Piątek ... zegar wybija 3 w nocy . Niezmąconą nocną ciszę
przerywa tylko szum drzew. W monotonnym rozkołysaniu brzoza przed domem wygląda,
jakby szukała wzrokiem horyzontu i pierwszych promieni słońca.... już niedługo,
za chwil kilka jej liście, skąpane w ciepłym świetle dnia, zamigoczą soczystą
zielenią ... w końcu to czerwiec ... świat budzi się bardzo wcześnie. Budzi się i K. Spokojny sen nagle i
bezlitośnie przerwało lekkie kłucie.... nie daje zmrużyć oka, choć kołysanka szumiących
drzew zachęca do snu. Wokół nadal ta leśna cisza, którą tak dobrze zna. I tylko
miarowy oddech T. przypomina jej, że nie jest w tej głuszy sama. W głowie, jak
za mgłą czają się obrazy z poprzedniego wieczoru. Mrucząca żarówka rozświetlająca
ponure kąty, przy stole trójka przyjaciół, głośne śmiechy. Wspomnienie to
szybko jednak zagłusza kolejne kłucie. To nie może być już ... jeszcze przecież
jest czas! Kolejne kłucie i K. ma pewność, że czas płata ludziom figle. Niby
jest, bo przecież są chwile, które mijają, minuta po minucie, wypełnione
wydarzeniami, pracą, odpoczynkiem ... a jednak kiedy jest potrzebny, to tego
czasu nie ma. Serce zaczyna ogarniać lekkie przerażenie. Delikatne drżenie rąk.
Co robić? Wstać? Budzić? Nie budzić? Czekać? Jechać? Pytania spadają na nią w
ilości wielkiej....zbyt wielkiej. Ciążą. Zbyt mocno, by K. mogła poradzić sobie
z nimi sama. Budzi więc T.
- Wstawaj, wstawaj, to już!
- To już? – T. jeszcze w półśnie cedzi z niedowierzaniem –
Nie, śpij, jest środek nocy.
- To już naprawdę TO! – nuta przerażenia zmieszanego z
podekscytowaniem jest w głosie K. już bardzo wyczulna ... tak bardzo, że T. nie
ma wyjścia...
- Naprawdę? (...chwila zadumy...) To chodź!
Teraz nocną ciszę zakłóca już nie tylko szum drzew, ale i
krzątanina tej dwójki. W pośpiechu i zdenerwowaniu pakują się do syrenki.
Odjazd. Przed nimi ok. 30 km drogi.
Dzień powoli budzi się już do życia. Słońce coraz wyżej nad
drzewami, śpiew ptaków nagle wybija się na pierwszy plan. Gdzieniegdzie ospali
jeszcze ludzi przemykają ulicami. Ale T. tego nie widzi. Pędzi ile sił tylko i
mocy w poczciwej syrence. Wszystko skrzypi, trzeszczy. Nagle serce zamiera mu w przerażeniu. Silnik
zaczyna się dławić, charczy. Wskaźnik paliwa niebezpiecznie nisko. Boże, czy
dojedziemy?
Dojechali. T. wyskakuje jak poparzony. Podbiega do mężczyzny
pracującego na stacji paliw. Jąka się, plącze słowa, coś o kartkach mamrocze,
że ich brak, że nie ma, że żona ... tam ..., że co teraz, prosi i błagalne
spojrzenia śle wyrwanemu ze snu pracownikowi stacji, próbuje wykrztusić z
siebie kilka sensownych słów, ułożyć je w jakieś zdanie .... niepotrzebnie.
Jego mina mówi sama za siebie. W końcu udało się, mają paliwo, bez kartki w
dodatku. Jadą. Jeszcze kawałek.
Potem wszystko toczy się już zbyt szybko, by rozum mógł
nadążyć. Serca walą, jakby chciały wyrwać się im z klatki. Jak film przed
oczami migają im różne sceny. Panika i strach. Oddział patologii ciąży. W końcu
jest decyzja. Operacja.
Piątek ... 11:05 .... na świat przychodzi Ona. Pierwszy
krzyk słyszy tylko lekarz. K. śpi pod narkozą, a T. wydreptuje ścieżki na
szpitalnym korytarzu. To nic! Przed nimi jeszcze całe mnóstwo wspólnych chwil!
Tak było ... trzydzieście lat temu!
---
Chyba nie macie już wątpliwości, że dzisiejsza notka o Mamie
Gałązce będzie i o tej magicznej zmianie cyfr, co wielu sen z oczu spędza.
---
Poniedziałek ... 7 rano ... jak co dzień nocną ciszę
przerywa wołanie Gałązeczki. Stoi już na baczność w swoim łóżeczku i czeka, aż
jej wołanie ktoś usłyszy. Słyszą. Tym razem wstał Tata. Dzisiaj mam wolne! Ale
spać nie mogę jakoś. Za ścianą słyszę radosne piski, odgłosy bosych nóżek,
brzęk szklanek, bulgotanie gotującej się wody. Dom budzi się do życia. Powoli
budzę sie i ja .... dzisiaj jednak jakoś inaczej.
Niby słońce tak samo jak co dzień wkrada się poprzez cieżkie
zasłony, a kot jak zawsze melduje się w drzwiach sypialni z błagalnym spojrzeniem,
tak wymownym, że ta pusta miska będzie śnić mi się po nocach. Niby wszystko
toczyć zaczyna się swoim stałym rytmem, a jednak w sercu coś się zmieniło.
Magiczna zmiana cyfr... to mnie nie rusza... myślałam
zawsze. Mam życie o jakim marzyłam. Uwielbiam je i żadna cyfra tego nie zmieni.
To prawda. Nie zmieni. Życie toczyć się będzie dalej, takie jak wcześniej,
takie jak lubię. Ale ta cyfra uświadomiła mi właśnie, że się TOCZY I MIJA, że w
miejscu nie stoi. Phii!!... też mi odkrycie.... ktoś mógłby mnie wyśmiać.
Przecież to oczywiste, że się toczy.
Przez ostatnie dziesięć lat miałam jednak wrażenie, że co
roku obchodzę te same urodziny.... nie dwudzieste pierwsze, dwudzieste piąte
czy dwudzieste siódme, ale DWUDZIESTE KTÓREŚ. Tak! Ciągle miałam tyle samo
lat...dwiadzieścia ileś. Życie się toczyło, otoczenie się zmieniało... najpierw
studia, jedne, drugie, wakacje, pierwsza praca, znajomi, starzy i nowi, a ja w
tym wszystkim ciągle taka sama. I nagle ta trójka, bezlitosna strasznie.
Nadeszła i straszy mnie, że ja też już nie ta sama. Że w miejscu nie stoję. Że
każdego dnia coraz mniej z tego wymarzonego życia mi zostało.
Nie myślcie, że jakieś depresyjne klimaty łapię. O nie! Nie
zaszyłam się w domowym zaciszu, czekając aż trójka zmieni się na czwórkę. Wręcz
przeciwnie. Zrozumiałam, że nie zamierzam tracić ani chwili z tego, co mi
zostało, że życie do cna chcę wykorzystać, że nic mi nie umknie, że w sercu
zamknę każdą chwilę.
Jest takie znane powiedzenie, że życia nie mierzy się
ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach. To mój
plan. Nie ilość oddechów, ani ilość lat mają dla mnie znaczenie. Ale ilość
chwil, tych najważniejszych i szczególnych. Chcę je łapać i pamiętać. A już
trochę takich było. Z Gałązeczką związane są te najważniejsze. Wiem też, że
będzie ich coraz więcej. Ode mnie zależy ile. Chcę, żeby było ich dużo....
Dlatego na tę moją trzydziechę nie zrobię podsumowania. Nie
usiądę w zadumie z kubkiem mleka i nie będę rozstrząsać tego, co było. Szkoda
na to czasu. Mam jednak plan i marzenia. I na nich się skupię. Wypisałam je
tutaj, ale to nie wszystkie. Te ważne i te banalne. Te proste i te trudne.
Wiem, że z każdym dniem lista będzie rosnąć. I już nie mogę się doczekać!!!
30 postanowień:
1.
Pierwsze i najważniejsze ... Gałązeczka musi mieć
rodzeństwo!
2.
Wreszcie przefarbuję włosy... a co!
3.
Nauczę się mówić „nie”. Asertywność nigdy nie
była moją mocną stroną.
4.
Będę włączać kierunkowskaz przy skręcaniu.
5.
Kupię krem pod oczy... i będę go stosować:)
6.
Będę jeść więcej owoców i warzyw.
7.
Nauczę się szyć.
8.
Spłacę kartę kredytową.
9.
Powieszę w końcu te obrazki, które trzeci rok
juz za szafą stoją i czekają ...
10.
Obiecuję też porządki, w domu, w papierach na
biurku, wszędzie .... planowanie i porządek to nadal moja słaba strona.
11.
Wyrzucę w końcu zbierające kurz notatki i stare
zeszyty. Dość sentymentów!
12.
Na mojej liście „to do”-sów także nauka
Photoshopa.
13.
Obiecuję sobie i Tobie K., że zlew nie będzie
już tak straszył górą naczyć... straszył będzie tylko pustką;)
14.
Powymyślam z wyprzedzeniem pomysły na nowe
obiady ... wybacz K., że ciągle na tapecie to samo;)
15.
Nauczę się chwalić innych głośno, a nie w duszy
tylko ich podziwiać.
16.
Zacznę uprawiać jakiś sport.
17.
Będę regularnie wywoływała zdjęcia.
18.
Nauczę się chodzić na szpilkach.
19.
Nie będę zostawiać zakupów bożonarodzeniowych na
ostatni moment.
20.
Będę sumiennie segregować śmieci.
21.
Nie będę chodziła spać w makijażu.
22.
Założę włąsną firmę.
23.
Będę wysyłać kartki świąteczne.
24.
Będę więcej podróżować.
25.
Polubię poniedziałki.
26.
Będę płaciła rachunki w terminie.
27.
Nauczę się robić domowy pasztet i piec mięso.
28.
Zrobię przetwory na zimę.
29.
Nie będę odkładać spraw na później.
30.
Będę się codziennie uśmiechać i dziękować za
moje 30 lat.
Dzisiaj stylówa a la lata osiemdziesiate. Modele: Mama Gałązka z rodzicami:) Przepraszam za jakość zdjęć, ale potraktowałam je zwykłym skanerem.




Olaaaa przecież to Twój brat M. trzyma cię na rękach :D ahahaha ale szok! to jednak dzieci mogą być klonami swoich rodziców (swoją drogą... ciekawe jaki będzie ten nasz urwis :)). Notka świetna, lista postanowień również! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i nie załamuj się! Mogę Cię "pocieszyć", mój mąż za rok będzie przeżywał to co Ty (chociaż on ma wiecznie 18 lat), a ja za 5 lat... :D ha! Pozdrawiamy Kasia i bezimienny synek wierci-dupek ;)
OdpowiedzUsuńP.S. Postanowienie nr 1. - Działajcie kochani! :*
Hahaha... coś w tym jest, że Tata wygląda tu jak Mati:) Choć chyba każdy rodzic widzi coś z siebie w swoim dziecku...ja tak mam i czasem jak patrze na F., to choć jest idealną kopią swojego taty, to mam wrażenie, że czasem jego minki są takie, jak na moich zdjęciach z dzieciństwa... nie wiem, czy to ogólne podobieństwo wszystkich niemowlaków, czy jakieś moje geny. Oby to drugie:) Chociaż synusie są zawsze mamusi, więc narzekać i tak nie będę mogła!.
OdpowiedzUsuńCzy Wasza wiercipięta ma już imie? Zapewniam Cię też, że jakby nie wyglądał, to dla Ciebie i tak będzie najpiękniejszy. Ta stara prawda się sprawdza:) Sciskam mocno! O.
Powodzenia z postanowieniami :) wszystkie popieram.
OdpowiedzUsuńWiek to tylko liczba. KEEP CALM AND STAY AWESOME :)
Dzięki bro!:)
UsuńPodoba mi się Twoja lista "TODO" :)
OdpowiedzUsuńPopieram nr1 i życzę powodzenia.
A co do pasztetu domowego.. to wierz mi - banalna sprawa - tylko trzeba się nie bać i zrobić ;)
:)
Usuńa ot i przepis na pasztet: http://taka-babska-proba.blogspot.com/2013/04/swiateczny-pasztet-mojej-mamy.html
Usuń:)) dziekuje! musze w końcu spróbować, choć ostatnio na tapecie .... menu urodzinowe, czyli paćkanie się w lukrze;)
UsuńKochana Oleńko!
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz Córeczko. Dziękuje Ci za poetyckie chwile wspomnień o tym pięknym dniu Twoich narodzin tj. 3 czerwca 1983 r.Twoje postanowienia na przyszłość brzmią serio, powodzenia w ich realizacji, mogę trochę Ci w tym pomóc i pobawić Frania w wolnym czasie. Na pewno się uda wszystkie zrealizować.Ty moja pisarko!!!!
Całuski i rób tak dalej.!!!
Mama
Mamo, Ty wiesz .... tu pisać nie będę, bo już zbyt intymnie by się zrobiło... po prostu dziękuję!
UsuńOleńko, spóźnione, ale prosto z serducha WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! przyznam Ci się, że dopiero odkryłam Twojego bloga i muszę Ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem ogromnym.... przez DUŻE O!
OdpowiedzUsuńJak czytałam Twoich 30 postanowień, od razu w pamięci przywołałam kartkę urodzinową, która dostał x lat temu od Ciebie na 18 urodziny i na niej zamieściłaś 18 postulatów i rzeczy, o których nie powinnam zapomnieć. Tyle lat minęło od tego czasu, a Ty się pozytywnie nie zmieniłaś, nadal jesteś super pozytywnie zwariowana, masz w sobie tą wielką radość i chęć życia, ciekawość świata, ludzi i wszystkiego co Cię otacza. Cieszę się bardzo, że czujesz się spełniona i życzę Ci odwagi wschodzącego słońca, które pomimo wielu burz i przeciwności wstaje codziennie i otacza nas swym blaskiem. Wszystkiego naj, naj, naj.....
Troll Jupiter ;)