokazać wszystkiego, co siedzi mi w głowie. Obiecuję sobie od dawna, że pokażę Wam naszą biblioteczkę, nasz (ciągle niedokończony) dom, że pokażę, gdzie jeździmy w wolnym czasie, co jemy, itp itd. Mam nadzieję, że ten rok pozwoli mi w końcu na poruszenie tych wszystkich tematów.

Nic jednak nie zmieni faktu, że blog pozostanie związany ze sklepem i showroomem. Dlatego będą pojawiać się na nim wpisy dotyczące bieżących kolekcji, promocji, wyprzedaży, ciekawych eventów, które planuję. Będą, bo to wszystko to również część gałązkowego świata. Nie traktujcie ich proszę jak czystej reklamy. Chciałabym raczej, żeby były dla Was inspiracją! Wszystko bowiem co pokazuję i co oferuję w showroomie i sklepie online jest takie jak ja. Taką estetykę kupuję całkowicie. Z kolekcji wybieram to, co jakoś chwyta mnie ze serce, co sama chciałabym nosić lub założyć Gałązeczce, co wiem, że się spodoba innym. I choć jestem trochę jak ten blog firmowy z przytoczonej wyżej historii, to przecież wiem, że naciąganie innych na zakup na przykład czegoś, na czym zarabiam najwięcej byłoby bardzo krótkowzroczne. Taki brak szczerości wobec Was wróciłby do mnie jak bumerang, kosząc po drodze wszystko, co dla mnie ważne ... wiarygodność mojego bloga, Wasze zainteresowanie, zostawione w pośpiechu miłe słowo i sklep, z którym przecież wiążę swoją przyszłość. Zbyt dużo na tej szali, by podjąć takie ryzyko.

I na koniec, tak żeby moje słowa nie wydały się Wam tylko czczym gadaniem, przedstawiam Wam stylizację w 100% sieciówkową. Żadnej z tych rzeczy nie znajdziecie w sklepie ani w showroomie, ani teraz ani .... no chyba, że dogadam się z ZARĄ i H&M. Wtedy jednak z pewnością nie będę miała czasu na pisanie bloga;)

Sieciówkowa stylizacja Gałązeczki od stóp do głów:
dresowe spodnie - H&M ( uwielbiam ich mleczny melanż, tylko u nich widziałach taki odcień tkaniny!)
sweter i jeansowa koszula - KappAhl
szal - mamy (TATUUM)
czapka i buty - wyprzedaże w ZARZE










Głęboko wierzę, że prawdziwy sukces można odnieść tylko zostając blisko siebie, tego, co prawdziwe i szczere. Obym mogła tego doświadczyć! I taki paragon mi się kiedyś marzy .... (ten na zdjęciu oczywiści nabity przez Gałązeczkę;)))



20 komentarzy:

  1. Śliczny Franulek ;)
    Ja również głęboko w to wierzę, że tylko to co robisz z głębi serca z wewnętzrnej potrzeby, to co zgodne z Twoją estetyka i sumieniem może doprowadzić Cie do sukcesu. W ogóle nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. I uważam, że najlepiej dojśc do tego małymi kroczkami, wtedy i sam sukces dłużej trwa, inicjatywy, które wybuchaja jak bomba zazwyczaj też szybko się wypalają. Wiem ze swojego doświadczenia, patrz nasza knajpa;)
    Pozdrów tego gościa od kosmetyków, trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 100% się zgadzam. Rzadko sukces przychodzi w zawrotnym tempie. Nawet jeśli patrzymy na szybkie kariery innych, to zazwyczaj poprzedzone są one miesiącami lub latami pracy i starań, może także wieloma nieudanymi próbami....to wymaga zawsze sporej dawki motywacji i jesli nie jest prawdziwe gaśnie gdzieś po drodze.

      Usuń
  2. Ja tu zagladam,bo lubię i nie tak samo podchodzę do Waszego bloga jak do innych,na które zerkam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff to dobrze. A kwestia tej wiarygodności dotyczy w sumie także innych blogująch mam, które testują produkty dla firm. Mechanizm ten sam. Trzeba wypośrodkować między pozytywną recencją, której oczekuje firma, a prawdziwymi odczuciami po przetestowaniu danej rzeczy.

      Usuń
  3. Mamo Gałązko, ja zaglądam( choć od niedawna) i nigdy nie miałam wrażenia, że Wasze stylizacje, to forma reklamy czy też promowania sklepu. To, ze Gałązka Mała będzie ubrana głównie w to co dostępne w sklepie- normalna sprawa! Tak jak Zezuzullowy Julo- też przecież nosi to co Mama sprzedaje, ale chyba nie dla czystej reklamy, a dlatego, że Mamie się te ciuszki naprawdę podobają.
    A ja tak ostatnio sobie myślę... czemu ta współpraca jest tak napiętnowana? Przecież pokazujemy to w co sami wierzymy(a skoro sami wierzymy, to i polecamy) a jeśli ktoś robi inaczej- czuć to na odległość i szybko traci wiarygodność... Ja staram się pokazywać, to co nas kręci, za czym szalejemy, często bez żadnych profitów a czasem z profitami. Ale sposób pokazywania- z profitami czy bez nich- nie różni się. Bo piszę tylko to co naprawdę myślę, inaczej byłoby bez sensu. Robienie zdjęć, pisanie bloga, to moja pasja, nie zawód. No właśnie, zawód, zbieeeeeram się do pracy:/ Papa i buziaków dla Gałązeczki 102!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, w zupełności zgadzam się z całą aferą wokół postów sponsorowanych. Wśród blogów dziecięcych nie spotkałam jeszcze takiego, gdzie testowano by wszystko, co popadnie. Zazwyczaj blogerki wybierają sobie z kolekcji lub asortymentu to, co im się podoba. A często gęsto bez współpracy nie przeczytalibyśmy nigdzie o wielu rzeczach godnych uwagi, szczególnie w przypadku tych najdroższych. Jakaś dawka krytycyzmu zawsze jest potrzebna, ale zaufanie to jednak podstawa, bez której trudno się obejść w tym światku:)

      PS. A porównanie do Zezuzulli .... ach, czuję się wyróżniona:)

      Usuń
  4. Uff to dobrze. A kwestia tej wiarygodności dotyczy w sumie także innych blogująch mam, które testują produkty dla firm. Mechanizm ten sam. Trzeba wypośrodkować między pozytywną recencją, której oczekuje firma, a prawdziwymi odczuciami po przetestowaniu danej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Gałązko, jeśli ktoś testuje, tylko dlatego, że za darmo dostanie produkt, to jakaś pomyłka totalna jest. Czuć to na odległość i ja do takich miejsc więcej nie zaglądam. Moim zdaniem fair jest pokazywanie tego co naprawdę nam się podoba, trafia w naszą stylistykę, czy tez uważamy to za pomocne, warte pokazania. Coś co jest nam po prostu bliskie. Dlatego Wasze stylizacje mnie przekonują- to Wasz świat, mielibyście na siłę pokazywać coś innego? Teraz już naprawdę lecę;)

      Usuń
    2. :))) No to miłej pracy! I potwierdzam w 100%:)

      Usuń
  5. Rozumiem Cię doskonale bo sama prowadzę kawiarnię dla rodziców z dziećmi więc dużo zdjęć też tu właśnie robię- inni może tego nie rozumieją ale przecież tak wygląda nasze życie, w połowie spędzamy je właśnie "w pracy" czyli ty w swoim sklepie ja w MamyCafe. Życzę wytrwałości i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam. To część mojego życia. Często ten moment na zrobienie zdjęć mam akurat w showroomie i przecież nie będę specjalnie wszystkiego zasłaniać. Nie ma w tym żadnej pseudo-reklamy, tylko nasza zwykła codzienność. Do zakupów nikogo nie zmuszam w końcu:)))))

      Usuń
    2. A no i my również trzymamy kciuki. Uwielbiam przedsiębiorcze mamy!!!! Teraz wiem, czy to się je i przed każdą chylę czoła:) Wiem też, co to znaczy siedzieć z dzieckiem w pracy ... Franek to mały rozbójnik... ciągle coś zabiera, przestawia, dotyka .... postrach wieszaków;)))

      Usuń
  6. Rozumiem Cię doskonale bo sama prowadzę kawiarnię dla rodziców z dziećmi więc dużo zdjęć też tu właśnie robię- inni może tego nie rozumieją ale przecież tak wygląda nasze życie, w połowie spędzamy je właśnie "w pracy" czyli ty w swoim sklepie ja w MamyCafe. Życzę wytrwałości i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Doskonale Cię rozumiem bo sama prowadzę kawiarnię dla rodziców z dziećmi więc dużo zdjęć mojej Majki robię właśnie tu- inni tego może nie rozumieją ale przecież połowę jak nie więcej życia spędzamy w tej naszej pracy ( czasem to coś znacznie więcej niż praca) i nasze dzieci też- ty w swoim showroomie jak w MamyCafe, życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarze nie są moją domeną, ale jakoś się nie mogę powstrzymać :)
    Po pierwsze, Gałązki to Gałązki, czy sklep, czy blog czy mała Gałąź :))) nie znam Was osobiście, ale jak dla mnie jedna wielka spójność :)
    Po drugie, niestety niektóre komentarze pod postami świadczą o poziomie naszego społeczeństwa... Niestety, jak nie masz przebicia i napiszesz nawet o czymś mega ważnym nikt nie skomentuje, a jak zapytasz o ulubiony kolorek jest pięć tysięcy komentarzy...
    Liczy się jakość :) nie ilość!
    Gałązka ma przecudną koszulę :) hmmmm wszystkie dzieciaki na blogach reklamują kluczyki do samochodów, jak to jest ??? ;))))))))
    Aha i błagam nie reklamujcie kremików!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah ... zgadzam się... często na blogach pod poważnymi wpisami tylko nieliczne głosy, a jak trzeba pochwalić, że ładny strój, albo pokoik, albo zabawka świetna, to nagle zalew komentarzy. Ale rozumiem to, bo w natłoku codziennych zajęć też brak mi często czasu na komentarze. Na szybko da się powiedzieć coś tylko w błahej sprawie. Te poważniejsze tematy wymagają już refleksji i czasu. Na to może i nawet znajdzie się czas, ale wieczorem tuż przed snem, a kto wtedy myśli, zeby usiaść do kompa i coś tam gdzieś skomentowac:)))

      Moj wpis absolutnie nie był cichym przesłaniem i prośbą o więcej komentarzy. Cieszę się właśnie, gdy ktoś czuję potrzebę skomentowania, bo coś go zainspiruje, coś poruszy.... Nie zbieram na siłę lajków, nie organizuję konkursów, bo nie o tym miałbyć ten blog. Widzę, ile osób go czyta i to mi wystarczy. Chodziło mi tylko o to, żeby ci czytelniczy jednak nie zwątpili, że teraz nastąpi zmiana o 180 stopni, że zacznę pokazywać coś innego, w innym stylu, tylko dlatego, że otworzyłam sklep. Oczywiście jego promocja to ważna sprawa, ale staram się mocno rozgraniczyć reklamowe wpisy sklepowe od tych blogowych. Tak, żeby każdy wiedział co i jak:)

      Usuń
  9. Olu, zupełnie nie masz się o co martwić jak będzie odbierany blog!!! Jesteście, zawsze byliście naturalni. Niektóre marki, które oferujecie kupowałaś wcześniej dla Frania. Dobrze to pamiętam! Sama bym z chęcią zajęła się sprowadzeniem kilku lubianych przeze mnie marek do pl.
    Nie martw się o nic, nie rób nic wbrew sobie, a będzie super! Poza tym ja bym nic złego nie widziała jakby Franek był chodzącą reklamą Waszych produktów. Często trzeba zobaczyć na kimś, w jakimś zestawieniu daną rzecz, żeby się skusić. Baaa, nawet myślę, że to byłoby bardzo wiarygodne, bo jak to "Franio nie chodzi w ubrankach z Waszego sklepu"?! To wręcz ambasador Waszych marek! Rób to na co masz ochotę i nie bój się pokazywać Waszych ubranek. Masz takiego cudownego modela, że żal go nie "wykorzytsywać"!
    Ja marzę o tym, żeby kilka marek ściągnąć do pl, ale to nie realne. Czekam aż inni to zrobią :D
    Patrzę na taki scaninavianminimall i tam jest taka różnorodność marek, nie każda jest tą "naszą", a jednak każda marka ma poziom, także nie bój się też ściągnąć rzeczy pozornie do Was nie pasujących.
    Ze mnie miszczyni mieszania, namerdałam znowu ;)
    buziaki for you :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Właściwie prawie wszystko, co na razie mam w showroomie przetestowałam wcześniej jako zwykła klientka. A do tego musialo wszystko mi pasowac - stylistyka, kroje, wygoda, itp. W sumie masz też rację, że byłabym mało wiarygodna, gdyby Franek nie chodził w naszych ubraniach. Moj K się śmieje, że założyłam sklep, żeby mieć trochę taniej;))))

      A o jakich markach marzysz? Ja wlasnie zastanawiam się nad rozszerzeniem oferty, wysyłam maile i może coś z tego wyjdzie. Pisz koniecznie jakie to marki ... może będę miała dla Ciebie dobre wieści:)

      buziaki dla najlepszej miszczyni mieszania i miszcza podskoków od klólowej bejbi faszyn i modela wszech czasów;)))))))

      Usuń
  10. Hm, a ja zaglądam na Pani bloga często, bo lubię, bo mnie inspiruje, bo jest tu coś "innego". Reklama? Przez myśl mi to nie przeszło. I tak strasznie mi się podobało, że kiedy wysłałam do Pani maila, że ubranka ładne i jestem zachwycona, natychmiast dostałam odpowiedź, że się Pani cieszy i inne miłe słowa. Poczułam się nie jak jedna z klientów, ale tak bardzo osobiście potraktowana, jak kobieta, mama, jak chcąca ubrać swoje dzieciaki inaczej niż wszyscy. Trzymam kciuki za sklep, za blog (liczę na wygrana w konkursie) i tak w ogóle za wszystko!!!!! Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!!! Naprawdę, nie wiem, co napisać. Może tylko to, że chciałabym własnie, żeby sklep nie był tylko kolejnych bezosobowym "onlajn szopem" z ciuszkami dla dzieci. Zależy mi, żeby miał twarz, żeby było to widać na zewnątrz. Sama też w końcu jestem klientką w wielu innych sklepach i wiem, co mnie cieszy, co denerwuje, ....

      Usuń